9.11.06

Jak ewoluuje polityczna blogosfera w Polsce

Niesamowita jest prędkość, z jaką rozwijają się polityczne blogi. Jeszcze pół roku temu były czymś egzotycznym. Traktowanym z ironią. Wielu polityków i dziennikarzy mówiło o nich niechętnie, z dystansem. A dziś?

Dziś i politycy, i dziennikarze patrzą na siebie z niepokojem w oczach i pytają: czy ja też powinienem mieć bloga? Jak go założyć? Co w nim pisać? Czy podołam?

Te dylematy są autentyczne. Znam je z rozmów z kolegami dziennikarzami i znajomymi politykami. Sam propaguję blogi, więc w takich sytuacjach powtarzam prostą mantrę: "Blog stał się PR-owskim standardem. Dziś bez bloga to jak bez ręki". Itp.

Wszystko przez to, że od kilku miesięcy obserwujemy bezprecedensowy wysyp blogów prowadzonych przez polityków. Zapewne wiele z nich powstało na potrzeby kampanii samorządowej. Na pewno przełomowy okazał się blog byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza (PiS), który wszak uchodzi za mistrza politycznej autopromocji. Gdy zaś za blogowanie wziął się kolejny ekspremier - Waldemar Pawlak (PSL) - stało się jasne, że oto moda na blogi sięgnęła wyżyn polskiej polityki. Że po prostu blogowanie staje się elementem politykowania.

Równolegle kwitną blogi prowadzone przez znanych dziennikarzy i publicystów politycznych. W ostatnich miesiącach w blogosferze pojawiło się m.in. całe grono autorów "Gazety Wyborczej" i "Polityki".

Notabene, cieszę się, że udało mi się namówić na blogowanie Piotra Borysa, wiceprzewodniczącego sejmiku dolnośląskiego mijającej właśnie kadencji (dziś kandydata PO na prezydenta Lubina). Miałem też pewien udział w tym, że bloggerem stał się poseł Ryszard Wawryniewicz z PiS. Oby dołączyli do nich kolejni politycy - zwłaszcza ci z innych opcji.

Z drugiej strony, politycznych blogów jest już tak wiele, że zaraz staną się passe. Większości z nich nikt nie będzie czytał. Stracą swój urok.

Czyżby za rok wszystko miałoby znów być po staremu? I nikt już nie będzie pamiętał o blogach?

Nic z tych rzeczy. Blogi nie znikną. Będą się zmieniać. Rozwijać. Ewoluować. A wraz z nimi internet. Przyjrzyjmy się tej bloggerskiej ewolucji.

Miejsce pojedynczych blogów powoli zajmują platformy bloggerskie. Wpierw były to zbiory blogów dziennikarzy danej redakcji. Pionierski w tym względzie był bodaj polski "Newsweek", który wepchnął swoich czołowych autorów do blogosfery już w czerwcu 2005 r. "Polityka" zrobiła to samo w maju 2006 r. Wkrótce bloga założyła Ewa Milewicz z "Gazety Wyborczej", a po niej kilkoro innych autorów "GW", tworząc w ten sposób swoisty bloggerski kolektyw. Kolejny etap ewolucji to platforma uruchomiona przez Wirtualnemedia.pl (start: sierpień 2006) oraz popularny w ostatnich tygodniach Salon24.pl (start: październik 2006), którego twórcą jest publicysta Igor Janke, zresztą już od grudnia 2005 r. prowadzący blog na Onecie.

Parę dni temu wystartowała bardzo interesująca platforma bloggerska portalu Money.pl. Piszą w niej m.in. Jerzy Hausner, Henryka Bochniarz, Józef Pinior, Marek Zuber i Paweł Poncyljusz. Medioznawca Krzysztof Urbanowicz przywitał ją w swoim blogu z entuzjazmem. Przewiduje, że będzie ona hitem polskiej blogosfery.

Bloggerskie łączenie sił to krok w kierunku tworzenia regularnych, internetowych serwisów publicystycznych. Co będzie dalej? Duże, komercyjne wortale polityczne? Jak pisze Urbanowicz, taki np. Igor Janke "od dawna myślał o (...) zamianie bloga na biznes".

W tej kategorii należy umieścić quasi-bloggerski, polityczny serwis Pardon, uruchomiony w zeszłym tygodniu pod egidą portalu o2.pl. Jednego z największych portali w Polsce. Jak już pisałem, udzielam się w nim. Zresztą Pardon ma naprawdę ambitne plany.

Już teraz Pardon, jako bodaj pierwszy w Polsce, oferuje regularne przeglądy politycznych blogów. I chętnie sięga po bloggerskie niusy/komentarze, traktując je na równi z informacjami agencyjnymi. To także przejaw ewolucji blogosfery.

Jednocześnie polityczni bloggerzy uczą się ciągłego, bezpośredniego kontaktu z czytelnikami. Internautom cierpliwie odpowiada Janina Paradowska z "Polityki". Żarliwe boje stacza z nimi Bartosz Węglarczyk z "Gazety Wyborczej". A fenomenem ostatnich dni jest opisana przez mnie w Pardonie działalność internauty o ksywie Bernard, który uparcie zmusza blogujących publicystów, by publicznie oświadczyli czy wystąpili już do IPN o przyznanie im statusu pokrzywdzonego. Niektórzy Bernardowi odpowiedzieli (m.in. Maciej Rybiński, Bartosz Węglarczyk i Sylwester Latkowski). To świetna lekcja dla potencjalnych bloggerów: zakładając bloga musisz liczyć się z koniecznością prowadzenia stałego dialogu - czasem wręcz sporu - z czytelnikami. Często nachalnymi.

Pojawiają się blogi zbiorowe. Choćby Tok2Szok Piotra Najsztuba i Jacka Żakowskiego. Działa od początku listopada.

Podsumujmy. Primo - bloggerzy łączą siły. Secundo - w ten sposób tworzą nowe serwisy/portale/media, które być może za jakiś czas zaczną przynosić im zyski. Tertio - polityczni bloggerzy uczą się nowych, internetowych form przekazu, otwartych na bezustanną komunikację z odbiorcą. Quarto - zapewne zaczną poświęcać blogowaniu coraz więcej czasu i energii. Dalszy etap ewolucji może być taki, że tacy np. blogujący publicyści zaczną traktować internet jako swoje podstawowe medium.

Tak oto poważna publicystyka wkroczyła do internetu. Na dobre. A w polskiej blogosferze - jak w dużym biznesie - zbliża się wielkimi krokami czas fuzji i przejęć. Zwłaszcza że oglądalność blogów jest bardzo wysoka, co skłania do pytań w stylu "jak na tym zarobić?" W tej kwestii ciekawe rozwiązania podsuwa Krzysztof Urbanowicz.

Ale blogi to nie wszystko. Jak pokazuje opisany przez mnie przykład z Wrocławia, internet zmienia także podejście do kampanii wyborczych.

Czyżby 2006 r. miał się okazać rokiem, w którym internet zmienił oblicze polskiej polityki? Co o tym sądzicie?

5 Comments:

At 09 listopada, 2006 04:47, Anonymous passingby said...

Wyczerpujące omówienie zjawiska, które z zainteresowaniem śledzę od jakiegoś czasu. Odważę się sformułować tezę, że jest to, w znacznej części, pokłosie ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich, a w szczególności reakcji, jakie wywołały ich wyniki wśród internautów. Chyba już każdy opiniotwórczy tygodnik opublikował artykuł o tym, jak to w Internecie rozwija się satyra polityczna, jakież to strony powstały w odpowiedzi na podwójne zwycięstwo PiS, co ludzie wypisują na blogach, jak sobie poczyna Joemonster.org etc. To zwróciło w końcu uwagę publicystów i polityków na fakt, że Internet może być opiniotwórczym medium, Marcinkiewicz założył swojego bloga i dalej to poszło siłą rozpędu, raźnie podtrzymywaną przez ludzi, którzy, jak Janke, od pewnego czasu mieli widać plany na jej wykorzystanie.
BTW, dzięki za adres na bbloga, tego jeszcze nie widziałem.

 
At 09 listopada, 2006 08:46, Blogger Artur said...

A ja nie zapomnę tego, co napisał nam w mailu jeden z prominentnych polityków PO. Pamiętasz? "Blogi to amerykański wynalazek, a nie wszystko, co amerykańskie, jest dobre"...

Ciekawe czy zmienił zdanie ;-)

 
At 09 listopada, 2006 11:42, Anonymous jedynataka said...

Czytam blogi polityczne i dziennikarskie właśnie ze względu na to, że mogę spodziewać się odzewu na moje słowa. Media tradycyje są bezosobowe, a gadające głowy (ew. piszące ręce) w nich występujące można traktować z pewną dozą boskości. Natomiast blogi pomagają odejść zarówno od sztywności języka, jak i od ukrywania "ja" w publikacjach - nie mam złudzień, obiektywne dziennikarstwo nie istnieć nie może.
Za taką postawę lubię zwłaszcza Bartosza Węglarczyka.
Co do blogów z kampanii samorządowej na Dolnym Śląsku, to jestem w ogóle zawiedziona. Piotr Borys np. npisał jedną notkę, zresztą potwornie nudną, nie ma nawet włsnej strony www (jako podwójny przecież kandydat). Legniccy kandydaci i kandydatki w ogóle sobie zlekceważyli internet (choć spora część legniczan ma dostęp i wydajnie z niego korzysta), na lokalnym forum mocno promuje się jeden jedyny kandydat (co jednak nagminnie obnaża jego braki intelektualne i braki poczucia humoru).
W wymiarze krajowym może moda się przyjmuje, loklnie wciąż jest za wcześnie.

 
At 09 listopada, 2006 12:10, Blogger jotesz said...

Wielkie dzięki za zawsze najświeższe informacje o tym co w blogosferze piszczy.

Salon24 jest trochę za ostro przyPrawiony ale to ciekawe miejsce, bo gdzież można obok siebie znaleźć Szczukę i Pospieszalskiego, Wrońskiego i Ziemkiewicza?

bblog.pl zapowiada się też interesująco, bo może się trochę podedukuję w ekonomii - w końcu można będzie przecież zadawać pytania...

Pzdrowienia i powodzenia

 
At 09 listopada, 2006 21:52, Anonymous Anonimowy said...

Blogi są pożyteczne. Najważniejszą, ale dotąd bardziej potencjalną niż rzeczywistą cechą, jest ich interaktywność.
Jednak w aktualnych wyborach blogi są praktycznie bez znaczenia, a być może także i w wielu przyszłych, bo w porównaniu z innymi mediami są dość pasywne.
P.S. Nie podoba mi się jednak ten "gęsiowy" nadęty styl: show original post, collapse comments,leave your comment. "Niechaj inne narody, wżdy postronni znają..."

 

Prześlij komentarz

<< Home