17.12.06

Medialny triumf Web 2.0. Ale co dalej?

Mijający rok należał do Web 2.0, do drugiej, naprawdę interaktywnej generacji internetu. Ukoronowaniem tego faktu jest decyzja tygodnika "Time" o przyznaniu tytułu Człowieka Roku "Tobie" (czyli Nam, Mnie, Jemu, Jej itd.) - każdemu z nas, kto jako internauta dokłada się swoim działaniem, swoją twórczością do rozwoju zasobów globalnej Sieci. Mówiąc krótko, Człowiekiem Roku jest Web 2.0.

Nie chce mi się tu wchodzić w niszowe spory o sensowności samego terminu "Web 2.0". Ani dywagować czy to prawda, że "już 10 lat temu internet był pełen oddolnych inicjatyw i serwisów społecznościowych". Może był. Ale jeśli tak, to dla nielicznych. Teraz robią to masy.

Jak dla mnie, Web 2.0 określa nie tyle kolejne stadium rozwoju internetu, co przede wszystkim pewien zestaw ludzkich zachowań. Na swój własny użytek streszczam je kilkoma znanymi skądinąd hasłami:Web 2.0 dzieje się od dołu do góry. Tytuł przyznany przez "Time" to nie jedyny przykład na to, że ów wspaniały fenomen dostrzegły duże media. Oto tego samego dnia "Gazeta Wyborcza" obszernie analizuje rozwój blogów. A Krzysztof Urbanowicz (jeden z czołowych propagatorów Web 2.0 w Polsce) opowiada, jak to od niedawna po narzędzia Web 2.0 sięgają największe amerykańskie redakcje, na czele z "The New York Times".

Ale co będzie dalej? Tego nie wie nikt. Niemniej, pospekulujmy.

Na krótką metę - będziemy obserwować coraz bardziej agresywne próby komercjalizacji Web 2.0. Niedawno wspominałem, czym grozi komercjalizacja blogosfery:
Stąd już tylko krok do sytuacji, gdy miejsce miliona spontanicznych, oddolnych blogów zajmie kilka prężnych, korporacyjnych platform blogerskich, w których role blogerów będą grać przeszkoleni i zdyscyplinowani profesjonaliści.
Na dłuższą metę - nie wiemy czy ludziom będzie się chciało być twórcami, producentami, nadawcami. Może znów oddadzą się słodkiemu lenistwu, jakie zapewnia codzienna konsumpcja telewizji? Też o tym niedawno pisałem:
Może być tak, że media będą w coraz większym stopniu przestrzenią oddolnej kreatywności. I będą nadal rozwijać się w modelu Web 2.0. Ale może być i tak, że na dłuższą metę ludzie okażą się leniwi i bierni. Będą woleli treści podane im przez kogoś na tacy. To oznaczałoby renesans tradycyjnych mediów – tyle że w większym stopniu dostępnych przez internet. O tym, że tak właśnie może być świadczy rozwój telewizji cyfrowej. W Polsce działają już trzy platformy cyfrowe, mają łącznie może nawet 2 mln abonentów. A przecież to tak naprawdę zwykła, tradycyjna telewizja – tyle że lepsza i bogatsza.
W każdym rozkwicie jest ziarno upadku. Może więc powinniśmy przyszykować się na zmierzch Web 2.0? Ale co będzie później?

3 Comments:

At 18 grudnia, 2006 10:09, Anonymous Anonimowy said...

Tam gdzie masa, za masą pieniądze... Z drugiej strony to komercyjne rozwiązania (kilka) łatwiej kontrolować w stosunku do wielu rozwiązań :> Jaka jest jednak gwarancja na to, że ci którzy znudzą się jednak komercyjnymi rozwiązaniami, nie zaczną zakładać własnych niekomercyjnych. Bo gdyby założyć, że w przyszłości ludzie będą leniwi na tyle by powrócić do TV, to zakładamy, że to lenistwo odwróci ich od internetu. Czy jednak można zakładać, że ludzie odwrócą się od medium, które umożliwia im swobodę wypowiedzi, przepływu informacji. Internet zawsze był nie do skontrolowania ze względu na rozmiar i szybkość pojawiania się informacji. Jedyne i główne zagrożenie wg mnie to anonimowość. Anonimowo, tak jak ja teraz, można wszystko. Tak wiem w Internecie nikt nie jest anonimowy, ale występuje duża trudność, przeszkoda do przeskoczenia w celu poznania anonima. O komercjalizacje bym się nie bał. Bo w telewizji jest wszędobylska. Więc albo ludzie się przyzwyczają do nachalnej reklamy, albo zastąpiona będzie bardziej inteligentnym sposobem "prezentacji" bądź odmiennym stylem jej prowadzenia (np. klienci lojalnościowi, to oni dostarczają najwięcej zysków firmom wg analiz). Tak więc specjalistom nie jestem, ale pokuszę się o własną dość może daleko idącą wizję. Internet ewoluuje jak wszystko (technika, nauka). Kolejny Web - mniej anonimowy, poza dużymi serwisami, skupiony może wokół mniejszych społeczności, może nawet stanowiący komercyjne rozwiązanie. Pośrednictwo w relacjach sprzedawca klient. Serwisy społecznościowe wokół popularnych produktów, firm. Zastępując stare i czasami skostniałe, sztywne i sztuczne BOK-i. A ludzie są inteligentni, szybko wyczują manipulacje. Można dać się oszukać, ale ze szkodą dla kogo?

 
At 18 grudnia, 2006 15:33, Anonymous makowski said...

a czym "groził" wynalazek druku?
bo przecież też tak wtedy spekulowano...
komercjalizacja Pisma Św. nadmierne upowszechnienie czytania wśród Maluczkich...
przepowiadano same kłopoty...;-)
ps.
web 2.0, 3.0, 666.o...
to tylko nazwy. które nie opisują rzeczywistości; a jedynie próbują porządkować...
ps.
>> Anonymous ma rację: mniejsze społeczności...

 
At 20 grudnia, 2006 16:00, Blogger Mike said...

Hej.

Jak dla mnie to trochę przesadzasz z tym "lenistwem ludzi". Jasne jest, że nie wszyscy ludzi nagle rzucą się do pisania blogów, uzupełniania Wikipedii i wkładania swoich filmików na YouTube. Ale ilekolwiek to będzie osób, na pewno będzie to więcej 'głosów' usłyszanych, niż jeszcze 5 lat temu.
Jak dla mnie ten proces przypomina odrobinę, proces kształtowania się demokracji we współczesnych czasach. Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że są słyszalni i wykorzystują to na maxa.
Według mnie wchodzimy w okres demokracji wirtualnej, gdzie dopełnieniem oddania głosu na partię, jest wyrażenie swojej opini na forum.
I tak jak nie było siły, która jest w stanie zatrzymać demokrację (ze wszystkimi jej wadami), tak samo nie będzie siły zatrzymania tego oddolnego ruchu internetowego.

Pozdrawiam Ludzi Roku (TM),

M

 

Prześlij komentarz

<< Home