31.12.08

Ochłapy za internowanie...

Powoli kończą się procesy dotyczące zadośćuczynienia za internowanie w czasie stanu wojennego. We wtorek miałem okazję być na jednej z takich spraw, gdzie były opozycjonista starał się o maksymalne zadośćuczynienie w wysokości 25 tysięcy złotych. W pierwszym procesie dostał 3,750 złotych, Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podniósł jednak tę kwotę do 10 tysięcy.

Ryszard Czech pracował na początku lat 80. we wrocławskim MPK. Był internowany przez 2,5 miesiąca. W czasie gdy przebywał za kratkami, jego żona często była wzywana do SB na przesłuchania. Po jednym z nich trafiła do szpitala, gdzie poroniła. Pan Ryszard po wyjściu na wolność został zmuszony przez SB do zwolnienia się z pracy. Ponieważ został bez pieniędzy, z wilczym biletem nie miał szans na zatrudnienie, skorzystał z sugestii esbeków i wyjechał do Francji. Tam zresztą żyje do dziś. W pierwszym procesie Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał, że byłemu opozycjoniście należy się niecałe 4 tysiące złotych. Sąd Apelacyjny podwyższył wysokość zadośćuczynienia do 10 tysięcy (argumentów sądu i prawnika opozycjonisty można posłuchać tutaj).
Kwota ta jednak wydaje się nadal żenująco niska. Łącznie w sądach okręgu wrocławskiego wnioski złożyło niespełna 300 osób. Czy rzeczywiście byłoby to tak duże obciążenie dla skarbu państwa gdyby wszystkim wypłacić maksymalne zadośćuczynienie? Chyba nie...

Kiedy w styczniu pisałem na ten temat po raz pierwszy to pytałem czy jest sens starać się o zadośćuczynienie. Adwokat reprezentujący Ryszarda Czecha przekonał mnie, że warto. Ludzie, którzy nie potrzebują bowiem tych pieniędzy mogli by je przekazać na rzecz swoich kolegów, którzy "klepią biedę"...

Etykiety: , , , , , ,

4 Comments:

At 31 grudnia, 2008 10:40, Anonymous m. said...

"Ludzie, którzy nie potrzebują bowiem tych pieniędzy mogli by je przekazać na rzecz swoich kolegów, którzy "klepią biedę"..."

Przekażą albo nie przekażą. Jak to wyegzekwować? Od jakiej kwoty nie potrzeba "więcej pieniędzy"? Taka argumentacja to tylko listek figowy. Pewnie nigdy do końca nie zrozumiem trudnej sytuacji, w jakiej Ci ludzie się znaleźli, ale nie rozumiem, dlaczego moje pieniądze mają iść na cel, który sugeruje, że ta walka nie była jednak tylko ideowa.

 
At 31 grudnia, 2008 10:54, Blogger pinio said...

Jest takie stowarzyszenie, które zajmuje się pomocą. Tam mogłyby trafiać te pieniądze. Oczywiście chodzi o opozycjonistów, którzy zrezygnowali o odszkodowań bo dobrze się im powodzi i chcieliby wykonać taki gest. A dlaczego nasze pieniądze? Bo tym ludziom po prostu się one najzwyczajniej należą...
Nie wiem czy zwykły opozycjonista z wrocławskiego MPK walczył z komuną bo chciał zmiany systemu czy po prostu normalności...Ważne jest, że on coś robił, a inni nie...

 
At 31 grudnia, 2008 11:35, Anonymous M. said...

"Jest takie stowarzyszenie, które zajmuje się pomocą."

Git, niech pomagają. Niech będą OPP i zbierają 1%, niechaj mają fundusze na pomoc. Niech ubiegają się o dotacje i sponsorów. Ale sądowe wygrywanie odszkodowań mi się nie podoba. Pomoc powinna być fakultatywna, nie obligatoryjna. Nie wiem, czy budżet sobie na to pozwolić, ale mi raczej chodzi o zasadę w ogóle.


"Ważne jest, że on coś robił, a inni nie..."

To znaczy że jest to forma zapłaty dla walczących od niewalczących?

Bardzo nie podoba mi się to, co piszesz. Co to za podział? Inni próbowali normalnie żyć. Czy to, że ktoś zamiast poświęcać zdrowie swoich najbliższych starał się egzystować w rzeczywistości poprzedniej epoki jest dla niego ujmą?

Dobrze że walczyli, przykro że ponosili ofiary, ale walcząc z wrogim systemem człowiek powinien zdawać sobie sprawę z grożącego mu i jego bliskim zagrożenia. Ubolewam z faktu, że wiele osób ucierpiało z powodu swej działalności opozycyjnej, ale przyznanie im wszystkim finansowej bonifikaty jest niemożliwe. A przyznawać tylko tym potrzebującym? Jak ustalić kryteria? Poza tym jak udowodnić, że trudna sytuacja materialna w roku 2009 jest konsekwencją działań władzy sprzed ponad 20 lat?

 
At 31 grudnia, 2008 11:49, Blogger pinio said...

To nie tak. Ja nie potępiam tych co nic nie robili. Zresztą byłoby to głupie bo sam przecież wtedy miałem 11 lat. Chodzi mi tylko o to, że skoro mamy ciągłość państwa, a Ci ludzie byli prześladowani przez komunę (bo tak to trzeba nazwać) to należy im się słuszne odszkodowanie. I nie tylko za to, że byli internowani - raczej za konsekwencje tego internowania. A tych ludzi nie ma wcale tak dużo... To nie to samo gdy wypłacano odszkodowania za represje stalinowskie - tam ludzie siedzieli latami lub byli skazywani na śmierć i budżet sobie jakoś poradził z gigantycznymi, milionowymi odszkodowaniami. Ale oczywiście jest i druga tego strona. Jak damy tym to odbierzemy innym (pielęgniarkom, nauczycielom - jak mówił mi kiedyś Leszek Budrewicz)...

 

Prześlij komentarz

<< Home