10.8.06

Asia Times: Polityczna klęska USA na Ukrainie. Odradza się potęga Rosji. Co na to Polska?

Na znakomitym portalu Asia Times warto zajrzeć do interesujących, choć niepokojących analiz indyjskiego dyplomaty i publicysty M K Bhadrakumara. To niegdysiejszy ambasador Indii w Uzbekistanie i Turcji, specjalista od geopolityki.

W najnowszym tekście Bhadrakumar analizuje konsekwencje nominacji Wiktora Janukowycza na premiera Ukrainy. Autor uważa, że to klęska nie tylko Pomarańczowej Rewolucji, ale i amerykańskiej polityki wobec tego kraju. Dlaczego? Bo teraz Ukraina nie zechce wejść do NATO, no i już odbudowuje swoje relacje z Rosją. Prezydent Wiktor Juszczenko - zwycięzca Pomarańczowej Rewolucji, zwolennik bliskiej współpracy z Zachodem - jest osamotniony. A tzw. obóz pomarańczowy - rozbity.
Zdaniem Bhadrakumara, to koniec fali "kolorowych rewolucji", które przetaczały się od paru lat przez różne kraje, głównie postsowieckie. Owe rewolucje witane były przez Zachód z entuzjazmem, jako przejaw ekspansji demokracji. A więc i zachodnich wartości. Moskwa na ogół zgrzytała na nie zębami.

Notabene
, warto przypomnieć, że taka rewolucja była też w Libanie (tzw. cedrowa rewolucja), w 2005 r. Doprowadziła do wycofania wojsk syryjskich z tego państwa. Zachodnie media biły jej brawo. Co z niej zostało - widzimy dziś codziennie w telewizji.

W swoim artykule Bhadrakumar wskazuje palcem na Polskę, jako głównego sojusznika USA w tej części Europy. Cóż, od siebie dodajmy, że w tej sytuacji porażka USA jest porażką Polski. Z tą różnicą, że Amerykanie nie graniczą z Ukrainą. A my owszem. I to my zostajemy z tym problemem.

Tymczasem - jak zauważa Maciej Falkowski na portalu Ośrodka Studiów Wschodnich - dramatycznie pogarszają się relacje Rosji z proamerykańską Gruzją. Jest już tak źle, że Falkowski nie wyklucza wybuchu wojny między tymi krajami. A przecież rządzący Gruzją prezydent Micheil Saakaszwili doszedł do władzy w wyniku tamtejszej "kolorowej rewolucji", która potem stała się bezpośrednim natchnieniem dla ukraińskiej Pomarańczowej Rewolucji.

Wygląda na to, że Rosja - po latach osłabienia - powoli odbudowuje swoje wpływy na terytorium dawnego ZSRR.

O tej odbudowie potęgi Rosji M K Bhadrakumar pisał w Asia Times w lipcu. Cytował wówczas m.in. artykuł rosyjskiego ministra obrony Siergieja Iwanowa, opublikowany w "Izwiestii" w dniu przyjazdu George'a W. Busha na szczyt G-8 w Sankt Petersburgu. Iwanow otwartym tekstem przekonywał, że Rosja ma już za sobą okres słabości i zamierza twardo dbać o swoje interesy.
To nie są czcze przechwałki.
Rosyjska gospodarka rozwija się, prezydent Władimir Putin jest bardzo popularny u siebie w kraju, w dodatku Rosja ma wymierne sukcesy polityczne. Prowadzi ekspansję surowcową (Bhadrakumar wylicza świeże, ogromne kontrakty energetyczne zawarte przez Rosjan z Japończykami i Niemcami). Moskwa publicznie zachowuje też umiarkowane, kompromisowe stanowisko wobec konfliktów na Bliskim Wschodzie, co na dłuższą metę może ją uczynić arbitrem tamtejszych sporów (choć z drugiej strony, dziwnym trafem Hezbollah w wojnie z Izraelem posługuje się rosyjską bronią).

A Stany Zjednoczone?
Choć są jedynym supermocarstwem, to mają masę problemów. Sytuacja w Iraku wymyka się spod kontroli (amerykański "Newsweek" pisał niedawno, że jeśli wybuchnie tam wojna domowa, Amerykanie wycofają swoje wojska z tego kraju). Popularność Busha w USA spada. Nie ma pełnej zgody między Amerykanami a Europą. Choćby dlatego, że Europa wydaje się być skazana na korzystanie z rosyjskich surowców.
I właśnie w tej sytuacji, przy umacniającej się Rosji i słabnących Stanach Zjednoczonych, wyraźnie psują się relacje między tymi państwami. W marcu, w innym miejscu w internecie, Bhadrakumar straszył wręcz, że widać symptomy powrotu Zimnej Wojny.

Dodajmy parę zdarzeń z ostatnich dni...:
- Waszyngton nałożył sankcje na rosyjską agendę kontrolującą eksport broni. Rosja się wściekła - pisała "Gazeta Wyborcza".
- "Kreml święci dyplomatyczny triumf za triumfem we Wspólnocie Niepodległych Państw" - cieszył się rosyjski "Kommiersant" po ociepleniu relacji Moskwy z Mołdawią.
- Amerykanie zlikwidowali ulgi dla towarów z Rosji - podała Informacyjna Agencja Radiowa.

W tym samym czasie Bartosz Węglarczyk z "Gazety Wyborczej" wieszczy w swoim blogu, że jeśli w jesiennych wyborach parlamentarnych wygrają Demokraci, poważnie zmieni się amerykańska polityka zagraniczna. Górę weźmie izolacjonizm.
O nastrojach społecznych i politycznych w USA Węglarczyk pisze też w dzisiejszej "Wyborczej".

Zdaniem Bhadrakumara, za sprawą swojej polityki surowcowej Rosja sprytnie zaszła Zachód od tyłu. Efekt: zwycięzca Zimnej Wojny (Zachód) uzależnia się od przegranego (Rosji).

Polska ma o czym myśleć. Nasi wschodni sąsiedzi albo wprost współpracują z Rosją (Białoruś), albo odbudowują swoje z nią stosunki (Ukraina). Rosja przechodzi do kontrofensywy na Kaukazie (casus Gruzji), z którym też przecież wiążemy pewne nadzieje, bo stamtąd może do nas popłynąć ropa wydobywana i przesyłana niezależnie od Rosjan.
Do tego Zachód jest podzielony. Unia Europejska przechodzi kryzys własnej tożsamości. No i jest związana energetycznie z Rosją. Ta zaś dogaduje się ponad naszymi głowami z Niemcami.
Amerykanie coraz głośniej dumają nad samoograniczeniem we własnej polityce zagranicznej.

Rządzący Polską PiS to partia jednoznacznie proamerykańska. A zarazem uchodząca za radykalnie antyrosyjską i przeciwną pogłębionej integracji w ramach UE.

Jaka w tej sytuacji powinna być polityka zagraniczna Polski? Co zmienić?

7 Comments:

At 10 sierpnia, 2006 09:04, Blogger jotesz said...

Jerzy Giedroyć się w grobie przewraca!
Tyle, że w ukraińskim kotle tak się namieszało, taka "wojna na górze" wybuchła, że kasza wykipiała i poparzyła mieszających.
Obóz pomarańczowych może teraz sinieć, zielenieć, blednąć z wściekłaości ale jest sam winien sytuacji. Obóz popełnił samobójstwo żrąc sie o władzę!

 
At 10 sierpnia, 2006 12:48, Anonymous Unicorn said...

http://www.searchengines.pl/phpbb203/index.php?showtopic=46455
Pozwolilem sobie zlinkować arta.
Tam też odpowiadam nieco.. ;)

 
At 10 sierpnia, 2006 13:25, Blogger foxmulder said...

Juszczenko wolał Janukowycza od Juliji, bo zbyt dużo go łączyło z oligarchami.
Liczyłbym na większą zadymkę na Bliskim Wschodzie - USA nie będą wtedy miały odwrotu i będą musiały konsekwentnie angażować się w świecie. A że Zimna Wojna się odradza - to dobrze. Zyskuje na tym nasza pozycja - jesteśmy w dobrej strefie wpływów.

 
At 10 sierpnia, 2006 14:34, Anonymous Toscana said...

czy jesteśmy w dobrej strefie wpływów...???
hm,
ostatnie prawie 250 lat pokazuje, że niestety ... ale nie.
Poza tym zbyt jednoznaczne oddanie się jednej stronie wcale nie jest gwarancją lojalności "silnego sojusznika". Bo USA już nie muszą się za bardzo starać aby pozyskać polską przychylność.

 
At 10 sierpnia, 2006 16:59, Anonymous szutnik said...

Chyba nie jest tak źle. Janukowycz to po prostu odpowiedź na kłótnie pomarańczowych polityków, nic więcej (ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby FSB się do tego dokładało).Było 3 kroki do przodu, teraz będzie 2 w tył - polityka rzadko kiedy idzie tylko w jednym kierunku. Janukowycz nie pójdzie na całego, bo wie, że zachodnia Ukraina nie jest jego. A Rosja? Jest tak silna, jak droga jest ropa i jak bardzo może ją taniej dawać satelitom - na razie ta tendencja szybko się nie odwróci, ale na horyzoncie widać spadek wydajności rosyjskich złóż, do tego rabunkowo eksploatowanych - to państwo szczyt możliwości eksploatacyjnych ma już za sobą.
Teraz coraz więcej "rosyjskiej" ropy i gazu będzie de facto pochodzić z dawnych republik azjatyckich, stąd coraz aktywniejsza rosyjska polityka w tym rejonie.
Polska naprawdę ma o czym myśleć. I to szybko. Pora skończyć z wesołymi pomysłami typu budowa muzeum Katynia naprzeciw Ambasady Rosji i skupić się na mówieniu Rosjanom NIE tylko tam, gdzie rzeczywiście wchodzą w grę najważniejsze polskie interesy, których odpuścić nie wolno. I KONIECZNIE dalej być aktywnym na Ukrainie, bardziej jako aktywny partner handlowy, mniej politycznie, ale i tu trzeba czasem Ukrainę wesprzeć, najlepiej udowadniając, że z Janukowyczem też Polska Ukrainę szanuje i widzi w niej strategicznego partnera. To delikatna materia, ale dobry dyplomata coś wymyśli. I trzeba czekać - zmiany na Ukrainie są nieodwracalne, klimat tam się kiedyś poprawi, choć obecna korekta kursu będzie głęboka i z tym trzeba się liczyć.
Ludzie zobaczyli, czym może być demokracja bezpośrednia i tego tak łatwo nie zapomną, choć równie sprzyjające warunki, jak niedawno, nieprędko się pojawią.

 
At 10 sierpnia, 2006 21:49, Anonymous Unicorn said...

Ja jestemn realista i uważam, że nalezy nieco powściągac nasze zapedy "dupowlazenia" USA> To logiczne ze nikogo więcej nie mamy ale czy musimy dawac wszystko w zamian otrzymujac poklepywanie? Biznes jest biznes..
Lokalne sojusze i brak stalych--poza sąsiadami małymi i USA sojuszników.
Niemniej warto porzucić tą maskę "demokracji" i potrząsania szabelką..
Nie jestem rusofilem nawet jestem rusofobem :D ale warto byłoby przymknac oko na parę spraw i nie wchodzi pod celownik Rosjan tak perfidnie jak teraz..
Tak samo w przypadku Ukrainy--gospodarka glupcze..
Ukraina nic nam nie dała w sensie ideowym, a to czy bedzie czerwona czy brunatna, kogo to obchodzi..
WAŻNY JEST NASZ interes narodowy a nie np. Rosji, Niemiec czy Izraela..
A ambasador USA wpadając do W-wy pyta się o..roszczenia.. Kpina.
Teraz mamy być znowu kwiatkiem do kożucha--Liban czy insze bantustany z przedrostkiem AFGA..
Najpierw-kasa potem-robota.
A nie poklepywanie.
Jestesmy w dobrej strefie wplywow bo olewajac ostentacyjnie Ukraine wymuszamy inne zachowanie naszego sojusznika? USA..
Na razie mozna delikatnie pomijac kwestie ideowe, demokracje i inne duperele, skupiajac sie na..kasie-gospodarka.
Po cichutku szukajac innych zrodel surowcow..
Ps. To tak jak w przypadku moralnosci--najwiecej o niej mowily państwa które miały.. najwięcej szpiegow.

 
At 13 sierpnia, 2006 10:38, Anonymous warpman said...

Hej politycy!
Najpierw odpowiedź na pytanie kto doprowadził do wywindowania cen ropy tak, aby Rosja mogła podnieść się z upadku gospodarczego i wszelkich innych? Podpowiedź: kto mówił "mój przyjaciel Putin" na ranczu w Teksasie?
Bez szmalu w polityce zdziała się niewiele. Jak jest, to można i "Szkwały" technicznie podciągnąć i ICBM ze zmienną trajektorią wyprodukować.

"Nasz przyjaciel Bush" popełnił ostatnio tyle błędów, że długo będą się zbierać. Najgorsze jest to, że ten cymbał zaangażowany jest w budowanie "nowego świata" i North American Union w ramach globalizacji, a nie zgłębianiem konsekwencji zmian na linii Rosja-Chiny, Chiny-Bliski Wschód itp.

Ale ja nie o tym przecież chciałem...

Pozdrawiam,
warpman
http://warpman.kv.net.pl

 

Prześlij komentarz

<< Home