9.12.08

Wrocławscy skłotersi walczą z Polską w Strasburgu

W czerwcu 1997 r. policja najechała skłot Rejon 69 we Wrocławiu. Biła zastanych tam ludzi. Czy złamała Europejską Konwencję Praw Człowieka? Tak twierdzą poszkodowani. Ich skargę na polskie państwo rozstrzygnie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Skłotersi
(inaczej: squattersi) to ludzie, którzy zajmują pustostany, by w nich mieszkać, ale też np. tworzyć. Wiele z takich skłotów (lub squatów) to prawdziwe centra kultury niezależnej. Taki charakter miał Rejon 69 - skłot, który działał we Wrocławiu, przy ul. Reja 69 (stąd nazwa) w drugiej połowie lat 90.

To właśnie tam jedenaście lat temu wpadła policja. I choć Rejon 69 od dawna nie istnieje - a jego mieszkańcy rozjechali się po świecie - to główni poszkodowani w tamtym zajściu nadal walczą o uznanie ówczesnej interwencji policji za bezprawną.

7 grudnia na stronie poznańskiego skłotu Rozbrat ukazała się taka oto informacja:

"W 11 lat po napaści policji na skłot Rejon 69 we Wrocławiu sprawa Rachwalski i Ferenc przeciwko Polsce zostanie rozpatrzona przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Skarga nr 47709/99 została wniesiona przez Piotra Rachwalskiego (reprezentującego wówczas skłot Rozbrat z Poznania) i Agatę Ferenc (skłot Rejon 69 Wrocław). Po długiej, 9 letniej procedurze 21 października 2008 roku trybunał w międzynarodowym składzie 7 sędziów (w tym z Polski karnista Lech Garlicki) ostatecznie dopuścił skargę do rozpatrzenia przez ETPCz.

Przypomnijmy fakty: w nocy 14 czerwca 1997 r. pod skłot Rejon 69 przy ul. Reja we Wrocławiu podjechała policja, rzekomo szukająca właściciela jednego z samochodów zaparkowanych przed budynkiem. Przed budynek porozmawiać z policjantami wyszli Agata Ferenc, Dominik Srzednicki i Piotr Rachwalski. Okazało, że policjanci nie chcieli nic wyjaśniać - zaczęli bić pałkami osoby, które wyszły na zewnątrz. Zaatakowani skłotersi wycofali się do domu, pod który za kilka minut podjechała brygada specjalna z długimi pałkami i psami. (...).

Podczas interwencji przebywające w budynku osoby były obrażane, bite, kopane, szczute psami, policjanci zniszczyli też mienie skłotersów. Efektem akcji policji było zatrzymanie Dominika Srzednickiego.

Na drugi dzień pod komendą i prokuraturą odbyła się demonstracja, wynajęto prawnika i ostatecznie na skutek presji demonstracji i mediów uwolniono Dominika, na którym ciążyły fałszywe zarzuty napaści na policjanta.

W ciągu następnych 2 lat, po powiadomieniu przez skłotersów o popełnieniu przestępstwa przez policję sprawę prowadziła prokuratura rejonowa we Wrocławiu - (...) 23 grudnia 1997 roku śledztwo oczywiście umorzyła. (...)

Po zaskarżeniu decyzji o umorzeniu do prokuratury okręgowej, 20 maja 1998 r. śledztwo ostatecznie umorzył - prokurator wojewódzki Andrzej Rola (późniejszy prokurator okręgowy).

Decyzja ta w tamtym czasie była ostateczna. Piotr Rachwalski i Agata Ferenc walczyli jednak dalej - skierowali skargę do ETPCz w Strasburgu. Po 11 latach procedury, przedłużanej przez rząd polski, Sąd wstępnie uznał, iż zachodzą przesłanki, że w czasie napadu policji na skłot doszło do złamania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w art. 3 (wolność od tortur) i art. 8 (poszanowanie miru domowego) w powiązaniu z art. 5 (prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego).

Obecnie zbierane są ostatnie materiały w sprawie. Poszkodowanych reprezentuje dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka".


Dodajmy, że najbardziej znanym skłotem w Polsce jest poznański Rozbrat. Działa od połowy lat 90. Ale od niedawna grozi mu likwidacja z przyczyn prawnych.

W Europie Zachodniej za stolice skłotingu przez wiele lat uchodziły Berlin, Amsterdam i Kopenhaga. Jednak zjawisko to jest znane właściwie całemu światu zachodniemu. Jego dzieje najnowsze sięgają lat powojennych. Prawdziwa eksplozja skłotingu nastąpiła pod wpływem obyczajowych i ideowych rewolt lat 60. i 70.

We Wrocławiu skłotowali już pierwsi hipisi, pod koniec lat 60. Ale za pierwszy współczesny miejscowy skłot uchodził budynek przy ul. Oławskiej (tuż przy "Kameleonie") zajęty przez lokalnych offowców na początku lat 90. Wkrótce spłonął w niejasnych okolicznościach. Jego kontynuacją był skłot przy ul. Purkyniego, vis a vis Panoramy Racławickiej. Działał w 1992 r. Obecnie jest częścią Akademii Sztuk Pięknych.

(Tekst ukazał się jednocześnie w prw.pl).

11 Comments:

At 09 grudnia, 2008 09:37, Anonymous Pbn said...

A wiec zdarzaja sie jeszcze na tym swiecie przyjemne niespodzianki...

 
At 09 grudnia, 2008 13:43, OpenID analogicznie said...

na Olawskiej, tuz przy Kalamburze?
przy Kameleonie (na rogu Olawskiej i Szewskiej)
teraz w tym budynku, co t miesciu sie tam squot sa kancelarie i prywatne gabinety
pamietam jeszcze jak w tv Echo kom rodakiewicz informowal o likwidacji profesjonalnej hodowli maryski, w ktora mial byc zaopatrywany caly Dolny slask
ale to bylo pare krzakow pod lampami w szafie na Squocie wlasnie

 
At 09 grudnia, 2008 13:56, Blogger Patrycja said...

Gdzie oni tam by mieli "grudę" hodować? W tych wyziębionych kamienicznych murach?;-) Choć pewnie na tamte czasy to kilka krzaków mogło za plantację uchodzić.
Tak - przy Kameleonie, a nie Kalamburze:-) był skłocik. Zresztą ściany z "graffiti" można było przez lata oglądać jak ta ruina stała na pół rozebrana. A teraz jest extra apartamentowiec tam... taka zmienność czasu.

ps. a z innej subkulturowej beczki: był ktoś na Satyriconie wczoraj? Bo koncert był zajefajny i ciekawa jestem jak się inni bawili:-)

 
At 09 grudnia, 2008 14:38, Blogger Łukasz said...

Analogicznie,
Oczywiście - przy Kameleonie :) Mój błąd, poprawiony. Dzięki!

 
At 09 grudnia, 2008 18:28, Anonymous Kowal said...

A ktoś pamięta jak był (krótko dość :( ) squat przy śluzie Bartoszowie ?? koło starego pałacyku :D co prawda ciężko było tam ze spaniem po koncertach ;) ale kurcze gdzie teraz można usłyszeć włoskiego Punka albo Hiszpańskiego ;) i to za 7 zl ;) piękne czasy ;)

 
At 09 grudnia, 2008 21:18, Anonymous Anonimowy said...

Od roku nasza ekipa staje na głowie aby spełnić marzenie jednej z chorych fanek Tokio Hotel - koncert i spotkanie z zespołem. Zbieramy autografy zarówno polskich jak i zagranicznych gwiazd, aby potem wystawić je na gigantyczną aukcję charytatywną. W akcji wspomagają nas: gazeta BRAVO oraz stacja VIVA. Mamy wsparcie na prawdę wielu znanych osobistości. Od dziś rusza nasz oficjalny kanał na YouTube.com (link na dole notki). Znajdziecie tam film promujący naszą akcję. Umieściliśmy w nim zdjęcia części prezentów od gwiazd które udało nam się zdobyć. Jest to jednak mała kropla w morzu... Wszystkie zdjęcia na bieżąco będziemy umieszczać w naszej galerii (kategoria Fan Art TEAM 2008). Film dostępny jest w 2 wersjach językowych: polski i angielski. W najbliższym czasie postaramy się dołączyć także inne tłumaczenia filmu.

http://pl.youtube.com/user/FanArtTeamPoland - nasz oficjalny kanał na YouTube.com

http://fanartteam.fa.funpic.de/cpg1416/thumbnails.php?album=396 -nasza galeria

więcej info na:
www.tokiohotel-interclub.com

Ekipa Fan Art TEAM Poland.

 
At 10 grudnia, 2008 13:43, Anonymous Pbn said...

> A ktoś pamięta jak był (krótko dość :
> ( ) squat przy śluzie Bartoszowie ?? > koło starego pałacyku :D

To byl Wagenburg, ktory istnieje do dzis, tyle ze w innym miejscu... Ostatnio Na Grobli nad sama Odra. Koncertow juz chyba nie robia, ale w tym tygodniu ma tam sie np. odbyc pokaz filmu.

Ale, zgoda, ze to byly piekne czasy. No i te punkowe koncerty na Opatowickiej ciagnace sie przez pol nocy...

 
At 10 grudnia, 2008 13:58, Anonymous Anonimowy said...

Ciszy Łukasz, że po latach sprawiedliwość ma szansę zatriumfować. Się było, się pod płotem wz łapami w górze stało i po łydla swoje odebrało. Piękne załoganckie czasy. Trzeba tego pilnować, bo akcja policji nie była niczym innym jak prowokacją, która z tego co pamiętam zaczęła się od pretensji co do otwartego malucha Flachy. A potem rozpętało się piekło. Już prawie zapomniałem... A to przecież w dniu naszego pierwszego (i deynego) koncertu było :-)

oporowski

 
At 11 grudnia, 2008 14:37, OpenID analogicznie said...

>>patrycja

toz pisze: pare krzakow w szafie pod lampami ;)

>>Lukasz
moze ten buond sie wziaou z tego, ze na Olawskiej mieszkal(?) Litwa - w kazdym razie przesiadywau tam

 
At 14 grudnia, 2008 20:21, Anonymous Anonimowy said...

No brzmi to niewierygodnie że po tylu latach sprawiedliwośc miałaby zatriumfowac. Pamiętam tamto wydarzenie na Rejonie. A tego malucha Flachy to jak przez mgłę pamiętam... Tyle to już lat.

 
At 31 sierpnia, 2009 00:59, Anonymous Anonimowy said...

Tak mieszkało się na Oławskiej z Szymonem, Tomkiem, Anką i Kariną, potem doszli inni m.in Tymon, Błażej. To była pierwsza załoga..
To piszę ja - Kudłata z pierwszej załogi Polskiego squatu.

 

Prześlij komentarz

<< Home