25.4.09

"Polska - Gazeta Wrocławska" próbuje nadrobić stracony czas. Czy nie za późno?

Patrycja słusznie odnotowuje pojawienie się dziennikarskich blogów na stronie "Polski - Gazety Wrocławskiej". Jestem sceptyczny wobec tej inicjatywy.

Po pierwsze - bo została podjęta o całe trzy lata za późno. Blogi dziennikarzy były zjawiskiem nowym, świeżym i robiącym wrażenie w 2006 r. Czas pokazał, że niektórzy dziennikarze okazali się blogerami wybitnymi (Wojciech Orliński), niektórzy kompletnie nie sprawdzili się w tej roli (Piotr Zaremba), inni radzili sobie nieźle, ale po jakimś czasie porzucili blogowanie (Michał Karnowski). Dziś samo prowadzenie bloga nie robi już na nikim wrażenia. Trzeba umieć to robić.

Po drugie - bo blogi "Polski - Gazety Wrocławskiej" zostały najwyraźniej wprowadzone odgórnie, przymusowo. Z właściwą sobie arogancją wprost pisze o tym w swoim pierwszym wpisie Aleksander Malak, czyli Andrzej Bułat - notabene niegdysiejszy redaktor naczelny "Gazety Robotniczej", poprzedniczki "Polski - Gazety Wrocławskiej". To jego zaskakujące wyznanie całkowicie dyskredytuje blogerską inicjatywę "P-GW".

Zresztą na koniec swojego wpisu Bułat zniechęca czytelników do komentowania. Z blogerskiego punktu widzenia to gorzej niż zbrodnia.

Kierownictwu "P-GW" podpowiadam: lepiej żeby dziennikarz nie blogował, niż żeby robił to pod przymusem. Jest ryzyko, że ta inicjatywa zakończy się klęską. I to szybko.

Co robić? Podpatrzyć jak robią to najlepsi. Budować tematyczne społeczności wokół blogów (tu wzorcem dla Marcina Rybaka może być blog Pinia o korupcji w polskim futbolu). Oferować jakąś wartość dodaną, której nie znajdziemy w gazecie, a która nie będzie ograniczała się do zdawkowych uwag o pogodzie i własnym samopoczuciu. Pokazywać kulisy własnej pracy.

Paradoksalnie, wielkim atutem tej inicjatywy może być wspomniany Andrzej Bułat. Jego narzekania na blogowanie są tak zaskakujące, że już same w sobie tworzą pewną wartość dodaną. Byle tylko znaleźli się internauci, którzy zechcą to czytać i - na złość autorowi - komentować.

Nawiasem mówiąc, Bułat to człowiek, który swego czasu przeprowadził akcję sprzedaży "Gazety Robotniczej" niemieckiemu koncernowi Verlagsgruppe Passau. Z perspektywy czasu uważam, że było to najważniejsze wydarzenie na wrocławskim rynku prasowym po 1990 roku.

Gdyby Andrzej Bułat zechciał blogować o kulisach tamtej operacji i np. o realiach pracy w "Gazecie Robotniczej" za czasów PRL, a zwłaszcza podczas przełomu 1989 roku - jego blog mógłby być naprawdę interesujący. Byle pisał szczerze, obszernie, nie stroniąc od mocnych ocen. Tu wzorcem może być świetnie znany Bułatowi (i cytowany przez Patrycję) Adam Kłykow.

W erze Twittera, społeczności i multimediów zmuszanie dziennikarzy do blogowania trąci myszką. Tym bardziej radzę jakoś "podkręcić" ten projekt ;)

9 Comments:

At 26 kwietnia, 2009 09:38, Anonymous Anonimowy said...

Bułat szczerze i mocno? ta:-)

 
At 26 kwietnia, 2009 09:43, Blogger Patrycja said...

Idiotyczny pomysł wykorzystywania blogów czy w ogóle interaktywności internetu do najróżniejszych dziwnych przedsięwzięć -to ostatnio dość częste zjawisko. Być może czas zrobić taki temat: najbardziej nieudane blogerskie inicjatywy, mijające się z "ideą". Jest trochę tego. Ostatnio usłyszałam o jednym "niesamowitym pomyśle" z Wro, ale to w wolnej chwili opiszę bo trzeba ochłonąć z szoku:-)))
Co do "Gazety Wrocławskiej" -problem jest też taki, że jak na razie mamy do czynienia ze zwykłymi felietonami wklejonymi w pasek blog. I tyle.

 
At 27 kwietnia, 2009 09:45, OpenID analogicznie said...

one nie sa nawet zwykle - felietony
ona sa zwyczanie na sile
pisane
raz i wystarczy

 
At 27 kwietnia, 2009 10:48, Anonymous Anonimowy said...

Jeśli felietony Bułata drukowane w P-GW są przeważnie nijakie, to co wymagac od jego wpisów do bloga???

 
At 27 kwietnia, 2009 10:51, Anonymous Anonimowy said...

Dodałbym uczciwie, że warsztat dziennikarski to Bułat z pewnością ma, ale jest wyprany z pomysłów na felietony

 
At 27 kwietnia, 2009 10:55, Anonymous Anonimowy said...

Sorry, szanowni właściciele 5W: nie wstyd Wam tych "26 kwiecień", "27kwiecień" itd.? Po "polskiemu" tylko "kwietnia"!

 
At 27 kwietnia, 2009 12:39, Blogger Patrycja said...

Anonimowy@ ha ha - a "sorry" to po "polskiemu"?:-)

 
At 27 kwietnia, 2009 12:59, Blogger Łukasz said...

Anonimowy z 10.55... Ten ton, ta koncentracja na polszczyźnie, TEN, a nie inny artykuł, pod którym ukazuje się właśnie Twój komentarz...

Kogoś mi to przypomina ;)

Myślę, że Patrycja ma podobny ciąg skojarzeń :)

 
At 27 kwietnia, 2009 14:53, Blogger Patrycja said...

:-)
...pewnych spraw nie da się zapomnieć...

 

Prześlij komentarz

<< Home