14.1.09

Skargi na reklamę czyli seks, przemoc i religia



Skarżymy się na reklamę. I to coraz bardziej. W 2008 roku Polacy protestowali cztery razy częściej niż w 2007 roku. Oburza nas w reklamie obrażanie uczuć religijnych i wartości. Jak się okazuje najbardziej kontrowersyjny i drażniący jest outdoor (m.in bilbordy). Nadmierna nagość, wulgarność, igranie z wiarą, udział dzieci w kontrowersyjnych projektach... - to nie przejdzie bez uwagi. Co ciekawe nie skarżymy się na materiały promocyjne partii ani polityków - choć bardzo wiele skarg dotyczy wprowadzania w błąd przez reklamę :-)

W ubiegłym roku dostało się firmie Virginity za kampanię wykorzystującą motyw dziewictwa i wstrzemięźliwości seksualnej młodych ludzi. Materiały promujące tę markę odzieżową, skarżący uznali za cyniczne. Nie oszczędzono także kampanii Mobilking (telefonia dla prawdziwych mężczyzn:-), a np. dziewięć skarg dotyczyło plakatów do filmu Frontiere(s) (to francuska produkcja o sadystycznych nazistach, którzy na dodatek praktykują kanibalizm. Recenzję filmu możecie przeczytać na blogu Pinia o horrorach).

Reakcja na treści reklamowe, krytyka lub protesty to prawo konsumenta i przykład działań, które pokazują, że jednak coś nas jeszcze bulwersuje, wbrew powszechnym opiniom o ogólnym zmanierowaniu społecznym. Oczywiście, można dyskusję wokół reklamy potraktować jako punkt wyjścia do rozmów na temat konsekwencji wolności twórczej, "dulszczyzmu", albo nadmiernego poszukiwania kontrowersji przez "kreatywnych" z agencji reklamowych. Bo prawda jest też taka, że to co jednego oburza, dla innego znaczy tyle co nic - i zawsze będziemy mieli jakiś powód do "kłótni". Inna rzecz: nasze rodzime reklamy to naprawdę pikuś w porównaniu z "za granicą".
Wróćmy na chwilę do kampanii Dziewictwo - Virginity. Rozumiem: zestawienie młodzieżowe ciuchy-religia-cnota obraziło wierzących, którzy zdecydowali się na złożenie skargi do Rady Reklamy. Ale spójrzmy na to z innej strony... Materiały nie były wulgarne, ani przedstawione postaci nie pokazano w sposób arogancki czy brzydki. Wręcz odwrotnie. Czy w takim razie rozsadzająca ramy bilbordów pani z powiększonym do monstrualnych rozmiarów biustem, odziana w kusą bieliznę jest zdecydowanie mniej kontrowersyjna dla odbiorcy publicznego? Tak się zastanawiam. A może w ogóle "wysadzić w powietrze" całą reklamę pod pozorem wprowadzania w błąd konsumenta. Wszak przy powszechnym i coraz bardziej spektakularnym zastosowaniu pakietu CS3, mało która "rzeczywistość" oferowana nam przez promocję ma w ogóle coś wspólnego z rzeczywistością. A co do haseł reklamowych... hm, to raczej sprawa kunsztu warsztatu copywritera niż emanacja cudownej mocy produktu. Tym bardziej dziwi brak skarg na kampanie i materiały partii i polityków:-)

Jeśli chodzi o temat kontrowersyjnych reklam, to w numerze magazynu Outdoor Media z października 2008 roku, ukazał się obszerny raport o "zakazanych" kampaniach z szczególnym uwzględnieniem sex for sales. Budowanie komunikacji opartej o drapieżny i kontrowersyjny przekaz nie jest tylko i wyłącznie domeną niszowych firm albo marek od podstaw zbudowanych na skojarzeniach "kontra". Jak się okazuje po tego rodzaju "ostrzackie" zagrania sięgały takie "spokojne" marki jak Lavazza (kawa) czy Heinz (ketchup), Puma (sportowe ciuchy) Jedną z najbardziej atakowanych kampanii outdoorowych były reklamy Dolce&Gabbana te z sugestią gwałtu zbiorowego. Co ciekawe, najczęściej pokazywano przy tej okazji materiał z leżącą kobietą w roli sugerowanej ofiary, a jak się okazuje jest też wersja z mężczyzną... na którego zamierza się inna grupa mężczyzn. Poraził też fotos reklamujący niemiecki magazyn kolorowy z szampanem, psem i blondynką w kusej kiecce podciągniętej do bioder. Nie chcę nawet wspominać, gdzie pysk owczarka niemieckiego (bo takiej rasy to był psiak) został umieszczony...

Pozostawiając na boku sex for sales i inne obrazoburcze zagrania kreatywnych i grafików z agencji reklamowych. Zastanawia mnie jedno: dlaczego nie protestują mieszkańcy niektórych polskich miast przeciw wizerunkowi ich metropolii? Ostatnio przetoczyła się przez Wrocław fala bilbordów reklamujących Rawicz... pod względem estetycznym i komunikacyjnym było to karygodne wykroczenie przeciw estetyce, harmonii i warsztatowi współczesnego reklamiarza. Ale to nie tylko problem tego miasta.
A skoro jesteśmy przy kampaniach i promocji miast oraz regionów. Już za pasem luty, zdaje się, że czka nas premiera rozwiązań Grupy Eskadra dla Dolnego Śląska. Mamy nadzieję, że zespół poradzi sobie lepiej niż w Białymstoku:-)

4 Comments:

At 14 stycznia, 2009 18:53, Blogger Wojtek said...

nie ma firmy Virginity a House :)

 
At 14 stycznia, 2009 21:02, Anonymous tolep said...

Reakcja na treści reklamowe, krytyka lub protesty to prawo konsumenta i przykład działań, które pokazują, że jednak coś nas jeszcze bulwersuje, wbrew powszechnym opiniom o ogólnym zmanierowaniu społecznym.

Z tym, że zazwyczaj ktoś, kto próbuje dać wyraz zbulwesowaniu, pokazać, ze w ogóle istnieją jakieś granice moralności, dobrego smaku itp. - jest gromko przez media wyśmiewany.

 
At 14 stycznia, 2009 23:07, Blogger Matusz said...

Jeśli chodzi o Białystok to Eskadra z tego wyszła bardzo zwinnie. Skory jestem im uwierzyć. Co więcej cieszy postawa prezydenta Białegostoku, który próbuje to po cywilizowanemu rozwiązać. BTY czy ktoś bez tej "afery" wiedziałby o nowym logo Białegostoku?
Wiadomo, że najważniejsze mówić o reklamie a kontrowersja jest najłatwiejsza, no i chyba skuteczna, bo wielkie media bardzo często się takimi rzeczami interesują.
Mnie dawno nic nie wzburzyło. Może mało widziałem:)

 
At 15 stycznia, 2009 12:42, Blogger Patrycja said...

Wojtek@: ha ha, nawet już nie House, ale grupa LPP. Źle użyłam formy "firma". Powinno być marka.
Tolep@: mimo wszystko uważam, że nie ma co wyśmiewać. Bo raz: ktoś jednak bierze to pod uwagę (wszak wpis jest o tym), po drugie: mieliśmy do czynienia z reakcją na protesty (zmiany kampanii), po trzecie: moim zdaniem ciągle jest za mało reakcji na treści reklamowe :-)
Mateusz@: Eskadra może pozwolić sobie na "zwinność". Inne agentury już dawno w tej sytuacji oberwałby po głowie. Nowego logo nie widziałam. Ale ja już kiedyś napisałam, że w przypadku brandu/promocji miast/regionów nie spodziewam się cudów.
Kontrowersje - nie są wcale takie proste, bo łatwo o nie-smak, a skuteczność? To sprzedaż decyduje o skuteczności, a nie tylko jeden czy drugi tekst w mediach. Była taka sprawa w ubiegłym roku z energy drinkiem Cocaine, sporo hałasu, zakazy, kontrole, a czy przełożyło się na rynek? Jakoś jednak nie.
Co bulwersuje? Mnie to może nie tyle bulwersuje coś konkretnego (chyba tylko brak gustu;-), ale na pewno sex for sales nie lubię, bo moim zdaniem zabija subtelny urok erotyki jako takiej.
A i jeszcze rozśmieszają mnie reklamy masowych produktów lansowanych jako marki kontrkulturowe, albo selektywne.

 

Prześlij komentarz

<< Home