17.11.09

Arnold Buzdygan przegrywa w Sądzie Apelacyjnym!

Sprawą procesu Arnolda Buzdygana ze Stowarzyszeniem Wikimedia Polska, które zajmuje się promocją Wikipedii internauci emocjonują się od dawna. Wrocławski przedsiębiorca dobrze znany w sieci domagał się usunięcia wpisu na swój temat, przeprosin i 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Poszło o treść wpisu. Autorzy artykułu zarzucali mu m.in., że jest wulgarny, grozi rozmówcom i uprawia trolling. Pierwszy proces Arnold Buzdygan przegrał. Sąd Okręgowy we Wrocławiu w czerwcu uznał, że to nie pozwani odpowiadają za wpisy i nie mają wpływu na ich usunięcie. Co ciekawe jednak stwierdził, że wpisy na temat mężczyzny w Wikipedii naruszają jego dobra osobiste (szczegóły tutaj).

Dzisiaj wyrok ogłosił Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Apelacja Arnolda Bzudygana (zrezygnował z żądania 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia) została odrzucona. Sąd potwierdził bowiem, że pozwani nie mieli wpływu na treść wpisu i nie mogli mu nadać ostatecznego charakteru. Każdy wpis bowiem mógł być zmieniony przez innych administratorów. O wiele ciekawsza była jednak druga część ustnego uzasadnienia. Sędzia Andrzej Niedużak bowiem odnosił się do pierwszego orzeczenia, w którym uznano, że dobra Buzdygana zostały naruszone. Oto fragment ustnego uzasadnienia:
"Uważamy, że trzeba byłoby sprecyzować jakie to dobra osobiste powoda zostały naruszone i jakim zachowaniem, jakimi wypowiedziami. Stwierdzamy, że te wypowiedzi nie naruszają żadnego z dóbr osobistych powoda. Otóż, powód co w tej sprawie jest poza dyskusją, jest aktywnym uczestnikiem szeregu dyskusji na szeregu forach internetowych. I w tym sensie jest osobą publiczną (...) A wobec tego, że ta jego aktywność jest właśnie taka - to wobec tego miara jaką należy oceniać pewnego rodzaju wrażliwość na wypowiedzi w stosunku do aktywnego uczestnika takich dyskusji, na wypowiedzi niepochlebne, negatywne, krytyczne, musi być oceniana stosownie do tej aktywności. To jest jakby wpisane w decyzje o wzięciu udziału w debacie publicznej, w debacie której krąg uczestników jest nieograniczony (...) Przystępując do takiej dyskusji można z całą pewnością przewidzieć, że przynajmniej część wypowiedzi będzie negatywna. Nasilenie tych negatywnych ocen oczywiście może być różnorakie. Nie sposób zakreślić wyraźnej granicy i przewiedzieć do którego momentu wypowiedź jeszcze mieści się w granicach, które będą uznawane za dopuszczalną krytykę, nawet przy użyciu określeń, które są na granicy tego dobrego smaku, dobrego tonu. Taka granica może być wykreślana tylko w indywidualnych przypadkach. Tak jak w tej sprawie. Mamy powoda, którego działalność publiczna przejawiająca się w uczestniczeniu w tych licznych forach dyskusyjnych musi uwzględniać również oceny negatywne, również oceny radykalnie negatywne. I należy stwierdzić, że treść tych wypowiedzi, które legły u podstaw wytoczenia powództwa nie przekroczyły miary właściwej dla tego typu dyskursu publicznego. Są pewne grupy społeczne, zawodowe, których odporność na krytykę jest i musi być podwyższona. To niewątpliwie dotyczy osób zajmujących stanowiska publiczne, w szczególności polityków, ale to również dotyczy osób, które prowadzą swojego rodzaju publicystykę, z udziałem przecież nie zamkniętego tylko absolutnie otwartego kręgu dyskutantów. I z tego powodu uważamy, że dobra osobiste powoda nie zostały naruszone".

Arnold Buzdygan już zapowiada, że złoży kasację do Sądu Najwyższego i komentuje:
"Oczywiście, że powinienem mieć wyższą odporność, ale jest różnica między krytyką, a podszywaniem się pod kogoś. Te wypowiedzi które mi przypisują zrobiły osoby, które się pode mnie podszywały. (...) Mnie obraża też to, że piszą, że jestem trollem, ale sęk w tym, że piszą to na podstawie wypowiedzi osób, które się za mnie podszywały. (...) Pisały różne plugawe rzeczy, rasistowskie. (...) A teraz sąd mówi, że skoro jestem osobą publiczną to muszę to ścierpieć. (...) Jestem skonsternowany, nawet nie odrzuceniem apelacji, bo tego można było się spodziewać (...). Nie będę pozywał Wikimedii w Stanach Zjednoczonych. Nawet jak swoje osiągnę i puszczę ich ze skarpetkami, jak stało się lub stanie się z Wprost, to będę na świecie uznawany za główną czarną owcą, która zniszczyła jakiś projekt. (...) To orzeczenie to zagrożenie dla wszystkich, którzy biorą udział w dyskusji w internecie bo teraz okazuje się, że są osobami publicznymi".
(całej wypowiedzi Arnolda Buzdygana posłuchaj tutaj)

Monika Mosiewicz, pełnomocnik Stowarzyszenia Wikimedia Polska:
"Od początku podnosiliśmy, że jest osobą publiczną a te określenia padły w ramach dozwolonej krytyki. Określenie czyichś zachowań w sieci mianem trollingu jest często jedynym sposobem obrony przed takimi zachowaniami, które niekoniecznie musza polegać na obrażaniu, używaniu słów wulgarnych, ale mogą polegać na powodowaniu konfliktów w jakiejś społeczności internetowej".

Czytaj co pisze Olgierd Rudak.
Czytaj komentarz VaGla.

Etykiety: , , , , , , ,

16.11.09

Niedźwiedź Mago - Antoni Gucwiński 1-2! Będzie kolejny proces

Ta sprawa musiała się tak skończyć. Sąd Najwyższy uchylił dzisiaj wyrok uniewinniający Antoniego Gucwińskiego w procesie dotyczącym niedźwiedzia Mago. Sprawa wraca więc do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy Wrocław - Śródmieście.

O procesie byłego dyrektora wrocławskiego zoo pisałem kilka razy (m.in. tutaj). Od początku dziwiło mnie tendencyjne prowadzenie tej sprawy i miałem świadomość, że wyrok może być tylko jeden - uniewinniający. A kiedy jeszcze wysłuchałem skandalicznej opinii Andrzeja Dubiela - naukowca z Uniwersytetu Przyrodniczego (czytaj tutaj) byłem porażony. Stwierdził bowiem, że skoro Mago przez 10 lat nie umarł to miał dobre warunki. Gratuluję przenikliwej opinii.

Teraz jednak Sąd Najwyższy uznaje, że wrocławskie sądy popełniły błędy i nakazuje powtórzenie procesu. Tym razem jednak przedstawiciele wrocławskiego wymiaru sprawiedliwości będą musieli się kierować wytycznymi najwyższej instancji!

W uzupełnieniu fragment depeszy IAR na ten temat:
"Sędziowie Sądu Najwyższego uznali, że zarówno sąd pierwszej, jak i drugiej instancji dopuścił się rażącej obrazy przepisów procesowych. Składy orzekające przyjęły, że można skazać kogoś za znęcanie się nad zwierzęciem tylko wtedy, kiedy działanie tej osoby jest umyślne i celowe. Zarówno sąd rejonowy, jak i okręgowy we Wrocławiu uznały, że skoro Antoni Gucwiński nie chciał robić niedźwiedziowi krzywdy, to nie popełnił przestępstwa. Sąd Najwyższy uznał, że trzeba jeszcze raz dokładnie sprawdzić przepisy i ich interpretację, bo jego zdaniem przestępstwo popełnia również ta osoba, która pozwala na to, by zwierze cierpiało. Sędziowie Sądu Najwyższego uznali też, że sądy pierwszej i drugiej instancji niesłusznie uznały, że skoro niedźwiedź nie zdechł, to znaczy, że nie cierpiał".

Etykiety: , , , ,

15.11.09

Śledztwo ws. redwatch umorzone. Wyciek akt do internetu!

Śledztwo ws. nazistowskiego portalu redwatch umorzone! Mimo, że na witrynie znalazły się dane i zdjęcia działaczy organizacji lewicowych, ekologicznych, antyfaszystowskich czy homoseksualnych warszawska Prokuratura Okręgowa nie znalazła podstaw do oskarżenia twórców i administratorów.

Śledztwo zostało umorzone pod koniec września z powodu niewykrycia sprawców. Prokuraturze i policjantom z KGP nie udało się ustalić kto konkretnie odpowiadał za groźby kierowane do osób, które znalazły się na liście redwatch. Jedna z osób, z której telefony wysyłano sms z groźbami stwierdziła, że "użyczała aparat znajomym", inna to samo powiedziała o swoim adresie mailowym. Prostymi tłumaczeniami wykpliły się też osoby, które wpłacały pieniądze na rzecz nazistowskiej organizacji Krew i Honor i prowadzoną przez nią akcję "Więzień". Nie znaleziono też dowodów na to, że osoby, którym zarzucono wcześniej administrowanie stroną redwatch rzeczywiście tym się zajmowały. Do odpowiedzialności karnej nie można było pociągnąć także mężczyzny, która w USA wykupiła na amerykańskim serwerze nazistowskie strony. Według prawa USA bowiem nie jest to karane. Co żenujące nie udało się też udowodnić zatrzymanym posiadanie nielegalnego oprogramowania i gier komputerowych.

Wszystkie te szczegóły umorzenia śledztwa można znaleźć - jak ujawniły serwisy CIA i Indymedia w internecie. Akta prokuratorskie liczą około 30 stron i zawierają nazwiska osób powiązanych z organizacją Krew i Honor, a więc rzekomych administratorów strony redwatch, osób, które miały grozić ludziom z listy "zdrajców rasy", a także nadawców przekazów na rzecz akcji "Więzień" itd.

Polskie państwo nie potrafi sobie poradzić z nazistami, którzy w sieci publikują zdjęcia, adresy, nazwiska i numery telefonów ludzi, których uznają za "zdrajców rasy". Witryny Krew i Honor oraz redwatch bez problemu działają w sieci propagując faszystowskie treści, nawołując do nienawiści rasowej i łamiąc ustawę o danych osobowych. No ale cóż się dziwić - kilka dni temu przez Warszawę przeszła nacjonalistyczna demonstracja. Policjanci nie reagowali na widok symboli, które mogą się kojarzyć z nazizmem. Za to za cel obrali sobie młodych ludzi z organizacji antyfaszystowskich i anarchistycznych, którzy próbowali powstrzymać przejście nacjonalistów.

Czy naprawdę musi ktoś z listy redwatch zginąć by policja i prokuratura skutecznie zabrały się do roboty?

Etykiety: , ,

11.11.09

Będzie nowa płyta Aliansu??!!

Przestawali w to wierzyć nawet najwięksi miłośnicy pilsko-poznańskiego bandu. W końcu zapowiadający płytę singiel "Nielegalni" nagrany został w 2005 roku.

Alians znam niemal od zawsze, tzn. od początku istnienia grupy. Kiedyś nawet bliżej kumplowaliśmy się z Kazim, Dósiołkiem i Korabolem. Okazją do spotkań były koncerty w całej Polsce. Czasami zresztą moje FATE grało z Aliansem koncerty. Na spotkanie i każdą kolejną płytę czekałem z wielką niecierpliwością. Udawało mi się nawet zdobywać nowości na trochę przed wydaniem 8-)
Ale to oczywiście dawne czasy. Parę lat jednak wspominam bardzo miło. I pewnie dlatego dużym sentymentem darzę zespół Kaziego. Choć kolejne płyty coraz mniej przekonywały. Żadna z nich nie dorównała już Mega Yodze i Gavroche. Choć najwspanialsze były zawsze koncerty, które porywały publiczność. Ot dla przypomnienia może kawałek występu z 1994 roku ze Zgorzelca:



Taaak. Jakość nie jest najlepsza, ale kto wtedy zwracał na to uwagę.
Wracając jednak do tematu. Singiel został nagrany w grudniu 2005 roku. Od tego czasu - cisza. Już myślałem, że z nową płytą Aliansu będzie jak z nowym FATE. Ale na szczęście nie. Niedawno dostałem wiadomość od Kaziego, że płyta "Egzystencjonalna rzeźnia" jednak będzie!
Opóźnienie spowodowane było wypadkiem perkusisty i zmianami personalnymi. Wyda ją już nie Pasażer czyli wytwórnia Bezkoca, a szczeciński Jimmy Jazz Rec.

Czekając na płytę, warto sobie przypomnieć teledysk do Nielegalnych:


Warto też obejrzeć koncertowe wykonanie Generacji, która także znajdzie się na nowej płycie:


Nie mogę też odmówić sobie zamieszczenia fragmentów dwóch kawałków z Brylfestiwalu z 2007 roku. Pokazuje, że na koncerty Aliansu wciąż warto chodzić!!!



Etykiety: , , , , , , , , , , ,

9.11.09

Kompromitacja wrocławskiej prokuratury?

Jest to jedna z najbardziej dziwnych spraw. Decyzja Prokuratury Rejonowej Wrocław Stare Miasto jest tak kuriozalna, że aż chce się głośno zapytać: "co Wy robicie?". Chodzi o wydarzenia związane z maltretowaniem zwierząt podczas festiwalu teatralnego.

O tym co się działo na festiwalu teatralnym we Wrocławiu w kwietniu napisała dla 5 Władzy Elżbieta Osowicz. Przypomnę tylko, że Rodrigo Garcia torturował na scenie homara, zabił go i zjadł. Oto jak to wspomina Ela:
"Aktor podwiesił na lince, na środku sceny żywego homara, do grzbietu przymocował mu czuły mikrofon dzięki czemu wszyscy słyszeliśmy bicie serca homara. Słyszeliśmy jak przyśpiesza, jak słabnie, jak się boi!!!!
I nic - gapiliśmy się. Ktoś krzyknął 'To nie jest śmieszne". Pomyślałam ... "może go zabrać, wypuścić na łące, ale jak to? Jestem w teatrze, przeszkodzę, głupio tak jakoś..." nic nie zrobiłam.
Kiedy aktor bez słów zaczął wbijać szpikulec w żywego homara nie wytrzymałam, wyszłam".

Jak się okazało, nie był to jedyny "incydent". W następnych przedstawieniach podtapiano chomiki, przytwierdzano aktorom na nitkach żabki.

A Ela nie tylko wyszła, ale i złożyła w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie. Podobne zawiadomienie złożyła także Straż dla Zwierząt. Liczyli, że śledczy potraktują je poważnie.

Tyle, że prokuratura umorzyła we wrześniu śledztwo. W kuriozalnym uzasadnieniu prokurator Iwona Załep Pęcherzewska powołuje się na opinię biegłego. Kilka tygodni temu tak skomentowałem przedstawione argumenty:
"Biegły stwierdził, że nie doszło do znęcania się nad homarem bo jego układ nerwowy znacznie różni się i stoi na niższym etapie ewolucyjnym niż podobne układy u ssaków. Nie był więc - czytamy dalej - w stanie odczuwać bólu w taki sposób jak inne, wyżej stojące, zwierzęta. Jego zdaniem homara zabito w sposób humanitarny, przypomina, że w restauracjach homary są wrzucane do gotującej się wody. Z dalszej opinii biegłego wynika, że chomiki co prawda były poddane stresowi, jednak na krótki czas, a sposób obchodzenia się z nimi nie miał charakteru znęcania się. Jego zdaniem chomiki potrafią pływać, w wodzie utrzymują się około 30 minut. Zdaniem biegłego artyści nie znęcali się także nad żabkami.
Prokuratura uznała więc, że homara uśmiercono w sposób prawidłowy, podobny do sposobu uśmiercania zwierząt gospodarskich, a także wręcz bardziej humanitarny niż niekiedy robi się to dla potrzeb kulinarnych. Podobnie w przypadku chomików i żab prokuratura nie dopatrzyła się elementów znęcania nad zwierzętami".

Straż dla Zwierząt postanowiła zażalić decyzję. Ale pani prokurator, która awansowała już na stanowisko zastępcy prokuratora rejonowego na Starym Mieście zażalenie odrzuciła. Oto fragmenty kuriozalnego uzasadnienia:
"Zgodnie z treścią artykułu 49 & 1 k.p. k. pokrzywdzonym jest osoba fizyczna lub prawna, której dobro prawne zostało bezpośrednio naruszone lub zagrożone przez przestępstwo. Tymczasem środki odwoławcze przysługują jedynie stronom postępowania i innym szczególnym podmiotom występującym w postępowaniu karnym".

Dlatego, zdaniem pani prokurator (bo nie wierzę, że całej prokuratury) SdZ nie jest uprawniona do złożenia zażalenia. Zaprawdę kuriozalne. To chciałbym wiedzieć czy zdaniem Iwony Zełep Pęcherzewskiej zażalenie powinien złożyć zjedzony homar, podtapiane chomiki czy te żabki afrykańskie? Zażalenie na jej decyzję trafiło już do sądu.
Jak pisze SdZ - zgodnie z treścią artykułu 39 ustawy z dnia 21.081997 o ochronie zwierząt "[w] sprawach o przestępstwa określone w artykule 35 ustęp 1 i 2, jeżeli nie działa pokrzywdzony, prawo pokrzywdzonego może wykonywać organizacja społeczna, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt". I dlatego, zdaniem Dawida Karasia - autora zażalenia- decyzja staromiejskiej prokuratury uniemożliwia Straży dla Zwierząt reprezentowanie praw pokrzywdzonych zwierząt.
Ponawiam więc pytanie: kto je powinien reprezentować?

Kolejnym kuriozum - nie poruszanym jeszcze przez media - jest informacja, że w tej samej sprawie toczyły się dwa odrębne postępowania prowadzone przez prokuratury na Starym Mieście i na Śródmieściu (tu SdZ została uznana za pokrzywdzonego!).

Kto wyjaśni bałagan we wrocławskich prokuraturach? Może czas by sprawą zajęła się pani prokurator okręgowa Katarzyna Boć Orzechowska?

Etykiety: , , , , , ,

Obalanie murów w stylu pop


(domino z muru)

Niemcy świętują właśnie 20. rocznicę obalenia niechlubnego muru berlińskiego. Równo o 17. pod Bramą Brandenburską rozpocznie się oficjalna feta, w której wezmą udział szefowie i przedstawiciele państw z całego świata. Polskę będzie reprezentować między innymi Lech Wałęsa, który osobiście przyłoży rękę w geście "rozwalania muru" - to rodzaj jednego z największych happeningów jakie ogląda ostatnio Berlin.

Rocznica obalenia muru to dla Niemców szczególna okazja. Wszak to od tego wydarzenia rozpoczął się proces jednoczenia kraju. Do tej pory widać na ulicach Berlina jak duże ma to znaczenie - choćby na licznych billboardach wskazujących jednoznacznie hasło: jesteśmy jednym narodem.

Dzisiejsza feta to nie tylko pokaz sprawnej organizacji (od kilku dni okolice Bramy Brandenburskiej, Placu Poczdamskiego są częściowo wyłączone z ruchu bez paraliżu komunikacyjnego), ale podkreślenie, że od tego momentu przestała istnieć totalitarna część Europy. Dziwnie może to zabrzmieć szczególnie w Polsce, bo w 89. to nasz kraj był liderem zmian, ale porównując wagę i rozmiar obchodów tegorocznych uroczystości u nas z tym co możemy obserwować w Berlinie, nie wypada na korzyść strony polskiej.


(wschodnia galeria)

Niemcy - raz, że zaznaczają pozycję lidera (lub chęć stanowienia takiej pozycji), a dwa że w umiejętnie pop-kulturowy sposób nadali obchodom 20. lecia otwarty, masowy i międzynarodowy charakter.

W zasadzie Berlin fetował już w czwartek, goszcząc tegoroczne rozdanie nagród europejskiej MTV. Nic dziwnego, że koncert pod Bramą Brandenburską z udziałem U2 oraz Jay-Z zgromadził prawdziwe tłumy. Nie zabrakło chwytliwych okrzyków o wolności, nadchodzącej rewolucji i przełamywaniu murów oraz walczeniu o własne prawa. Muzyczna stacja powtarzała te fragmenty na okrągło.

Od piątku w pobliże "wschodniej galerii" czyli pozostawionych fragmentów muru zjeżdżały się prawdziwe tłumy zwiedzających oraz dziennikarzy nagrywających relacje. Podobnie było na placu Poczdamskim od którego aż do Bramy Brandenburskiej ustawiono pomalowane kostki domino wzorowane na właściwym murze, to właśnie na konstrukcja jest częścią zasadniczego eventu - pchnięcia całej układanki i symbolicznego rozbicia konstrukcji zła.


(wieża telewizyjna na Alexanderplatz)

W Berlinie do tej pory ciągle widać podziały na miasto wschodnie i zachodnie. Jest jeszcze sporo miejsc, które pamiętają zimną wojnę oraz nawet dalej reżim hitlerowski. Wiele elementów z czasów NRD włączono w strukturę miasta i to na tyle skutecznie, że dziś nikt nie wyobraża sobie spaceru po placu Alexanderplatz bez widoku słynnej wieży telewizyjnej bądź zegara Urania.
Obserwując kilkudniową imprezę, w której umiejętnie zmieszano polityczny przekaz z popkulturowym trendem, odrobinę pozazdrościliśmy Niemcom sprytu i geopolitycznego nosa :-)

6.11.09

Jan M. pójdzie do więzienia!!

Trwało to wiele lat, ale wreszcie sprawiedliwości stanie się zadość! Sąd Najwyższy w Warszawie oddalił dzisiaj kasację złożoną przez Jana M. - byłego wicekomendanta miejskiego MO w Lubinie. W procesie lubińskim (pisałem o nim kilka razy) został on skazany na 7 lat więzienia! Ustawa amnestyjna z 1989 roku zmniejsza jednak wyrok o połowę!

Tytuł tego wpisu jest co prawda na wyrost bo Jan M. już od kilkunastu miesięcy składa wnioski o odroczenie kary ze względu na stan zdrowia. Wrocławski sąd okręgowy od kilku miesięcy czeka na rozpatrzenie ostatniego podania w tej sprawie. Prawomocny wyrok zapadł w lutym 2008 roku. Dwaj inni skazani w procesie lubińskim już odsiedzieli swoje kary.

W czasie pacyfikacji demonstracji solidarnościowej31 sierpnia 1982 roku zginęli Mieczysław Poźniak, Andrzej Trajkowski i Michał Adamowicz, a kilkanaście osób zostało rannych.

uzupełnienie:
a jednak tytuł nie jest na wyrost. Jan M. dostał wezwanie do stawienia się w więzieniu 23 listopada! Jego wniosek o odroczenie kary został odrzucony!

Etykiety: , , , , , ,

3.11.09

Serwis Odsiebie.com zamknięty!

Od kilku dni trwa burza w internecie. Użytkownicy serwisu Odsiebie.com zastanawiali się dlaczego ten portal służący do publikowania i ściągania plików z muzyką, filmami i zdjęciami zniknął z sieci. Dzisiaj okazało się, że zamknięto go na polecenie wrocławskiej prokuratury.

O portalu było głośno w sierpniu, kiedy Gazeta Wyborcza Wrocław zamieściła wywiad z Łukaszem Ćwiekiem, 21 letnim założycielem portalu. Był on chwalony jako młody autor sukcesu. Kiedy pod wywiadem na portalu gazeta.pl rozgorzała gorąca dyskusja, a internauci zarzucili młodemu mężczyźnie ułatwianie piractwa (czytajcie dyskusję tutaj) rozmowa z portalu zniknęła. No ale jak to mówią w sieci nic nie ginie - możecie ją znaleźć tutaj).
We wrześniu na temat zarzutów wobec portalu dziennikarze portalu Radia Wrocław prw.pl rozmawiali z Łukaszem Ćwiekiem. Oto zapis tej rozmowy:


Łukasz Ćwiek mówił m.in., że to użytkownicy odpowiadają za wrzucane pirackie pliki.
Jednak prokuratura w tajemnicy wszczęła śledztwo w tej sprawie i postawiła zarzuty dotyczące złamania ustawy o prawach autorskich dwóm administratorom portalu. Na razie jednak wszystkie szczegóły są objęte tajemnicą. Prokuratura i policja ograniczyły się do suchych niemal nic nie mówiących informacji (patrz tu i tu). Szczegóły mają przedstawić na jutrzejszej konferencji prasowej w Komendzie Wojewódzkiej we Wrocławiu (godz. 10.00). Sam Łukasz Ćwiek nie chciał komentować dzisiaj zarzutów. "Nie czujemy się winni"- powiedział jedynie.

Tymczasem w internecie trwa dyskusja na ten temat. Głos zabierają zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy portalu, zaś użytkownicy serwisu pytają się czy zamieszczający lub ściągający pirackie pliki mogą się spodziewać wizyty policji...

O nowej inicjatywie walki z piractwem komputerowym czytaj na stronie Olgierda.
Komentarz VaGla- prawnika - specjalisty od internetu znajdziecie tutaj.
Komentarz zamieścił też serwis polishwords.

Etykiety: , , , , , , , ,

2.11.09

Niemiec w opałach cz. 2

O problemach Dietmara Loidolta - emerytowanego niemieckiego nauczyciela pisałem 3,5 miesiąca temu. Jest on oskarżony o przewożenie zabytków bez zezwolenia. Ta sprawa to kompromitacja prokuratury. Dzisiaj poznaliśmy nowe fakty!

70 letni Niemiec w maju 2007 roku przewoził swoje książki i obraz. Fakt, że dosyć dziwną trasą: z Lubeki do Wiednia przez Polskę. Ale jak zapewniał - chciał odwiedzić polskich przyjaciół. Wiózł 450 książek i obraz. Strażnik graniczny w Boboszowie uznał, że powinien mieć specjalne zezwolenie na przewóz zabytków. Wartość rzekomej kontrabandy oceniono na niespełna 20 tysięcy złotych. Pan Dietmar spędził w izbie zatrzymań 48 godzin! Jak twierdzi strażnik chciał od niego tysiąc złotych łapówki. Kiedy ta informacja pojawiła się podczas procesu - sąd wysłał zawiadomienie do prokuratury. A asesor z Prokuratury Rejonowej w Bystrzycy Kłodzkiej po błyskawicznym dochodzeniu już stwierdził, że próby przekupstwa nie było, funkcjonariusz ma bardzo dobra opinię, a sam Niemiec pewnie nie zrozumiał, że chodzi o kaucję (ciekawe od kiedy to strażnik graniczny ustala wysokość poręczenia majątkowego).
Dzisiaj też sąd dostał nową ekspertyzę biegłych na temat wartości przewożonych książek i obrazu - jest to niespełna 6,6 tys. zł. A dodatkowo specjalista uznał, że przedmioty te nie mają żadnej wartości zabytkowej czy artystycznej.

Pan Dietmar już od ponad dwóch lat usiłuje udowodnić, że jest niewinny...

A ja jestem ciekawy wreszcie kiedy prokurator wniesie o uniewinnienie oskarżonego...

Etykiety: , , , ,

Kuba Walczak: koncertowo

Jakiś czas temu redaktor Panek wspominał o przyszłym koncercie Legendary Pink Dots w "Łykendzie". Nie jest to naturalnie jedyny świetnie zapowiadający się koncert w naszym mieście – ba, śmiem twierdzić, że nie najlepszy!

Jesienne wieczory jak co roku obfitują w wiele koncertowych atrakcji. Tradycyjnie w trasę ruszają wszystkie liczące się okołorockowe zespoły. Kult, T.Love, Hey, Strachy na Lachy, Voo Voo, Pogodno, Coma, Acid Drinkers, będą reggae’owcy z Vavamuffin i Maleo Reggae Rockers, Indios Bravos, Fisz i Emade , O.S.T.R., pokoleniowo starsze Świetliki, Turbo i Mirosław Czyżykiewicz. Mało? A to dopiero początek – zresztą ci wykonawcy częściej niż rzadziej grają we Wrocławiu. Prawdziwe atrakcje to występy gwiazd zagranicznych, mniej lub bardziej znanych.

Za nami już XIII Stoleti, czeski gotyk, których całkiem niedawno miałem okazję zobaczyć w Zabrzu. Wycieczka z Patrycją była niezwykle udana, koncert przedni, nieco więc żałuję, że Wrocław odpuściłem, ale jest jeszcze z czego wybierać. Wspomniane i omówione legendarne kulki już za kilka dni. Dzień później, czeska klasyka – Plastic People of the Universe. Również udało mi się ich raz obejrzeć, zresztą też we Wrocławiu. Było to niestety już po śmierci lidera Milana Hlavsy, choć ostatni koncert z nim również zagrali we Wrocławiu. Zespół ten to prawdziwa legenda, awangardowy, alternatywny, inny i niebezpieczny dla władzy został w Czechosłowacji od razu zakazany. Za wsparcie tamtejszej opozycji muzycy byli szykanowani, a nawet aresztowani (oficjalnie za obrażania moralności, narkotyki i włóczęgostwo). To w ich obronie powstał list czeskich intelektualistów zwany Kartą 77. Ich koncerty to świetny przykład zabawy dźwiękiem i dystansu do muzykowania. Również teksty (częściowo napisane przez poetę Egona Bondyego) to genialna, infantylna zabawa słowem. Ich wielkimi fanami byli Vaclav Havel i Lou Reed. Opowiadają o tym w ciekawym dokumencie Jany Chytilovej poświęconym zespołowi. Kiedyś można było go zobaczyć nawet w TVP Kultura.

Z innej beczki w najbliższym czasie zagrają na przykład Al Di Meola, Diana Krall, Cesaria Evora, Nigel Kennedy, Ray Wilson. I choć to ważne i na pewno piękne koncerty, to moją uwagę przykuły jeszcze inne.
Wspomniałbym chętnie o Therapy? Którym pewnie Patrycja mocno by się cieszyła, ale niestety wrocławski koncert został odwołany. Fanom zostaje więc Kraków i Warszawa. U nas natomiast zagra legenda hard rocka – brytyjski UFO. Do fascynacji tym zespołem (założonym w 1969 roku!) przyznają się Kirk Hammett z Metalliki, Dave Mustaine z Megadeth i Steve Harris z Iron Maiden.
Czy może być lepsza rekomendacja? Zresztą całkiem niedawno był u nas Glen Hughes i Planet X, znanego z Dream Theater – Dereka Sheriniana. Piękna reprezentacja cięższego grania. Dodajmy do tego grudniowy występ słoweńskiego Laibacha i nikt nie powinien narzekać. A przecież wymieniłem tylko małą cząstkę wszystkich koncertów zaplanowanych na najbliższe trzy miesiące – nie wspomniałem jeszcze o takich wykonawcach jak Gaba Kulka, Czesław co Śpiewa, Kroke, Polemic, Oceansize, Beltaine, KAT, Katarzyna Groniec, Dick4Dick, L Stadt, czy cały One Love Sound Festiwal itp, itd. Zainteresowani znajdą wszystkie informacje choćby na last.fm.

A dla czytelników piątej władzy w ramach przedsmaku wybrałem plastikowych ludzi i moje ulubione Magicke Noci. Enjoy i do zobaczenia na koncercie!




Ps. Przede wszystkim Psychic TV będzie, ale o tym to za chwilę - przyp. Pat.

Etykiety: , , , , , , , , , , , , ,

31.10.09

Zbigniew Chlebowski rozpoczyna kontratak

Kilka tygodni czekaliśmy na to by Zbigniew Chlebowski odpowiedział na stawiane mu zarzuty i wyjaśnił swoją rolę w tzw. aferze hazardowej. Dzisiaj wywiad z byłym przewodniczącym klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej publikuje dziennik Polska.

Z Chlebowskim rozmawiają Anita Werner i Paweł Siennicki. Rozpoczynają z "grubej rury". Pytają o to ile razy polityk PO płakał ostatnio i czy chciał popełnić samobójstwo. Taaak. Myślę, że to najważniejsze pytania. I otrzymują ważne odpowiedzi:
"Tyle razy, ile przez ostatni miesiąc, to jeszcze nigdy w życiu nie płakałem".
"
Tak, miałem takie myśli" - to na pytanie o myśli o samobójstwie.

Zresztą taki jest tytuł wywiadu "Tak, myślałem o samobójstwie".
Poruszeni tymi wyznaniami czytelnicy zapewne mniejszą wagę przyłożą już do prób wyjaśnienia roli Zbigniewa Chlebowskiego w tzw. aferze hazardowej. I nie będą zwracać uwagi na nieścisłości. A jak już padło pytanie na temat spotkania polityka PO z Ryszardem Sobiesiakiem - biznesmenem z branży hazardowej na cmentarzu to słyszymy znowu chwytającą za serce opowieść o pochowanej siostrze i częstych wizytach na jej grobie:
"Tam jest pochowana moja siostra, która tragicznie zginęła 8 lat temu w wieku 35 lat. Jestem na tym cmentarzu przynajmniej raz w tygodniu. Obok mieszka mój szwagier i jego dwóch synów, jestem ojcem chrzestnym jednego z nich. Powiedziałem do Sobiesiaka: chodź się przejdziemy, a ja przy okazji będę na grobie u siostry".

I jak szczerze współczuję Chlebowskiemu śmierci siostry, o tyle dziwi mnie, że umawia się na spotkanie na cmentarzu z osobą, o której chwilę wcześniej mówił, że uwierała go znajomość z nią, że zabrakło mu asertywności aby powiedzieć jej, że nie chce z nią gadać, że do dzisiaj tego żałuje.
Ja bym takiej osoby nie zabrał na grób mojej mamy, ale cóż, widocznie inne standardy.

Ale Zbigniew Chlebowski nie tylko się tłumaczy. Wyjawia, że z Ryszardem Sobiesiakiem spotykali się także Ryszard Czarnecki i Jerzy Szmajdziński. Broni też Grzegorza Schetyny. Mówi również do kogo ma pretensje:
"Do tych, którzy nie potrafią się wytłumaczyć ze swojej kampanii wyborczej, z tego, co się stało z ich majątkiem, do tych, którzy nie potrafią się wytłumaczyć, dlaczego uczelnia zalegała z ogromnymi sumami płatności za czynsz, bo takie osoby wydają dziś na mnie wyrok".
Nie chce jednak wymienić nazwisk, choć trudno nie domyślić się, że chodzi o jego partyjnych
kolegów Janusza Palikota i Jarosława Gowina, którzy publicznie go krytykowali.
Możemy się więc spodziewać wkrótce reakcji i tych osób.

A to dopiero początek ofensywy Zbigniewa Chlebowskiego - TVN24 już zapowiada na poniedziałek jego wizytę u Moniki Olejnik.

Ciekawe kiedy do życia publicznego wróci Mirosław Drzewiecki.
Ostatnio głośno było o nim jedynie przy okazji rzekomego zawału. W czwartek rano media obiegła bzdurna informacja o ciężkim stanie w jakim się znajduje w szpitalu na Florydzie (czyżby naprawdę były minister sportu jest w USA? Bo podobno widziano go w Polsce...). Informacja pochodziła od innego polityka PO - posła Andrzeja Biernata, który później sam swoje wiadomości dementował. Ale dzięki tym "sensacjom" na chwile zostały "przykryte" inne ważne doniesienia - o umorzeniu śledztwa ws. rzekomego przecieku w aferze gruntowej, a zaraz potem o postawieniu zarzutów byłemu szefowi ABW Witoldowi Marczukowi ws. samobójstwa Barbary Blidy. `

Etykiety: , , , , , , , ,

26.10.09

Agent Tomek - historia nieznana...

Agent Tomek - najsłynniejszy w ostatnich miesiącach funkcjonariusz CBA, który rozpracowywał m.in. byłą posłankę PO Beatę Sawicką czy celebrytkę Weronikę Marczuk Pazurę był w drugiej połowie lat 90. skazany za udział w wypadku ze skutkiem śmiertelnym - dowiedziało się Radio Wrocław. Sąd skazał Tomasza K. - wówczas funkcjonariusza wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu na karę więzienia w zawieszeniu uznając go za współwinnego wypadku.

Mimo starań nie udało się nam dotrzeć do akt tej sprawy w prokuraturze czy w sądzie. Śledczy tłumaczą się tym, że wyrok się już zatarł, a przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości stwierdzili, że dokumentów trzeba szukać głęboko w archiwum. Rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski jednak potwierdza, że informacja o zdarzeniu znalazła się w teczce personalnej byłego funkcjonariusza policji (krótko pracował także w Centralnym Biurze Śledczym). "Wiemy, że pomiędzy rokiem 1997-99 doszło do wypadku drogowego z udziałem tego funkcjonariusza. Przed kierowany przez niego samochód wyjechało inne auto z drogi podporządkowanej. To był wypadek, który był wypadkiem śmiertelnym. Natomiast ten funkcjonariusz także został uznany za współwinnego wypadku. Zarzucono mu niezachowanie należytej ostrożności. Jest to przestępstwo z winy nieumyślnej i dlatego też umożliwiono mu pozostanie w służbie"- mówi Radiu Wrocław inspektor Sokołowski (słuchaj tutaj).
Decyzję w tej sprawie podjął wówczas ówczesny komendant wojewódzki dolnośląskiej policji Adam Rapacki, obecnie wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. Jego rzecznik Wioletta Paprocka mówi, że Rapacki nie pamięta takiego wydarzenia, ale nie wyklucza takiego zdarzenia, bo podania o pozostawienie w służbie po wyroku sądowym nie były rzadkością.
Nieoficjalnie niektórzy policjanci mówili, że Tomasz K. jechał nieoznakowanym radiowozem chryslerem neonem, a po wypadku, do którego miało dojść na ulicy Hallera na wrocławskich Krzykach, wskazówka prędkościomierza miała wskazywać 160 km/h. Nikt nie jest jednak w stanie podać konkretnej daty. Tych informacji jednak nie udało się oficjalnie zweryfikować z powodu braku dostępu do akt.

Etykiety: , , , , , , , , ,

25.10.09

Kwartalnik Pamięć i Przyszłość o kontrkulturze lat 80.

Od kilkunastu dni jest już w sprzedaży kwartalnik Pamięć i Przyszłość. Na pewno zainteresuje wielu z Was bo można o nim przeczytać o kontrkulturze wrocławskiej z lat 80.

Numer tym bardziej warty kupienia, że udzielają się tam nasi blogerzy 8-)
Łukasz napisał bardzo ciekawy artykuł o wrocławskim punku. A ponieważ wiedzę na ten temat ma bardzo wielką to na pewno warto poczytać chociażby o tym jaki wpływ miał syn Barbary Labudy na rozwój muzycznej wiedzy wrocławskich punkowców, działalności Arka Marczyńskiego i Anteny Krzyku oraz Pomarańczowej Alternatywy (Na Dolnoslazacy.pl możecie przeczytać skrót tego tekstu) .
Ja z kolei piszę (we współpracy z Patrycją) jak wyglądały narodziny punka w małych Ziębicach skąd pochodzę oraz szoku, który stanowiły przenosiny do pobliskiego Wrocławia.
Świetne rozmowy dotyczące lat 80. przeprowadził Igor Pietraszewski z Lechem Janerką (fragment tutaj) i Kamanem z Miki Mousoleum.
Można także przeczytać o Andrzeju Pluszczu, polskich zespołach grających w NRD i ich odbiorze przez tamtejszą publiczność i Stasi, literaturze sf i muzyce niezależnej w sieci (pisałem o tym m.in. tutaj). I dla miłośników historii, ale nie tylko "Notatki czasu wojny" Stefana Turkowskiego (fragment znajdziecie tutaj).

Kwartalnik kosztuje 9 złotych i jest dostępny m.in. we wrocławskich Empikach, salonach Ruchu, ale także pocztowo pod adresem: ahasik@pamieciprzyszlosc.pl.

Etykiety: , , , , , , , , , ,

22.10.09

Szef Sierpnia 80 zatrzymany

Już chyba gorszego dnia prokuratura nie mogła sobie zaplanować. Na zlecenie śledczych z wrocławskiego Psiego Pola policja zatrzymała w Katowicach szef Solidarności- Sierpień 80. Na jutro zaplanowano tymczasem wielką demonstrację w Poznaniu (czytaj tutaj), w której Bogusław Ziętek miał wziąć udział!

Związkowcy już mówią, że są to represje. Wrocławska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie ubiegłorocznego strajku we wrocławskim Fagorze (czytaj tutaj). Zarzuty w tej sprawie usłyszały już trzy osoby - powiedziała prokurator Małgorzata Klaus. Dodała, że ponieważ była konieczność przesłuchania związkowca, który nie zgłaszał się na przesłuchania, wydano nakaz zatrzymania. Bogusław Ziętek ma być przesłuchany w Katowicach przez tamtejszą policję i zwolniony do domu. Prokuratorzy nie chcą ujawnić jaki jest związek Bogusława Ziętka ze strajkiem - wiadomo, że nie było go w tym czasie we Wrocławiu. Niewykluczone, że mógł inspirować organizatorów protestu. Tymczasem związkowcy są oburzeni - Patryk Kosela z
Sierpnia 80 podkreśla, że do zatrzymania doszło na dzień przed strajkiem w zakładach Cegielskiego w Poznaniu. "Przypomina to czarne scenariusze z PRL" - dodaje związkowiec. Patryk Kosela powiedział, że jego związek nie zrezygnuje z radykalnych form protestów.

Oczywiście można się spodziewać, że Ziętek jeszcze dzisiaj po przesłuchaniu zostanie zwolniony i będzie mógł jutro wziąć udział w poznańskim proteście, ale dla wielu związkowców będzie "represjonowanym męczennikiem"- jak to już ktoś określił.

Etykiety: , , , , ,

21.10.09

Oto podstawy porozumienia PiS-SLD

Czołowy ideolog lewicy chwali polski konserwatyzm. Znany prawicowy publicysta wzywa PiS do sojuszu z Włodzimierzem Cimoszewiczem i do zapomnienia o tzw. historycznych podziałach.

Niewiarygodne? A jednak prawdziwe. To dzieje się w tym tygodniu.

Wpierw w "Gazecie Wyborczej" - a potem w Salonie24 - ukazał się tekst Sławomira Sierakowskiego "Szkoda konserwatystów". Redaktor naczelny "Krytyki Politycznej" de facto wygłasza w nim pochwałę polskiego konserwatyzmu - i to w polemice z Mirosławem Czechem, wszak hard core'owym przedstawicielem środowiska UW/"GW"! (Przedmiotem ich sporu jest książka Rafała Matyi "Konserwatyzm po komunizmie" - stąd odniesienia do Matyi w tekście Sierakowskiego).

Sierakowski pisze m.in.:
Pamięć i refleksja nad błędami przeszłości jest najmocniejszą stroną konserwatystów, za to chyba najsłabszą Czecha... (...)

Bez przemyślenia błędów Aleksandra Halla nie narodzi się w Polsce prawica, która nie będzie albo populistyczną, albo postpolityczną podróbką, tak jak bez przemyślenia (podobnych zresztą) błędów Jacka Kuronia, na które zresztą sam wskazywał, nie powstanie w Polsce lewica.

Konserwatyści, tak jak socjaldemokraci, odeszli od swych idei u początków transformacji, a później byli równo zaskoczeni tym, że ludzie podzielający ich stanowisko w sferze obyczajowej mają odmienne poglądy w gospodarczej. Później można było iść już tylko na zgniłe kompromisy, zawierając doraźne, często egzotyczne sojusze albo na osi światopoglądowej, albo ekonomicznej.
We wtorek wieczorem na stronie internetowej "Rzeczpospolitej" do lewicy zbliżył się Piotr Skwieciński, publicysta od lat kojarzony z polską prawicą, były prezes PAP. Namawia PiS do rozważenia poparcia dla Włodzimierza Cimoszewicza w jego ewentualnym starciu z Donaldem Tuskiem w drugiej turze wyborów prezydenckich.

Skwieciński pisze m.in.:
Wygrana Tuska (...) oznaczałaby symboliczne potwierdzenie pozycji Platformy jako siły dominującej. Dominującej na lata. Byłaby samospełniającą się zapowiedzią zwycięstwa PO w wyborach parlamentarnych. I w istocie między wyborami prezydenckimi a parlamentarnymi musiałoby zajść coś niezwykle dramatycznego, by wynik tych drugich był inny niż tych pierwszych. Wygrana Cimoszewicza byłaby oczywiście symbolicznym końcem marzeń o Polsce bez lewicy – czy to postkomunistycznej, czy to jakiejkolwiek – snutych jeszcze niedawno przez niektórych prawicowych publicystów i polityków. Ale miałaby – z punktu widzenia PiS – jedną kolosalną zaletę. Oznaczałaby odepchnięcie groźby trwałej dominacji Platformy. Co nie byłoby natomiast równoznaczne z powstaniem groźby dominacji lewicy. Ta polityczna opcja jest bowiem, i chyba długo jeszcze będzie, za słaba do tej roli.

A pamiętajmy, że kiedyś, w 1995 roku, kiedy lewica wydawała się jak najbardziej zdolna do zdominowania polityczno-społeczno-gospodarczego krajobrazu kraju, bracia Kaczyńscy potrafili uznać, iż wygrana najpierw SLD, a potem Kwaśniewskiego jest mniejszym złem w porównaniu z możliwością kontynuacji władzy Wałęsy i szukającej wówczas w nim zaplecza Unii Demokratycznej.
Zwróćmy uwagę na pewien niuans: zarówno u Sierakowskiego, jak i u Skwiecińskiego pojawia się środowisko dawnej UD jako negatywny punkt odniesienia.

Ale wzajemne pokłony i snucie pomysłów na taktyczne sojusze to jeszcze mało. Najważniejsza jest wizja. Mocne, ideowe podstawy współpracy PiS z lewicą.

Są? Oczywiście. Znajdziemy je w obu tekstach.

Pisze Sierakowski:
Konserwatyzm, który najbardziej interesuje Matyję, to w gruncie rzeczy te same idee, którymi konserwatyści polscy, począwszy od Stańczyków, zawsze imponowali polskiej inteligencji. To głos wzywający do myślenia kategoriami państwowymi, dyskutowania rozwiązań ustrojowych, analizowania polityki zagranicznej, zastanawiania się nad sposobem wyłaniania elit, wertowania kart dziejów w poszukiwaniu błędów, podejmowania problematyki prawnej i w najogólniejszych ramach gospodarczej. Kluczowym pojęciem w słowniku tego konserwatyzmu nie jest wcale ani Bóg, ani katolicyzm, ani papież, ani nawet tradycja, ale instytucje, praworządność, interes państwa.

To naprawdę nie przypadek, że ulubionym politykiem socjalisty Piłsudskiego był Aleksander Wielopolski, a lewicowej inteligencji - Giedroyc.
Z kolei u Skwiecińskiego znajdziemy taki oto passus:
Poza doraźnie politycznymi istnieją inne jeszcze powody, dla których, moim zdaniem, stratedzy PiS powinni uznawać zwycięstwo Cimoszewicza nad Tuskiem za co najmniej mniejsze zło. Prawo i Sprawiedliwość dzieli z lewicą pogląd na bardzo wiele spraw. Ale są też sfery, które te opcje łączą, a które wyraziście przeciwstawiają natomiast i PiS, i lewicę Platformie Obywatelskiej.

Najważniejsza z nich to stosunek do państwa – jeden z podstawowych dylematów współczesności. Tak Prawo i Sprawiedliwość, jak i lewica uznają państwo za wartość, Platforma przejawia natomiast wobec tej instytucji tendencje likwidatorskie.

Również i z tego punktu widzenia wizja prezydentury Cimoszewicza powinna być dla strategów PiS wizją lepszą niż Tuska lub innego polityka PO.
Tak oto obaj publicyści - mówiąc w zasadzie jednym głosem - kreślą nową linię podziału politycznego: propaństwowość (PiS-SLD) vs. antypaństwowość (PO).

Czy te publicystyczne refleksje przygotowują grunt pod polityczne porozumienie PiS-SLD? Obstawiam, że to całkiem możliwe. Obie partie zawarły już ciche porozumienie w sprawie podziału stref wpływów w mediach publicznych. Od kilku dni jest ono sprytnie podważane przez dziennikarzy, którym nieco bliżej do PO (ich główna teza: PiS wykiwało SLD w podziale TVP, więc w SLD może zaraz dojść do buntu przeciwko obecnemu kierownictwu tej partii). A przecież zarówno w interesie PiS, jak i SLD leży utrzymanie tego mocnego przyczółka.

Zwłaszcza, że na horyzoncie jawi się wariant jeszcze śmielszy. Koalicja rządowa. Z PSL. O tej możliwości pisze w świetnej analizie Krystyna Naszkowska z "Gazety Wyborczej".

Sądzę, że te śmiałe spekulacje stają się tym bardziej prawdopodobne, im mocniejsze są sondażowe notowania Platformy Obywatelskiej, której najwyraźniej nie zaszkodziła niedawna fala głośnych "afer". Żywotnym interesem wszystkich pozostałych partii staje się osłabienie PO.

P.S.: Odpowiadając na uwagi Piotra Czerniawskiego i Piotra Matejczyka uściślam:
- Oczywiście, teksty Sierakowskiego i Skwiecińskiego nie nawołują do utworzenia koalicji PiS-SLD. Ba, tekst Sierakowskiego jest tylko recenzją książki. Żadnemu z autorów nie przypisuję innych intencji od tych, które obaj wprost wyrażają w swoich artykułach.
- Uważam jednak, że idee żyją własnym, autonomicznym życiem, często w oderwaniu od konkretnych autorów i tekstów. Wyłuskuję więc te myśli Sierakowskiwego i Skwiecińskiego, które układają się w zaskakująco spójną, nową całość. I mogą (lecz nie muszą) być inspiracją dla osób poszukujących jakiejś ideologicznej podpórki dla ewentualnego porozumienia PiS-SLD.

20.10.09

Polecam tekst w "Obywatelu"

Czas na chwilę autolansu. W najnowszym numerze kwartalnika "Obywatel" można znaleźć tekst, jaki napisałem wspólnie z Gniewkiem Świechowskim: "E-polityka: kolejna złudna utopia?".

Zaczynamy tak:
Czy kolejną konstytucję napiszą internauci? Nie. Bo nie ma czegoś takiego jak "internauci". I żaden tłum, nawet wyrafinowany technologicznie, nie zmieni sam z siebie ustroju państwa. Ale czy to oznacza, że społeczności internetowe nie wpłyną na kształt demokracji?
Potem napięcie rośnie :)

Zapraszam do lektury "Obywatela". I to zdecydowanie nie tylko ze względu na ten jeden tekst.

19.10.09

Straż dla Zwierząt: adoptujcie zwierzęta przed zimą!

Okazją do nagłośnienia działalności Straży dla Zwierząt są dramatyczne przeżycia dwóch psów. Uratowane przez działaczki Stowarzyszenia pilnie potrzebują domów przed zimą.

Straż dla Zwierząt we Wrocławiu wyrasta na tę organizację, która nie zajmuje się gadaniem o tym jak trzeba pomagać zwierzętom, a działaniem. Miesięcznie jest to kilkadziesiąt interwencji. Po cichu, bez nagłaśniania przez media, bez rozgłosu, dla dobra sprawy. Inspektorzy SdZ nie biorą za swoją działalność pieniędzy (choć moim zdaniem zasługują na to jak najbardziej). Teraz jednak potrzebują pomocy. I dlatego przez te kilka dni wrocławskie media będą zapewne mówić o tym Stowarzyszeniu. A pomoc jest potrzebna. Stowarzyszenie utrzymuje się jedynie z datków. Miasto Wrocław - tak chętnie nagłaśniające swojego różnego rodzaju inicjatywy, przedstawiające się jako Miasto Spotkań, na SdZ nie daje ani grosza. Inaczej niż Warszawa. Cóż wiele razy pisaliśmy o tym, że władze Wrocławia są nastawione głównie na PR. Jednak jeżeli magistrat pomoże Stowarzyszeniu sam tu najchętniej, najgłośniej odszczekam.
Ale wracając do sprawy. Uratowane zwierzaki, po wyleczeniu, muszą trafić do domów nowych właścicieli. SdZ nie może się nimi zajmować za długo, bo niemal każdy tydzień przynosi nowe pobite zwierzę... Dzisiaj usłyszeliśmy historię dwóch psów.
Patrycja Starosta opowiada o małym kundelku znalezionym w rowie przy drodze. Psiak z licznymi obrażeniami (na zdjęciu właśnie z Patrycją) i praktycznie niewidzący wraca do zdrowia i czeka na nowy dom. Kiedy go dzisiaj obserwowałem trudno było nie zauważyć, że przeszedł wiele i potrzebuje nowych troskliwych właścicieli by uwierzyć w dobro ludzi.

Druga historię opowiedziała nam Irenka Lipińska, także inspektorka SdZ. Tym razem chodzi o dużego mieszańca (na zdjęciu z Irenką i lekarzem Wojtkiem Hildebrandem) Astera odebranego właścicielom - sadystom w małej wsi pod Lubinem. Początkowo nieufny - jednak widać, że może pokochać nowego właściciela całym swoim psim serduszkiem... Historii obu psów możecie wysłuchać w opowieściach Patrycji i Irenki na portalu Radia Wrocław.

I teraz jak możecie pomóc Straży dla Zwierząt:

Telefony do Straży dla Zwierząt: 0781 613-280, 0605 78 22 14, 0502 06 49 81.

Pieniądze można wpłacać na konto: Straż dla Zwierząt w Polsce Okręg we Wrocławiu, ul. Oleśnicka 21/6, 50-320 Wrocław, BZ WBK S.A. 56 1090 2486 0000 0001 0807 6435.

O szczegółowe informacje na temat tego w jaki inny sposób możecie pomóc możecie dzwonić do Patrycji - 660 470 166.

Etykiety: , , , , ,

18.10.09

Marcin Rybak: Przewodnik po aferze podsłuchowej

Od soboty wiele się mówi o podsłuchiwaniu dziennikarzy przez ABW. Piąta Władza o komentarz na ten temat poprosiła wrocławskiego dziennikarza śledczego Marcina Rybaka (tu czytaj jego blog). Oto jego tekst:

W skrócie mówiąc było więc oto tak: prokuratura w Warszawie prowadziła śledztwo przeciwko dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu (5W pisała o tym tutaj). Zarzuciła mu korupcję przy weryfikacji żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych. W śledztwie tym założono dziennikarzowi podsłuch. W sobotnim komunikacje ABW czytamy:

"W przedmiotowym śledztwie, prowadzonym od grudnia 2007 roku w sprawie korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI, przedstawiono zarzuty korupcyjne dziennikarzowi Wojciechowi S. i byłemu żołnierzowi WSI Aleksandrowi L. Część czynności w tym śledztwie, nadzorowanym przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie, wykonywała ABW. W rozpoznaniu zjawiska korupcji przy weryfikacji WSI stosowane były różne, przewidziane prawem działania, m.in. przeszukania, przesłuchania, kontrola operacyjna, zatrzymania oraz podsłuch procesowy w trybie art. 237 kpk."

W "trybie art 237 kodeksu postępowania karnego" nagrano rozmowy Sumlińskiego z dziennikarzem "Rzeczpospolitej" Cezarym Gmyzem i Bogdanem Rymanowskim z TVN 24. Jak doniosły w sobotę "Polska The Times" i "Rzeczpospolita" rozmowy te dotyczyły próby samobójczej Sumlińskiego. Jego koledzy dziennikarze robili wszystko co można żeby odwieść go od tego zamiaru.

Tajemniczy artykuł 237 kodeksu postępowania karnego brzmi oto tak:
Art. 237. § 1. Po wszczęciu postępowania sąd na wniosek prokuratora może zarządzić kontrolę i utrwalanie treści rozmów telefonicznych w celu wykrycia i uzyskania dowodów dla toczącego się postępowania lub zapobieżenia popełnieniu nowego przestępstwa. § 2. W wypadkach nie cierpiących zwłoki kontrolę i utrwalanie rozmów telefonicznych może zarządzić prokurator, który jednak obowiązany jest uzyskać w ciągu 5 dni zatwierdzenie postanowienia przez sąd. § 3. Kontrola i utrwalanie treści rozmów telefonicznych są dopuszczalne tylko wtedy, gdy toczące się postępowanie lub uzasadniona obawa popełnienia nowego przestępstwa dotyczy:
1) zabójstwa,
2) narażenia na niebezpieczeństwo powszechne lub sprowadzenia katastrofy,

3) handlu ludźmi,
4) uprowadzenia osoby,

5) wymuszania okupu,
6) uprowadzenia statku powietrznego lub wodnego,

7) rozboju lub kradzieży rozbójniczej,
8) zamachu na niepodległość lub integralność państwa,
9) zamachu na konstytucyjny ustrój państwa lub jego naczelne organy, albo
na jednostkę Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej,
10) szpiegostwa lub ujawnienia tajemnicy państwowej,

11) gromadzenia broni, materiałów wybuchowych lub radioaktywnych,
12) fałszowania pieniędzy,

13) handlu narkotykami,

14) zorganizowanej grupy przestępczej,

15) mienia znacznej wartości,

16) użycia przemocy lub groźby bezprawnej w związku z postępowaniem
karnym.
§ 4. Kontrola i utrwalanie treści rozmów telefonicznych są
dopuszczalne w stosunku do osoby podejrzanej, oskarżonego oraz w stosunku do pokrzywdzonego lub innej osoby, z którą może się kontaktować oskarżony albo która może mieć związek ze sprawcą lub z grożącym przestępstwem.
§ 5.
Urzędy, instytucje oraz podmioty prowadzące działalność w dziedzinie poczty lub działalność telekomunikacyjną obowiązane są umożliwić wykonanie postanowienia sądu lub prokuratora w zakresie przeprowadzenia kontroli rozmów telefonicznych oraz zapewnić rejestrowanie faktu przeprowadzenia takiej kontroli. § 6. Prawo odtwarzania zapisów ma sąd lub prokurator, a w wypadkach nie cierpiących zwłoki, za zgodą sądu lub prokuratora, także Policja. § 7. Prawo zapoznawania się z rejestrem przeprowadzonych kontroli rozmów telefonicznych ma sąd, a w postępowaniu przygotowawczym - prokurator.

Zwróciliście - SZANOWNI CZYTELNICY - uwagę na paragraf 3? Podsłuch jest możliwy "tylko wtedy" - powiada ustawa - gdy podejrzenie dotyczy jednego z 16 przestępstw. Stawiam flaszkę napoju bezalkoholowego (pula nagród 3,5 zł.) każdemu kto znajdzie wśród tych punktów korupcję.

Dziękuję!

Czyżby więc podsłuch założono Sumlińskiemu kompletnie, ale to zupełnie bezprawnie? Nie rozpędzajmy się. Punkt 16 paragrafu 3 jest dość pojemny. W połączeniu z paragrafem 1 oznacza tyle, że Sumlińskiemu mogliśmy założyć podsłuch, bo chcieliśmy zapobiec, by redaktor nie próbował groźbami lub przemocą wpływać na śledztwo. Być może prokuratura kombinowała coś jeszcze z pkt 10, czyli ujawnieniem tajemnicy państwowej.

Jedno jest ważne. Podsłuchiwany był Wojciech Sumliński tylko w konkretnym śledztwie i TYLKO w związku z podejrzeniem popełnienia konkretnych przestępstw. Załóżmy więc, że z nagrań wynikałoby jednoznacznie i bezspornie, że:
- redaktor prowadził auto po pijanemu
- któryś z jego rozmówców prowadził auto po pijanemu
- redaktor włamał się do kiosku i zabrał z niego papierosy warte 251 złotych (od 250 złotych jest przestępstwo, do 250 tylko wykroczenie).

Prokuratura byłaby szczęśliwa, bo mogłaby oskarżyć Sumlińskiego dodatkowo o włam do kiosku i jazdę furą na bańce? A na dodatek trafiłaby jeszcze jednego pijanego kierowcę - dajmy na to gwiazdę TVN 24, albo dziennikarza śledczego "Rzeczpospolitej"!!! Albo choćby i niżej podpisanego Rybaka Marcina, gdyby się nagrał jak kompletnie nagrzany (jak prom kosmiczny, szafa, sztucer, albo czołg, albo wszystkie razem) jedzie swoim daewoo tico na tajne spotkanie z Sumlińskim!!!

Guzik tam. W każdym razie to nie jest takie całkiem proste. Sąd Najwyższy w swoich wyrokach o podsłuchach powiada, że mogą one być dowodem tylko przeciwko osobie, która była objęta zgodą na podsłuch. Dowód z podsłuchu może być dowodem TYLKO jeśli dotyczy jednego z przestępstw, które ujawniać można przy pomocy podsłuchów. Nie wszyscy i nie zawsze zgadzają się z takim stawianiem sprawy, ale zgadza się zdecydowana większość. Często bywa, że człowiek się nagrał jak popełnia przestępstwo, ale nie takie jak trzeba i nie można podsłuchu wykorzystać jako dowodu. W taki na przykład sposób uniewinniony został pewien pracownik naukowy Uniwersytetu Wrocławskiego. Nagrał się jak oferuje załatwienie za łapówkę zdania egzaminów studentom. Ale podsłuch był nie taki jak trzeba i sąd uznał, że doktor R. jest niewinny jak niemowlę.

W tym miejscu zacytujmy jeden z owych wyroków Sądu Najwyższego. Obiecuję, że to już ostatni (no może przedostatni) bardziej fachowy kawałek w tym tekściku:

WYROK Z DNIA 3 GRUDNIA 2008 R. V KK 195/08 (...) 2. Postanowienie o zarządzeniu kontroli rozmów telefonicznych powinno określać w jakim postępowaniu jest ona zarządzana, a więc co do podejrzenia jakiego przestępstwa lub jakich przestępstw z katalogu wskazanego w art. 237 § 3 k.p.k., będącego przedmiotem tego postępowania, stosuje się ją, a także osobę, której kontrola ta dotyczy oraz nośnik informacji, który obejmuje; jeżeli na danym etapie postępowania nie można, w tym i ze względów technicznych, określić tej osoby imiennie, to należy wskazać ją jako dysponenta określonego urządzenia służącego do komunikacji osobistej. Gdy następnie w toku postępowania pojawi się potrzeba objęcia kontrolą rozmów także innych osób niż wskazane w postanowieniu albo innych nośników informacji, którymi dysponują osoby objęte uprzednim postanowieniem, należy wystąpić do sądu o poszerzenie zakresu kontroli. To samo dotyczy sytuacji, gdy z uwagi na zakres prowadzonego postępowania należałoby ją zarządzić także w związku z innymi przestępstwami należącymi do katalogu określonego w art. 237 § 3 k.p.k., objętymi tym postępowaniem, których nie dotyczy poprzednie postanowienie o kontroli i utrwalaniu rozmów. Jeżeli konieczności takie pojawią się w toku prowadzonej już kontroli, a zachodzi wypadek niecierpiący zwłoki, postanowienie o kontroli rozmów może wydać prokurator, występując w terminie 3 dni do sądu o jego zatwierdzenie. Jest to wówczas kontrola legalna, tyle że warunkowo, a więc tylko wtedy, jeżeli będzie następnie zatwierdzona przez sąd. (...)

Krótko mówiąc podsłuch dotyczyć może:
- konkretnej sprawy, konkretnego przestępstwa (przestępstw) i konkretnego człowieka. Jak z podsłuchu wychodzi, że jest jeszcze inny przestępca albo inne przestępstwa to musi być dodatkowa zgoda sądu. Inaczej stenogramy będą nielegalne i nie będą dowodem w sprawie.

Tymczasem stenogramy z podsłuchów Sumlińskiego wykorzystane zostały w sprawie cywilnej. W procesie, jaki zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wytoczył red. Cezaremu Gmyzowi i "Rzeczpospolitej" za zniesławiający go tekst. Gmyz napisał coś, co podpułkownika Jacka Mąkę mocno obraziło i podpułkownik wytoczył redaktorowi proces o ochronę dóbr osobistych. Pełnomocnik podpułkownika poprosił prokuraturę o udostępnienie fragmentów materiałów ze sprawy karnej Wojciecha Sumlińskiego. Od prokuratury je dostał i przekazał je sądowi cywilnemu. A sąd dowód ów do akt swoich przyjął.

Drogi Czytelniku!
Wróć teraz do artykułu 237 paragraf 3 i poszukaj gdzieś tam "ochrony dóbr osobistych" jako podstawy do zakładania podsłuchów. Jeśli znajdziesz to pojadę po bandzie, podwoję nagrodę i postawię Ci flaszkę za całe 7 złotych!!!

Mamy więc Sumlińskiego podsłuchiwanego bo niby był zamieszany w jakieś przestępstwo i stenogramy z tych podsłuchów wykorzystane w sprawie cywilnej. I to w sprawie nie przeciwko Sumlińskiemu, a zupełnie innej osobie.

Wyobraźmy sobie, że do Sumlińskiego dzwoni jakiś kolega (dziennikarz, taksówkarz, motorniczy wszystko jedno) i skarży mu się, że ma kłopoty rodzinne, związek mu się rozsypuje i w ogóle, że żona go zdradza. I, że ją nakrył w sytuacji niedwuznacznej z jakimś typem i że mało mu nie przyłożył. No więc czy ten koleś mógłby poprosić o stenogram z tej rozmowy żeby go wykorzystać do sprawy rozwodowej? Musiałby zrobić to samo, co podpułkownik Mąka, czyli poprosić prokuraturę. Ciekawe tylko skąd by wiedział o tym, że w ogóle podsłuch taki jest i w którym tomie akt i na których kartach się znajduje? No bo załóżmy, że Sumliński by mu o tym nie powiedział, bo i po co? Już sobie wyobrażam jak poważnie prokuratura podchodzi do takiego wniosku. I jak wyraża zgodę na przesłanie podsłuchów Sumlińskiego do sprawy rozwodowej jakiegoś kolesia.

A to jest przecież zupełnie taka sama sytuacja jak z podpułkownikiem Mąką i wystąpieniem o podsłuchy Sumlińskiego do sprawy przeciwko Gmyzowi. Między nim a tamtym kolesiem jest tylko jedna różnica. Podpułkownik wiedział, że owe podsłuchy są, bo jest wiceszefem ABW, a ABW prowadzi śledztwo. Zaś hipotetyczny koleś Sumlińskiego to zwykły cywil i na takich klockach jak podsłuchy, śledztwa i sprawy karne to się nie zna.

A mówią, że prawo jest równe dla wszystkich. Co nie?

Ale wyobraźmy sobie teraz, że o rozwód wystąpiła żona tego kolesia bo to w ogóle jest leń, pijak i wałkoń. A ona znalazła sobie młodszego i przystojniejszego. I że ten nowy jest oficerem ABW. I przypadkowo (albo i nieprzypadkowo) wie, że w sprawie Sumlińskiego jest jakieś nagranie, które do sprawy rozwodowej pasowałoby jak ulał. I wyobraźmy sobie, że oficer mówi (nieco krępuję się napisać, że ZDRADZA) swojej lubej o tym nagraniu. I mówi (tam wiadomo krępuję się) że chodzi o Sumlińskiego i że jest podsłuch i co tam się nagrało.

Wiecie co by się stało gdyby szefowie tego oficera dowiedzieli się o takim numerze? Co by mu z czego powyrywali? Nie nie!!! Wcale nie to, co myślicie z tego czegoś, co się Wam wydaje. Byłoby to coś znacznie gorszego, z czegoś zdecydowanie bardziej wyrafinowanego. Pinio ma bloga o horrorach, ale szczegółowy opis tego, co oni zrobiliby z tym oficerem to się nawet na tego bloga nie nadaje.

Problem w tym, że to wszystko nie jest wcale takie proste. Bo prawnicy - a choćby i poseł, mecenas Ryszard Kalisz z SLD - powiadają, że podpułkownik Mąka prawa nie złamał. Bo prawo przewiduje możliwość udostępnienia materiałów ze sprawy karnej w sprawie cywilnej. Rzecz jasna za zgodą prokuratury. A prokuratura mogłaby uznać, że w sprawie pułkownika Mąki podsłuchy się należą a w sprawie kolesia od rozwodu nie. Bo sprawa Mąki jest ważniejsza a kolesia nie. I koleś mógłby śledczym nagwizdać (albo nadmuchać co najwyżej).

Rzecz w tym, że osobiście nie spotkałem się nigdy z taką sprawą żeby podsłuchy były wykorzystywane już nie tylko do innej sprawy karnej niż była na nie zgoda, ale i do innej sprawy cywilnej. Bo czy to nie jest jakaś paranoja, ze bez dodatkowej zgody sądu prokuratura nie mogłaby na podstawie tych podsłuchów oskarżyć Sumlińskiego o dowolne inne przestępstwo a może je - bez jakiejkolwiek sądowej kontroli - przekazywać do sprawy cywilnej. Obawiam się, że takiej sprawy jeszcze w Polsce nie było. I, że znowu Sąd Najwyższy będzie musiał rzecz całą ocenić i napisać czy tak wolno robić czy nie.

Ja tam Sądem Najwyższym nie jestem, tylko prostym dziennikarzem. Ale mnie się to wszystko kompletnie, ale to kompletnie nie podoba.

Pozdrawy
Marcin Rybak Polska Gazeta Wrocławska

Wpis Marcina ukazał się też na jego blogu.

Etykiety: , , , , , , ,

Ryszard Nowak dalej walczy z Dodą

Dodę znają chyba wszyscy, a jak nie wszyscy to niemal wszyscy. Ryszarda Nowaka już znacznie mniej osób. Teraz jednak były poseł Unii Pracy walczy z Dorotą Rabczewską i ma szanse, że będzie o nim głośno. Rok temu pisaliśmy o tym jak Nowak walczył z Behemotem, a Behemot z Nowakiem.

Na początku sierpnia Doda w wywiadzie dla Dziennika tak wypowiadała się m.in. o Biblii:
Dziennik: Czyli bardziej wierzysz, mówiąc w cudzysłowie, w dinozaury niż w Biblię?
Dorota Rabczewska (Doda): - Wierzę w to, co nam przyniosła matka Ziemia i co odkryto podczas wykopalisk. Są na to dowody i ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła...
Dziennik: Przepraszam, o kim mówisz?
Dorota Rabczeska: - O tych wszystkich gościach, którzy spisali te wszystkie niesamowite historie.
Dziennik: Biblijne?
Dorota Rabczewska: - No a co?

Ryszard Nowak - szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami złożył zawiadomienie o przestępstwie do Prokuratury Rejonowej Warszawa - Mokotów. Uznał, że Doda naruszyła artykuł 196 Kodeksu Karnego: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.


Prokuratura jednak odmówiła wszczęcia śledztwa. Ryszard Nowak odwołał się od tej decyzji i co ciekawe Sąd Rejonowy Warszawa Mokotów uznał kilka dni temu jego argumenty. Jak informuje sam Ryszard Nowak - sąd zarzucił prokuraturze zbyt pobieżne przeprowadzenie pierwszego śledztwa i nakazał:
1) ponownie zbadać (kompleksowo) doniesienie Ryszarda Nowaka na Dodę, która znieważyła Biblię,
2) zlecić wykonanie ekspertyzy przez biegłego religioznawcę,
3) wykonanie ekspertyzy przez biegłego językoznawcę,
4) przesłuchać oskarżoną piosenkarkę Dodę,
5) przesłuchać Ryszarda Nowaka,
przeanalizować materiały zebrane przez Ryszarda Nowaka.

Tak jakby prokuratura nie miała poważniejszych spraw na głowie...

Etykiety: , , , , , ,

17.10.09

Nergal u Kwaśniewskiej


O gościnnym występie lidera Behemotha w programie Jolanty Kwaśniewskiej "Lekcja stylu" (stacja TVN Style) napisały chyba już wszystkie plotkarskie serwisy. Nergal - czyli Adam Darski będzie gościem jutrzejszego, premierowego, odcinka programu. Zaprezentuje się między przedstawicielem znanej polskiej firmy galanteryjnej, a blokiem z projektantką mody Gosią Baczyńską.

Już od jakiegoś czasu (dokładnie od pierwszej przyuważonej przez fotoreporterów randki z Dodą czyli Dorotą Rabczewską) Nergal jest ulubionym medialnym cukiereczkiem i co tu dużo mówić stał się prawdziwym celebrytą - na dobre i na złe;-)

O Nergalu, Dodzie czy modzie pisać analitycznie nam się nie chce, ale zważywszy na zdecydowanie satyryczny (wbrew założeniom producentów) charakter i nastrój programu Pani Prezydentowej, zastanawialiśmy się jak będzie wyglądać ta rozmowa? :-)
Teoretycznie, mogłoby to iść tak:

Pytanie: Panie Nergalu, a kiedy tak Pan na kolację je kota... a je Pan koty nieprawdaż? To używa Pan widelca i noża czy dla odmiany preferuje spożywanie kota niczym drobiu palcami?
Odpowiedź: Biorę dziada widłami.

albo:

Pytanie: Panie Nergalu kochany, czy na garden party, a zapewne bywa Pan na imprezach plenerowych, preferuje Pan jakieś szczególnie selektywne marki?
Odpowiedź: Chodzi Pani o wódkę czy o wino?

...i tak mogłoby to iść. Choć oczywiście zastrzegamy, że treść tego wpisu nie ma żadnego realnego odniesienia do właściwego programu ani osób w nim goszczących. Ot gorączka sobotniej nocy:-)

Etykiety: , , ,