21.1.07

Skoki narciarskie: Zwycięstwo za wszelką cenę?

Czeski skoczek Jan Mazoch walczy w szpitalu o życie. Tymczasem Adam Małysz żałuje, że druga seria skoków w Zakopanem nie została dokończona, bo miałby szansę wygrać. Ambicja sportowca czy dążenie do zwycięstwa za wszelką cenę? Nawet za cenę cudzego zdrowia i życia?

Tak dramatycznych wydarzeń na skoczni narciarskiej nie oglądałem od wielu lat, a śledzę tę dyscyplinę od lat kilkunastu. Ostatni raz serce w takiej sytuacji zamarło mi kilka lat temu, gdy Andreas Goldberger "stanął" nagle w powietrzu zatrzymany podmuchem wiatru i jak kamień runął na dół. Każda sekunda trwały wtedy tyle, ile godzina. Popularny "Goldi" wyszedł z tego niemal bez szwanku, bo jako doświadczony skoczek wiedział jak upaść, gdyż wiele razy się tego uczył.

W sobotę w Zakopanem happy endu nie było. Uderzony przez wiatr Jan Mazoch spadł na głowę. Widząc jak bezwładne ciało odbija się od ziemi, można było spodziewać się najgorszego. I rzeczywiście. Skoczek w stanie krytycznym trafił do szpitala - wpierw w Zakopanem, potem w Krakowie.

Pozostaje pytanie: kto za to odpowiada? Organizatorzy, którzy mimo silnego wiatru za wszelką cenę chcieli doprowadzić do zakończenia konkursu? Stacje telewizyjne, które transmitowały zawody? Sponsorzy, którzy wykupili reklamy? Wszystkim w Polsce zależało na tym, żeby zawody wygrał Adam Małysz. To może (choć nie musi) tłumaczyć decyzję organizatorów. Czy naprawdę zaryzykowali zdrowie zawodników? Wolę myśleć, że nie. Pozostaje niesmak. Duży niesmak spowodowany wypowiedziami Adama Małysza. Kiedy czeski zawodnik walczył o życie w szpitalu, nasz zawodnik, legenda polskiego i światowego skakania mówił: "Byłem optymistycznie nastawiony do drugiego skoku, chciałem walczyć o podium. Ale nie było mi to dane".

Co o tym sądzicie?

9 Comments:

At 21 stycznia, 2007 20:28, Blogger Artur said...

Nie zgadzam się wyjątkowo. Skoki oglądam od 4 grupy przedszkola i niejeden wypadek widziałem. Ten w Zakopanem to był ewidentnie efekt błędu Jana Mazocha - opuszczenia prawej narty, która zadziałała jak żagiel i pociągnęła go w dół. Twierdzi tak nie tylko Małysz, ale zdecydowana większość wypowiadających się na ten temat (np. Mika Kojonkoski, Berni Schaedler i Polo Tajner). Owszem, wiało, ale w Pucharze Świata zawody rozgrywane bywały przy gorszych warunkach (mówię o sobocie, dzisiaj to już była porażka).
Trochę nie fair dobrałeś też cytat z Małysza, bo równocześnie mówiił on o tym, że "trzymamy za Janka kciuki" i "ten wypadek nas mocno przybił".
Jedynymi, którzy mają pretensje do organizatorów są Czesi. I ich rozumiem, ale się z nimi nie zgadzam.

Pozdrowienia!

 
At 21 stycznia, 2007 20:40, Blogger pinio said...

artur: walczyłbyś o zwycięstwo w zawodach gdyby Twój konkuret walczył o życie w szpitalu ?

 
At 21 stycznia, 2007 21:04, Blogger Artur said...

Nie wiem, Dominiku. Ale daleki bym był od objeżdżania Małysza. Chłopak - w swoim stylu, czyli szczerze i bezpośrednio - powiedział to, co myśli wielu. Wypadek był spowodowany przede wszystkim błędem Mazocha. A w sporcie tak już jest, że panuje jakaś zmowa milczenia na temat winy ofiary wypadku. Zawsze mówi się o pechu, o organizatorach, o przeciwniku, który zajechał drogę, etc. Bo ciężko jest powiedzieć o człowieku, który walczy o życie, że to on popełnił błąd. Ale tym razem tak właśnie było.

 
At 21 stycznia, 2007 21:08, Blogger Artur said...

Z innej beczki - rok temu konkurs rozegrano, mimo że poprzedniego wieczora zginęło ponad 50 gołębiarzy... Nie pamiętam protestów.

 
At 21 stycznia, 2007 22:07, Anonymous Page said...

< rok temu konkurs rozegrano, mimo że
< poprzedniego wieczora zginęło ponad
< 50 gołębiarzy... Nie pamiętam
< protestów.

Oj - chyba nie do końca. A zarzuty wobec prezydenta, że czekał z ogłoszeniem żałoby narodowej na koniec skoków narciarskich?
Coś Zakopane ostatnio nie ma szczęścia do skoków....

 
At 21 stycznia, 2007 23:55, Anonymous change said...

ja tam nie rozumiem jednego: "dążenie do zwycięstwa za wszelką cenę, nawet za cenę cudzego zdrowia i życia".

dramatycznie brzmi, tylko nic nie oznacza. to znaczy nie mam pojęcia jak mam to rozumieć: Mazoch spadnie i tym samym da Małyszowi wygraną? albo umówili się, że jak jeden się połamie, to drugi wygra, tylko jakieś zrządzenie losu i przerwanie zawodów pokrzyżowało te plany? nonsens.

wiedzą, że uprawiają sport niebezpieczny. wiedzą, że nie zawsze warunki są takie same dla wszystkich. tym razem były być może zbyt trudne, choć na same warunki nie można zwalić całej winy, zawodnik również najprawdopodobniej popełnił błąd.

wymieniłeś też wszystkich potencjalnych odpowiedzialnych tego dramatu, z wyjątkiem jednej grupy: samych skoczków. to ich praca, ich zawód, cel w życiu i pasja. nikt ich wołami nie ciągnie tak wysoko i nie zmusza do sfruwania w dół.
i wszyscy zdają sobie sprawę, że nie zawsze ląduje się telemarkiem. wiedział też Mazoch. i walczył. być może za cenę zdrowia i życia. ale tylko swojego.

 
At 22 stycznia, 2007 06:08, Blogger pinio said...

change: pytanie jest czy organiazatorzy na namową np. sponsorów i stacji telewizyjnych nie zdecydowali się (mimo wielu głosów, że wieje za silno) na przeprowadzenie drugiej serii. Czy nie przeprowadzono jej aby Adam zajął jak najlepsze miejsce wbrew rozsądkowi ? To pytania, które mnie nurtują i tyle. Natomiast narażanie w sporcie życia, sorry, ale nie przemawia do mnie. Ryzykować swoje życie w pracy to może strażak czy policjant, a nie skoczek.. Czasy walk gladiatorów na szczęście się skończyły ...

 
At 22 stycznia, 2007 10:10, Anonymous change said...

nie demonizowałbym tu roli sponsorów czy stacji telewizyjnych. drugi konkurs się nie odbył w ogóle i jakoś nie podejrzewam, by Wildstein albo brand manager Harnasia wisieli na telefonie Hoffera i naciskali go na przeprowadzenie zawodów, bo przecież wyłożyli na to pieniądze.
nie wspominasz też ani słowem o kibicach, którzy przecież zapłacili za bilety i mieli prawo oczekiwać widowiska.

może więc nie ma drugiego dna?
po prostu taki jest ten sport. ryzykowny, jak wiele innych sportów.

i moim zdaniem nieprawdą jest, że czasy gladiatorów się skończyły. trwają nadal, tylko inni są teraz gladiatorzy. nie walczą z lwami, tylko jeżdżą w rajdach, grają w hokeja, skaczą na nartach, wspinają się na ośmiotysięczniki.
i czasami giną. bo takie życie sobie wybrali.

 
At 22 stycznia, 2007 13:24, Anonymous Anonimowy said...

http://supergigant.blox.pl/2007/01/Jan-Mazoch-i-histeria-medialna.html

 

Prześlij komentarz

<< Home