2.3.07

O CBA i szpitalu MSWiA: Jeden lekarz, pięciu prokuratorów i wiele niejasności

(Ten tekst napisała i podesłała mi Judyta Sierakowska z "Życia Warszawy". Nie był dotąd publikowany. Bardzo dziękuję!)

Dnia 12 lutego o dr Mirosławie G. usłyszała cała Polska. Każdy już wiedział, że sławny lekarz, ordynator rządowego oddziału kardiochirurgii szpitala MSWiA, okazał się chciwym zabójcą. Jego samego pokazano zaskoczonego w jego gabinecie, kiedy to w samym środku dnia natarła na niego umundurowana i zamaskowana grupa funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Przerażeni pacjenci byli przekonani, że to napad. Doktor został skuty kajdankami, był prowadzony przez cały szpital.

W mediach pojawiły się „udostępnione dzięki uprzejmości CBA”, zdjęcia z zatrzymania oraz przeszukania domu G. Oczom widzów ukazały się kosztowności, które znaleziono w jego domu: wachlarze banknotów, kilkanaście butelek drogich alkoholi, ozdobne pióra, zegarki i biżuteria. CBA zatrzymała też należący do kardiochirurga samochód BMW i rozpoczęła procedurę zajęcia jego domu na poczet przyszłej kary.

Nad sprawą korupcji w szpitalu MSWiA pracuje zespół pięciu prokuratorów. Jednym z powołanych biegłych jest sam minister zdrowia prof. Zbigniew Religa.

Po aresztowaniu Mirosława G., w "Wiadomościach" TVP pojawia się materiał pt. "Doktor Śmierć". Lead: "zamordował pacjenta, bo nie dostał od niego łapówki. Tajemniczych zgonów było więcej". Materiał zaczyna się od ujęcia, w którym stojąca na tle szpitala MSWiA staruszka mówi: "Bałabym się pójść do tego szpitala". Taki sam tytuł ma artykuł w „Dzienniku”, podobnie szarżuje „Fakt”.

Dr G. zostaje tymczasowo aresztowany na trzy miesiące, nie przyznaje się do winy. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa pacjenta, kilkanaście zarzutów korupcyjnych oraz fizyczne i psychiczne znęcanie się nad personelem oddziału. Docierające do mediów informacje świadczą jednak, że w sprawie ordynatora MSWiA jest więcej niejasności niż zarzutów, które miałyby solidną podstawę.

Zawsze uśmiechnięty

Sam dr G. to słynny nie tylko w Polsce kardiochirurg. Ma łagodne spojrzenie i około 185 cm wzrostu. Absolwent Liceum im. Stefana Czarneckiego w Nisku. Jego ulubionym przedmiotem była matematyka - to po matce, nauczycielce tego przedmiotu. W drugiej klasie, na olimpiadzie matematycznej G. zajął trzecie miejsce w woj. rzeszowskim. Po szkole średniej poszedł jednak w ślady ojca, specjalisty od chorób serca, wybrał medycynę w Krakowie. Jako jeden z najzdolniejszych studentów skończył ją z wyróżnieniem.

Potem trafił do Kliniki Naczyń, Serca i Transplantologii. Zaopiekował się nim prof. Antoni Dziatkowiak. Od tamtego czasu byli niemal nierozłączni: mistrz i jego ulubiony student. Pod koniec lat 80. G. zrobił specjalizację w zakresie transplantologii serca.

W Instytucie Farmakologii PAN, pod kierunkiem prof. dr hab. Anny Skowron-Cendrzak błyskawicznie uwinął się z doktoratem. Rozprawę „Heterotopowy przeszczep serca w warunkach farmakologicznej i biologicznej immunosupresji” rozpoczął 1. stycznia 1988 r., a stopień doktora uzyskał równo dwa lata później. W szpitalu im. Jana Pawła II w Krakowie pracował jako lekarz oddelegowany (przez Akademię Medyczną), od 1992 r. do końca 2000 r., pełny etat miał tylko przez ostatni rok pracy.

W aktach krakowskich nie ma żadnego dokumentu świadczącego o udzieleniu G. choćby najmniejszej nagany. Wspominany jest jako zdolny kardiochirurg, a także człowiek o "trudnym" charakterze. Podobno był bezwzględny i choleryczny, zwłaszcza dla podwładnych. Miły był dla tych, co stoją wyżej i coś znaczą. Jako ulubieniec Dziatkowiaka wiele mógł, był też zauważalny w prasie.

Jedenaście lat temu jedna z krakowskich gazet tak pisała o przeszczepie serca Marka Kłosińskiego, tokarza z Nowej Huty:
- Stan pacjenta jest dobry - stwierdził doktor Mirosław G. wychodząc z sali operacyjnej. Zazwyczaj uśmiechnięty, teraz nie był w stanie ukryć zmęczenia. Ten 36-letni, wysoki, wysportowany mężczyzna o zawadiackim spojrzeniu stał na czele kilkunastoosobowego zespołu operacyjnego. W Krakowie jest znany ze swych zawodowych umiejętności - ma niezawodną rękę i dba nie tylko o fizyczne, ale i psychiczne zdrowie pacjentów.
A to fragment artykułu "Moje drugie narodzenie" Henryka Mazurka z rzeszowskiej "Gazety Wyborczej", z 1999 r. Rzecz dotyczy doktora G.:
Uśmiechnięty, wyluzowany, budzący zaufanie, ma na swoim koncie ponad 170 wykonanych przeszczepów - pierwsza liga światowa. (...). Przychodzi doktor G., jak zawsze uśmiechnięty, pogodny, opowiada o pierwszym przeszczepie, o łowieniu ryb w norweskich jeziorach - atmosfera niebiańskia.
W lipcu 2000 r. kobieta po przeszczepie serca rodzi dziecko. Jest to drugi w Polsce i 41. na świecie taki przypadek. Operował G.

Nie znosił sprzeciwu

Kiedy w 2002 r. Zbigniew Religa odszedł ze szpitala MSWiA, G. przejął jego stanowisko. Był to swoisty medyczny transfer, dzięki któremu placówka miała podnieść swój poziom i prestiż. Dodatkowo wzmocnił ją sam Antoni Dziatkowiak, który został konsultantem krajowym ds. kardiochirurgii w tym szpitalu.

Współpracownicy mówią o G.: „narcyz”, „wybuchowy”. Były już szef szpitala MSWiA Marek Durlik o G. mówił: „miał syndrom Boga”, „chciał być najlepszy”, „nie znosił sprzeciwu”. G. wymagał bezwzględnego posłuszeństwa i pełnej dyspozycyjności. Podwładni nie wytrzymywali. Rotacja pracowników na oddziale G. była ogromna.

Podobno sam kardiochirurg w stolicy nie czuł się dobrze, dużo pracował, tyle samo wymagał od podwładnych, nie miał przyjaciół. Uwielbiał tylko Dziatkowiaka. To jego właśnie dyr. Durlik poprosił o interwencję, kiedy między G. a personelem MSWiA narosły konflikty. Rozmowa Dziatkowiaka z byłym uczniem przyniosła skutek. Sytuacja się ustabilizowała.

W 2006 r. G. w przeszczepił w MSWiA 35 serc, najwięcej w Polsce.

CBA bada kilkanaście przypadków zgonów po zabiegach wykonanych przez G. - Nie jesteście państwo informowani, że ów wirtuoz Mirosław G. miał 30 proc. zgonów, niesłychanie wysoki odsetek – ocenił stopień umieralności pacjentów po przeszczepach szef CBA Mariusz Kamiński. Nie miał jednak informacji, że to „typowy procent zgonów chorych po przeszczepieniu serca w rok po operacji” – jak wyjaśnił sam prof. Wojciech Rowiński, szef Polskiej Unii Medycyny Transplantacyjnej. To odsetek tym bardziej chlubny, że G. znany był z podejmowania się operacji serca w sytuacjach bardzo trudnych, kiedy inni lekarze nie dawali już szans na powodzenie.

O ile zarzuty łapówkarstwa są uzasadnione i poparte m.in. nagraniami z podsłuchów zainstalowanych przez CBA w gabinecie G. oraz zeznań osób, które zadzwoniły do CBA, to co najmniej podejrzany jest fakt oskarżenia G. o morderstwo. Zarzut ten dotyczy Jerzego Gołąba, który w grudniu trafił do szpitala MSWiA. G. nie przesunął terminu operacji, choć mógł to zrobić. W ten sposób godził się na jej niepowodzenie, czyli na śmierć pacjenta. G. zapewniał w ubiegłą środę przed sądem, że decyzji o operacji nie podejmował sam. Zeznania trójki lekarzy z kliniki potwierdzają to i podważają jednocześnie zarzut zabójstwa. - Skonsultowano się ze mną w tym sensie, że otrzymałem materiały, historię choroby tego pacjenta, przeanalizowałem je, byłem przy sekcji zwłok pacjenta. Technika operacyjna była na pewno prawidłowa – wyjaśniał prof. Religa. Zaznaczył jednak, że inaczej zdecydowałby w postępowaniu przedoperacyjnym.

Sprawa ma drugi wątek. To odłączenie Gołąba od aparatury utrzymującej go przy życiu po operacji. Dr G. miał go odłączyć dlatego, że nie dostał łapówki. Jak powiedzieli sami lekarze z MSWiA, to oni zaproponowali odłączenie od biopompy, bo przestały działać wszystkie ważne organy wewnętrzne. Minister zdrowia stwierdził, że postąpiłby identycznie.

Mimo tych informacji minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oświadczył: „Nikt nigdy nie będzie już pozbawiony życia przez tego pana”.

Mówią fora

Obrończyni Mirosława G. poinformowała, że dostaje wiele telefonów od "pacjentów, którzy zawdzięczają mu życie i podkreślają, że nigdy nie sugerował wzięcia jakiejkolwiek łapówki".

Sprawa spotkała się też z odzewem na forach internetowych.

Tutaj są ci, którzy obrzucają dr. G. inwektywami: „To pierwszy bezwzględny i cyniczny łapówkarz! Miałam wątpliwą przyjemność poznać go w Krakowie gdy pracował w Klinice JP II - to on doprowadził do śmierci mojego męża po przeszczepie serca a kasę brał cały czas! Nawet bezczelnie dzień przed śmiercią! Cóż tu dodać. Powinien ponieść karę” (Lusia). „Trochę znałem G., choć jako patolog na szczęście nie byłem jego podwładnym (...). Na pewno ma poważny psychopatyczny rys osobowości i nie nadaje się do kierowania czymkolwiek i kimkolwiek” (Turpin). Jedna z byłych pracownic: „Pracowałam z nim przez 6 miesięcy - jeszcze w Krakowie. Bezwzględny typ!!! "Jego" pacjenci płakali przez niego. Nie miał litości. Zresztą nie tylko pacjenci - personel też. Wszystkich miał za nic... (...) Wypowiedzenie z pracy złożyłam, jak "Gary" był na urlopie - bałam się jego zemsty. Był nieludzki”.

Na forach wypowiadają się też ci, którzy mają mieszane uczucia: „dr G. był wybitnym specjalistą ... poświęcał każdą wolną chwilę dla chorych i nigdy nie odmówił, ale w pewnym momencie zaczął tracić kontrolę nad swoimi dążeniami (żądza bycia najlepszym, najsławniejszym bohaterem doprowadziła do tego, że podejmował każde ryzyko (...) ... mimo to - przynajmniej kilka lat do tyłu, chorym poświęcał tyle czasu ile tylko było potrzeba... można nawet było dzwonić do niego w środku nocy (...) (aldi)

Są wreszcie i tacy internauci, którzy murem stoją za G.: „Jestem pacjentem doktora Mirosława G. od pięciu lat żyję z nowym sercem. Nigdy przed ani po zabiegu nie usłyszałem od doktora sugestii o dowodach wdzięczności. Podczas pobytu wielokrotnego w klinice MSWiA widziałem tylko ogromne zaangażowanie doktora w to co robi i zainteresowanie zdrowiem pacjentów. Dyscyplina jaka panowała na oddziale doktora tylko świadczyła o jego profesjonalizmie. Jestem wstrząśnięty tą nagonką Religi i innych. Doktorowi Mirosławowi G. jestem wdzięczny za nowe życie i wierzę że zostanie oczyszczony z podłych oskarżeń” (Marek z Białegostoku). „Znam dr Mirosława. To Bogu i Jemu zawdzięczam życie. Nie wyciągał ręki po zapłatę, ratował, bo wypełniał swoje posłannictwo. Jego odwaga, mądrość i fachowość zdecydowały, że miałem zabieg i jeszcze żyję. Po usłyszeniu tej informacji poczułem się gorzej. Serce zaczęło walić jak młot. Kto zatem odpowie za pogorszenie się mojego zdrowia, które ratował dr Mirosław G.?" (Pacjent)

Dr G. - darmowa reklama CBA?

- Okazało się, że dr Mirosław G. jest bezwzględnym, cynicznym łapówkarzem. Zebrane w tej sprawie dowody mogą też świadczyć o tym, że mogło dojść do zabójstwa - oświadczył szef CBA.

- Ograbiał ludzi z pieniędzy i nadziei – wtórował mu Zbigniew Ziobro na wspólnej konferencji prasowej. Obaj w świetle fleszy, z planszą ze znakami CBA za plecami.

- Dranie i świnie znajdują się w każdym środowisku, niestety także w środowisku lekarzy – komentował Zbigniew Religa. Dodał przy tym, że miał osobiste doświadczenie wskazujące, iż aresztowany ordynator szpitala MSWiA to zły człowiek, który jest gotów postępować nieetycznie.

- Zarzuty są przerysowane - uważa mec. Małgorzata Bentkowska-Kiczor, obrońca dr. G. - Konferencja prasowa min. Ziobry spowodowała nagonkę na mojego klienta, który nie może się bronić, bo siedzi w areszcie. Obrończyni twierdzi, że zarzut zabójstwa dotyczy błędu w sztuce lekarskiej. Dziwi ją, że minister zdrowia zdecydował się sporządzić opinię, mimo że od lat istnieje otwarty konflikt pomiędzy Religą a G. (Profesorowie Religa i Dziatkowiak stworzyli własne szkoły kardiochirurgii - zabrzańską i krakowską - i od lat rywalizują o palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie).

Sprawa G. jest niejasna, wielowątkowa i pokazowa. Uderza wątek ministra zdrowia i pięciu prokuratorów od przestępczości zorganizowanej, którzy zajęli się sprawą G. Czy trzeba ich aż tylu do jednego kardiochirurga? Znamienne jest też jej niezwykłe nagłośnienie i powtarzające się słowa „doktor”, „zabójca”. W kraju, w którym ludzie mają dość ambiwalentny stosunek do transplantacji i do lekarzy w ogóle, taki pokaz bardzo źle robi. Według sondażu CBOS sprzed półtora roku "zdecydowane tak" na przeszczep narządu pobranego od osoby zmarłej w celu ratowania życia powiedziało 62 proc., reszta się waha. Być może po nagłośnieniu sprawy G. oraz w wyniku pojawiających się informacji o handlu narządami ten procent jeszcze spadnie. Niedobrze.

Jednak - jak twierdzi minister Ziobro - „dla tego jednego przypadku warto było powołać CBA”. Sprawa trąci polityką. To też niedobrze.

(Pisownia z forów oryginalna. Usunięte zostały jedynie literówki i pełne nazwisko dr. G.).

Judyta Sierakowska, "Życie Warszawy"

11 Comments:

At 02 marca, 2007 16:01, Anonymous makowski said...

pokazowa.
pokazowa.
pokazowa.
dobry text.
(i ja pamiętam P. Kroniki Film. o ściganiu Dywersantów i Kułaków... bo nie ma Mięsa...)
ps.
ale jak wytłumaczyć "Ciemnemu Ludowi"
-- który nb. wciska łapówki nawet moim znajomym młodym praktykantom -- którzy nic nie mogą -- że problem jest STRUKTURALNY?
nie wiem.
.......................................
dziś ABW zaczęła śledzić produkcję "Quo vadis" "Wiedźmina" i "Przedwiośnia"...
ja wiem, że to koszmarnie marne filmy
-- ale czemu zaraz do Gułagu?

 
At 02 marca, 2007 16:42, Anonymous zx81 said...

Dla mnie ten tekst jest słaby. Gdzie te wspomniane w tytule niejasności? W zasadzie to garść opini z Internetowych forów, o których autentyczności mamy jedynie mgliste pojęcie.
Z jedną sprawą się zgodzę. Ziobro nie powinien pochopnie wypowiadać się na temat skuteczności G. (sprawa słynnych 30%) No ale taki już pogardliwy stosunek dla faktów mają nasi politycy.

@makowski

Zgadzam się. System jest śmiertelnie chory. Prponuję uśmiercić go poprzez odłączenie od budżetu państwa i prywatyzację. Wiem, że to nie takie proste ale niestety główna przeszkodą jest tutaj przeżarte korupcją lobby lekarskie.

 
At 02 marca, 2007 16:53, Anonymous zx81 said...

Jeszcze jedna sprawa. Jeśli informacje na temat handlu narządami są prawdziwe to powinno się tą sprawę wyjaśnić.
Argument, że może to zniechęcić Polaków do przeszczepów jest śmieszny. Równie dobrze moglibyśmy postulować zachowanie w tajemnicy informacji o napadach na banki bo ludzie mogą się zniechecić do bankowości.

 
At 02 marca, 2007 23:04, Anonymous Anonimowy said...

tekst jest przeraźliwie słaby i chaotyczny - a na dodatek lwia część to cytaty z internetu (nieweryfikowalne); nic dziwnego ze się nie ukazał...
widzę że w ŻW wszyscy idą śladami pani redaktor EM

 
At 03 marca, 2007 09:32, Anonymous Marana Tha said...

Słabiutki tekst. Teraz, gdy są poważne podejrzenia handlu organami oraz nowy zarzut leczenia za seks atakowanie Ziobry i CBA z powodów wyłącznie politycznych jest żałosne.

 
At 03 marca, 2007 11:23, Anonymous Anonimowy said...

Tekst jest okey, nawet ciekawy. Traktuje o osobie dr., opisuje skąd się wziął, czym się zajmował. W innych tekstach tego nie było. Były za to rozstrząsane afery typu handel narządami i chyba tego spodziewacie się i po tym tekście, a on przecież o czym innym.

 
At 03 marca, 2007 13:53, Anonymous Anonimowy said...

O tym kim był/jest Garlicki napisał już dawno Jerzy Jachowicz w Dzienniku. Tutaj po pozorem portretu lekarza przemyca się jego obronę.

 
At 03 marca, 2007 13:57, Anonymous mim bla said...

Nie wiem gdzie w tym tekście jest atakowanie Ziobry z powodów politycznych. Faktem jest, że na konferencji prasowej Ziobro złamał elementarną zasadę domniemania niewinności tylko po to, żeby zrobić samemu sobie reklamę. Wyrok przecież jeszcze nie zapadł, a zarzut o zabójstwie prawdopodobnie nie zostanie potwierdzony. Jedyną osobą publiczną, która odważyła się głośno skrytykować zachowanie Ziobry jest chyba szef Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień, o czym można było ostatnio poczytać w "Przekroju" (patrz m.in. artykuł "Ziobro Jarosława" dostępny w Internecie.

Jasne jest, że medialnej akcja nakręcona przez Ziobrę i padające z ekranów słowa o pozbawianiu życia przez lekarza nie były bez wpływu na opinię ludzi o środowisku lekarskim, i pewnie będzie się to odbijać na stosunku pacjentów do wielu Bogu ducha winnych lekarzy. Problem łapówek w służbie zdrowia prawdopodobnie jest dość istotny, biorąc pod uwagę wysokość zarobków. Można mieć różne zdanie na temat rozwiązania, które zostało wybrane - wziąć jedną osobę i napiętnować ją przed kamerami, licząc, że to wystraszy resztę. Bo pewnie problem będzie istniał dopóty, dopóki nie zostaną wprowadzone systemowe rozwiązania normalizujące wysokość wynagrodzeń w służbie zdrowia. Jasne jest jednak dla mnie, że w swojej nagonce Ziobro posunął się o kilka słów za daleko i na jego stanowisku coś takiego nie powinno być w ogóle do pomyślenia.

Wygląda na to, że ten artykuł powstał jeszcze w pierwszej fali medialnych reakcji na sprawę, brak w nim uwzględnienia ostatnich okoliczności. Natomiast powoływanie się na fora samo w sobie nie jest niczym złym, porównanie do Elizy Michalik jest mocno przesadzone.
Inna sprawa że na forach da się znaleźć dowolną opinię w każdej sprawie, więc siłą rzeczy opinie te nie mają zbyt dużej mocy dowodowej. Równie dobrze można by zastąpić je zdaniem "opinie na temat doktora G. są podzielone". Byłoby krócej, choć może mniej wyraziście.

 
At 03 marca, 2007 14:55, Anonymous Autor said...

Nie bronię doktora, bo i nie ma powodu by to czynić. Jednak zdenerwowała mnie cała ta pokazówka urządzona przez CBA. Przyznacie, ze nie było konieczności aby ją robić.

Wypraszam sobie porównania do EM itp., nie mają żadnych podstaw.
Przytoczenie paru wypowiedzi z forów i powołanie sie na nie - to niby plagiat? Trochę mało przemyślane oskarżenie.

Jednak przyznam, że błędem moim jest:
tytuł - bo nastawia, że będzie o całej sprawie, a jest to tylko i wyłącznie skupienie się na przedstawieniu osoby dr G., kto zacz, jak dostał się do MSWiA itp.

no i fora
nie są chyba najszczęśliwszym źródłem informacji. Może tam być równie dużo prawdy, jak i historii wyssanych palca.

A co najważniejsze w tym wszystkim to fakt, że tekst powstał już 10 dni temu, to i 10 dni temu powinien być komentowany.
Ostatnio doszło sporo nowych wątków

 
At 03 marca, 2007 18:15, Anonymous Anonimowy said...

Gdyby o łapówkarstwo, czyli złodziejstwo, zabójstwo (nawet w zamiarze ewentualnym), handel organami, seks za coś i mobbing był podejrzany jakiś lump (sic!) albo urzędas PiSowski, to merdia by wyły z zachwytu nad profesjonalizmem prokuratury i CBA. Trafiło na gościa z elyt, no to szczekaczki medialne wyją.
Życzę szczekaczkom, żeby musiały się oddawać takim gnojom jak Garlicki w zamian za życie swoich bliskich, albo żeby tacy jak Garlicki wycięli im trochę za dużo.

 
At 17 listopada, 2007 11:06, Anonymous Anonimowy said...

garlicki to bardzo zły człowiek i lekarz.

 

Prześlij komentarz

<< Home