26.1.09

Miłość Kazimierza, rozwód Marcinkiewicza

Kazimierz Marcinkiewicz (były premier od yes, yes, yes!!!) rozwodzi się dla (jeszcze chwilowo) tajemniczej młodej blondynki, którą poznał w Londynie. Informację podał jako pierwszy Super Express, następnie tematem zajęły się plotkarskie portale, a za nimi "poważne media" oraz politycy. Afera Kazimierza co żonie o rozwodzie powiedział w Wigilię przy opłatku ma szansę stać się hitem zimy.

Marcinkiewicz to bohater niczym z case study pracowni PR. Zaistniał jako premier z Gorzowa, atrakcyjny produkt Prawa i Sprawiedliwości. Kiedy "rozwiódł" się z rządem i partią Jarosława Kaczyńskiego, obóz PO zaczął spoglądać na byłego premiera ciepłym okiem. Stąd nieustanne spekulacje kim to w przyszłości Kazimierz Marcinkiewicz ma szanse zostać. Do chwili, gdy przyszłość premiera ostatecznie nie zostanie zaprojektowania, główny bohater przebywa w Londynie nabierając doświadczenia w światowych i europejskich kwestiach oraz meandrach gospodarczych oraz szlifując swój wizerunek. Można odnieść wrażenie, że to podczas pracy nad nowym "wcieleniem" okazało się: moje stare życie w Polsce nie przystaje do nowych potrzeb pełnego ekspresji Europejczyka. To tak sobie żartujemy, bo jak na razie o kulisach "miłości Kazimierza" mało wiadomo, oprócz zakupu pierścionka zaręczynowego dla swojej wybranki (w obecności fotoreporterów) i kilku zdawkowych słodkich zdań na temat wyjątkowości narzeczonej.
I co dalej droga Filipinko?
Ano Marcinkiewicz może za swój "rozwód" sporo zapłacić. Komentarze są raczej sceptyczne, albo mało przychylne. Nawet matka byłego premiera nie zostawiła na synu suchej nitki. Opinie internautów pod postami o "romansie premiera" również zdecydowanie na nie. Myśl o przerobieniu całej sprawy na analogiczne dzieje vide Nicolas Sarkozy et Carla Bruni to rzecz ryzykowna i łatwo o śmieszność.
Jest jeszcze inny aspekt całej sprawy. Marcinkiewicz, były nauczyciel, działacz na rzecz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, raczej konserwatysta, przeciwnik wychowania seksualnego w szkołach, sceptyczny wobec liberalnych nowinek i tak dalej... nagle zaczyna iść drogą luzaka, który w wieku 50. lat przeżywa drugą młodość. Ta metamorfoza zaczęła się już wcześniej, kiedy to premier zaczął na swoim blogu opisywać radość z szaleństw na dyskotekach. Później, podczas swoich wystąpień w telewizyjnych show, również kreował się na ostrego gracza (ale dżentelmena) i sugerował, że jeszcze wszystkich zaskoczy.
I tak się stało.
Wątpliwe jest aby swym posunięciem wzbudził falę sympatii, która przełoży się na sondaże (a to dla naszych polityków najbardziej się liczy). Owszem - znany będzie, pisać - napiszą, ale czy poprą? Chyba, że decyzja Marcinkiewicza jest spowodowana czymś zupełnie innym: pogodzeniem się, że w polskiej polityce nie odegra już żadnej poważnej roli i w sumie to wszystko mu jedno. Bo gdyby nie Marcinkiewicza etos i wartości do których wcześniej pretendował, cała sprawa miałaby nieco inny ciężar.
Po pierwsze: pozostawienie żony z czwórką dzieci jakoś jednak ciągle u nas uchodzi za ekstrawagancję (choć wielu to praktykuje, to jednak nie-wielu akceptuje:-). Po drugie: łatwiej przyzwyczaić się do figury od lewicowca do konserwatysty niż od prawicowca do libertyna :-)

Ps. Były premier na swojej stronie wspomina, że lubi m.in. wokalistkę Amy Winehouse, ta zaś na swoim albumie Back to Black ma piosenkę pod tytułem Love Is a Losing Game, takie motto?

11 Comments:

At 26 stycznia, 2009 14:49, Blogger boguslaw said...

Większość tych gości z wartościami na ustach tak postępuje.

 
At 26 stycznia, 2009 19:59, Anonymous Anonimowy said...

Kobieta potrzebuje partnera ,a nie
palanta!!!!!!

Kazio to palant i spalony dupek!!!!!!!!!!!!

 
At 26 stycznia, 2009 20:26, Anonymous Anonimowy said...

"Po pierwsze: pozostawienie żony z czwórką dzieci jakoś jednak ciągle u nas uchodzi za ekstrawagancję..." Mam nadzieję, że dołączymy do najlepszych i zaczniemy to uważać za normalność.

 
At 27 stycznia, 2009 12:20, Blogger Patrycja said...

Anonimowy@ .... jakoś nie sądzę, choć zacytowane przez Ciebie zdanie pisałam z lekką ironią to raczej myślę (obserwując sobie nasz świat), że nie dołączymy do "normalności"

 
At 27 stycznia, 2009 14:14, Anonymous Anonimowy said...

Przeczytałam właśnie: Marcinkiewicz sugeruje, że zostanie lokomotywą wyborczą PO w wyborach do Europarlamentu i chwali się jakoby to on już rok wcześniej przewidział scenariusz: Tusk na prezydenta, Schetyna na premiera.
Panie były premierze,
my tu we Wrocławiu już to od dawna wiemy i proszę nie podpisywać się pod cudzymi wnioskami i nie chwalić się nie swoimi zdolnościami analitycznymi.
Z poparciem PO do Eurolandu? Skaranie boskie z tymi chłopami. Ledwie nową babkę wyrwał już musi po Europie obnosić i zarabiać na życie salonowe.
A może wyborcy zrobią mu psikusa i zorganizują społeczną akcję: dość tego hasania po polityce i dziewczynach i ogłoszą bojkot poparcia dla takiego kandydata.
Bo jak zaufać facetowi co najpierw rzuca kolejne ugrupowania, potem własne wartości i żonę z rodziną i jeszcze każe wszystkim to akceptować?

 
At 27 stycznia, 2009 20:37, Anonymous Anonimowy said...

W naszym społeczeństwie nadal panuje przekonanie, że "dla dobra rodziny ...i dla dobrej opinii" lepiej ciągnąć nieudany związek z zaciśniętymi zębami i przyklejonym gymasem w formie uśmiechu, niż pozwolić by człowiek wybrał własną drogę.

Nie ma chyba większej hipokryzji niż stawianie z wzór rodziny która trwa pogłebiając wzajemną obojętność i doskonaląc się w sztuce zachowania pozorów.

Każdy sam powinien podejmować decyzje. Pan Kazimierz podjął decyzję, którą uznał za słuszną z jego punktu widzenia i za to go cenię.

...a tajemnicza blądynka zapewne spędza wielu sen z oczu :)

 
At 27 stycznia, 2009 21:48, Anonymous Unicorn said...

"W naszym społeczeństwie nadal panuje przekonanie, że "dla dobra rodziny..."
No pewnie, dzieci utopić i kochankę brać :> Normalność? Something się komuś pojebałos.

 
At 28 stycznia, 2009 00:39, Anonymous Piotrek said...

@Jednorożec

Nothing się nikomu nie pojebałos:) Przedmówca napisał - mniej więcej
- że w życiu trzeba się kierować tzw. sercem, i nie ściemniać publicznie ku uciesze moheru i sondaży. Nie przyuważyłem nic o topieniu dzieci;)

 
At 28 stycznia, 2009 13:46, Anonymous Anonimowy said...

aaaa wcześniejsze pro-rodzinne wystąpienia i wartości K.M to co? To w takim razie mało ważne było i kłamliwe? Prawdziwa miłość? A czwórka dzieciaków z małżeństwa to nie była miłość tylko obowiązek?:-)

 
At 28 stycznia, 2009 17:36, Anonymous Unicorn said...

Kaziu to taka popierdółka i jeśli braliście jego gadki na poważnie = branie na poważnie gadki Donaldu.
Dowód sporej naiwności.

 
At 28 stycznia, 2009 22:30, Blogger Patrycja said...

Unicorn@
Jeśli Kazimierz jest/był "popierdółką" i nie należało brać go na poważnie... to jak potraktować innych. Właściwie w tym kontekście każdy może okazać się "popierdółką" jeśli tylko zaistnieje niewygodna okoliczność :-)

 

Prześlij komentarz

<< Home