11.3.09

Jade Goody: życie i śmierć celebrytki


Jade Goody (lat 27.) to taka bardziej spektakularna wersja Joli Rutowicz. Do ostatniego weekendu nie wiedziałam kto to jest i szczerze mówiąc - dobrze. Była uczestniczka brytyjskiego "Big Brothera", gwiazda mediów, średnio piękna, piersiasta, niewykształcona z kiepskim zapleczem społecznym (rodzice narkomani). "Mistrzyni", która mówi: Mona Lisę namalował Pistachio, tania prowokatorka: za jej rasistowskie uwagi wobec Hindusów oficjalnie przepraszał brytyjski premier (takie numery to się naszym celebrytom nawet nie śniły).

Teraz Goody umiera na raka szyjki macicy - i chce sprzedać mediom dokumentację swojej śmierci za grube pieniądze. Tłumaczy, że musi zadbać o przyszłość swoich dzieci (Jade ma dwóch synów). Na Wyspach media oszalały na punkcie Goody - wszędzie jej pełno. Zajawki ekskluzywnego wywiadu i sesji zdjęciowej dla magazynu OK! - to materiał reklamowy, który znalazł się w spotach telewizyjnych... nawet w angielskiej MTV. Jade Goody "szaleje" także w blogosferze, sporo tego.

Historia Jade Goody to ostatnimi czasy dość popularny scenariusz. Oto prosta dziewczyna po przejściach trafia do słynnego programu. Jest trochę zwariowana, czasem głupia, bezpruderyjna, wygadana, a kiedy trzeba rozkleja się emocjonalnie. Żadna lodowata piękność, ale też nie skończony "pasztet". I co najważniejsze: przed kamerami i w błysku fleszy jest w stanie zrobić wszystko. Zaczyna się Goody-mania. Książki, własna linia perfum, stała obecność w mediach. W końcu choroba - rak (również na wizji), decyzja o przyjęciu chrztu - relacja za pieniądze. Wszystko dla zysku. Wcześniej (przed chorobą) media często drwią z Jade, teraz "wspierają swoją bohaterkę", bo przecież umiera, zwykli ludzie piszą listy poparcia - wszak to matka, która zbiera pieniądze dla swoich dzieci.

Fenomen celebrytki tłumaczy się tym, że skoro zawdzięcza wszystko mediom i łatwości z jaką obnażała do tej pory swoje emocje, to w konsekwencji należy się jej "prawo do śmierci przed kamerami". Czy skorzystają na tym ludzie cierpiący z powodu chorób nowotworowych? Nie. Bo w tym całym zgiełku nikt się nie zastanawia nad leczeniem raka, nad zapobieganiem, nad poszukiwaniem nowych sposobów leczenia, nikt nie rozważa kwestii śmierci jako nieuchronności naszego istnienia. Właściwie jest tylko jeden nadrzędny temat: ile zarobi, ile jeszcze można pokazać i w jaki sposób zadrwi ze śmierci.
Przypadek Jade Goody nie byłby tak medialny gdyby nie młodość bohaterki, lifestylowe zdobycze, celebryckie zagrania. Dla odmiany: stara, brzydka, schorowana osoba, która w obliczu śmierci przeżyłaby duchową odnowę nie wzbudziłaby żadnego zainteresowania, może nawet naraziłaby się na śmieszność i kąśliwe uwagi. Tymczasem, religijny zryw Jade, podyktowany majątkowymi korzyściami oraz prostą rachubą "a, tak na wszelki wypadek nie zaszkodzi jakby okazało się, że Bóg istnieje", wzbudził zrozumienie i akceptację.

Ten wielki medialny event z udziałem Jade Goody to taka spauperyzowana wariacja tezy Andy Warhola o 15 minutach sławy dla każdego i sztuki spod znaku Tracey Emin. Tylko kto w tym wypadku jest "autorem", a kto "obiektem" sztuki?

Zapewne niebawem dojdzie do tej "transakcji roku" i jakaś stacja stanie się właścicielem praw do ekskluzywnej śmierci brytyjskiej celebrytki. Na pogrzebie stawią się tłumy. Ukaże się zapewne książka, a następnie ktoś zrobi film. Po latach będzie można jeszcze zarobić na dzieciach, które jako nastolatki albo dorośli mężczyźni będą mogli opowiadać o "nieznanych kulisach" albo po prostu o swoich emocjach i dalszych losach. O ile wówczas będzie ktoś jeszcze chciał pamiętać o nieżyjącej już gwieździe. Ciekawi jeszcze inna kwestia - czy jakiś rzutki projektant wypuści w końcu koszulki z napisem: Nie płakałem po Jade Goody. Można z tego jeszcze wycisnąć sporo funtów.

* Na zdjęciu Jade Goody ze swoim świeżo poślubionym partnerem (Jack Tweed).

10 Comments:

At 11 marca, 2009 17:50, Anonymous Anonimowy said...

Jade umrze na raka i nie ulega kwestii, że jest to straszne umieranie. Rozumiem, że zanim wykona się ostateczne - chce zdążyć z zabezpieczeniem przyszłości swoim dzieciom. Pieniądze zarobione "na umieraniu" przekazane zostaną na rzecz synów Jade. Rozumiem. Tylko jakoś nie potrafię powstrzymać się od szyderczego komentarza: oto i doczekaliśmy czasów, że nie wystarczy już tańczyć na lodzie, śpiewać czy bzykać się w basenie… Chcesz zostać „gwiazdą”? Zrób show z umierania…

 
At 11 marca, 2009 20:57, Anonymous Anonimowy said...

Chyba nie potrzeba juz innych dowodów na tezę o upadku mediów.

 
At 12 marca, 2009 11:08, Anonymous Misza said...

Generalnie zgadzam sie z komenatrzem, poza fragmentem "z kiepskim zapleczem społecznym - rodzice narkomani" (cytuje z pamieci). W jaki to niby sposob ma dyskredytowac sama Jade?

 
At 12 marca, 2009 12:39, Anonymous Anonimowy said...

To nie media upadają, tylko ludzie. I to nie od dziś, ale od dawien dawna - osoby chore, zdeformowane, w jakimś stopniu inne zawsze interesowały gawiedź, to nie jest wymysł naszych czasów, media tylko czynią te zjawiska masowymi, są narzędziem, środkiem do celu. Jakiego celu? Pamiętacie bohaterkę filmu Larsa von Triera "Tańcząc w ciemnościach", która zabiła, by zapewnić swojemu dziecku dobry byt? W filmie jakoś mogliśmy jej współczuć, w rzeczywistości najczęściej źle oceniamy takie postępki. Każdy kij ma dwa końce, a Jade tylko korzysta z tego, co życie jej przyniosło. Nie bronię jej, ale... to przecież jej sprawa. Gorzej bym oceniała tych, dla których stała się gwiazdą.

 
At 12 marca, 2009 14:34, Blogger Patrycja said...

Misza@
to "kiepskie zaplecze społeczne" - to nie było tyle do Pani JG, tylko taka refleksja, że właśnie raczej hm nie miała łatwego startu. A do tego i ten aspekt został w mediach wyzyskany jak przez bohaterkę, która zdjęcie rodziców i siebie z jointem w wieku lat kilku upubliczniła:-)
Anonimowa@
ano zgadzam się w kwestii odbiorców. Złośliwie mawia się: jaki target taki produkt.

 
At 12 marca, 2009 16:24, Anonymous Anonimowy said...

OK - upadają media, upada 'target', 'twórcy'. Swoją droga jakie media taki celebryt. W UK Jade, u nas sfrustrowany pajac z Biłgoraja...

 
At 20 marca, 2009 00:28, Blogger L. said...

Nie zgodze sie z zakonczeniem tego posta. Czytalam wywiad z pewna brytyjka zajmujaca sie rakiem szyjki macicy w UK, ilosc pacjentek zglaszajacych sie w tej chwili na badania wzrosl o 25 proc. Lekarze nazywaja to "efektem Jade Goody". Moral? to co robi ma jednak wiekszy wymiar, i sens. Mimo wszystko.

 
At 20 marca, 2009 22:06, Anonymous Anonimowy said...

Najlepiej wychodzi krytykowanie innych osób.Jade jest osobą która wychowala się w domu bez ojca ,gdzie były narkotyki a mama(jej ukochana)okazała sie lesbiką ....Jakie to ma znaczenie.??..teraz umiera i to co robi ,robi dla zapewnienia przyszłosci dzieciom . To wymaga odwagi i poswiecenia

 
At 21 marca, 2009 14:22, Anonymous Anonimowy said...

nie chcę być złośliwa, ale być może sama zapracowała sobie na tego raka..wirus HPV powodujący raka szyjki macicy przenoszony jest droga płciową i to przez mężczyzn. Życie seksualne tej pani pozostawia wiele do myślenia. To teraz przestroga dla głupich małolat. Zabezpieczajcie się i nie róbcie tego z przygodnymi partnerami, a ograniczycie ryzyko wystąpienia tej choroby u Was.

 
At 23 marca, 2009 15:13, Anonymous Anonimowy said...

Ja nie rozumiem jeszcze czegoś...jest cała masa zdeklarowanych przeciwników takiego sprzedawania sie ludzi w mediach (nie tylko celebrytów),ale jednak cały czas się to świetnie sprzedaje,więc KTOŚ TO JEDNAK KUPUJE!Ludzie nie włączajcie tv gdy nadawany jest np. Moment prawdy a przestaniemy być bąbardowani takimi bzdurami bo przestaną być one opłacalne,to samo tyczy się historyjek w stylu Jade.

 

Prześlij komentarz

<< Home