29.9.08

Karać za okrucieństwo wobec zwierząt

Dlaczego ludzie (w tym młodzież) są okrutni wobec zwierząt? Być może jest to dylemat nie do rozstrzygnięcia, podobnie jak pytanie o przemoc wobec drugiego człowieka. Ale kiedy słyszymy o takich sprawach jak mord na osiołku z Pieńska, to nie jesteśmy w stanie przejść obok tego z zupełną obojętnością.

W Pieńsku 17 latek wracający z dyskoteki powiesił na metalowej lince 1,5 rocznego osiołka.
Elvis (tak go nazywał właściciel) był ulubieńcem miejscowych dzieciaków. Nic dziwnego, że ta zbrodnia poruszyła mieszkańców. Ludzie podejrzewali bywalców pobliskiej dyskoteki i ich przeczucia sprawdziły się.
Zatrzymany 17-latek nie potrafi wyjaśnić swoich motywów. Nie wie dlaczego dopuścił się zbrodni.
Grozi mu do roku więzienia, bo ustawa o ochronie zwierząt nie przewiduje surowszych kar. A i te stosowane są wyjątkowo rzadko i to w zawieszeniu. Dla przykładu właściciel psa ze wsi pod Wrocławiem dostał rok więzienia (bez zawieszenia), ale sąd wyższej instancji karę zawiesił...

Jeżeli nie można surowiej karać - bo ustawa nie przewiduje, to może w wyjątkowo drastycznych sytuacjach należy wydawać mediom zgodę na publikację wizerunku i danych. Próbowałem do tego namówić dzisiaj wrocławskich policjantów, ale czy będzie efekt? Usłyszałem, że pewnie prokuratura się nie zgodzi ze względu na "znikomą szkodliwość społeczną". Ręce opadają...

Przedmiotowe traktowanie zwierząt w Polsce jest powszechne. I nie dotyczy to tylko bezpośredniej przemocy. Wielokrotnie widziałem psy biegające wzdłuż drogi szukające swoich właścicieli, po tym jak zostały wyrzucone z samochodu Dlaczego? Ano choćby dlatego: psiak urósł i nie bawi tak jak szczeniak.
Choć w sumie wypuszczanie psów wolno to jeszcze jakaś oznaka humanitaryzmu.
Bezwzględnością wykazał się właściciel psa, który w rejonie Kłodzka przywiązał zwierzę do drzewa w lesie i zostawił...
Szacunku do zwierząt muszą uczyć rodzice, jeżeli oni sami tego nie pojmują, to nikt ich nie zastąpi, bo w większości szkół ekologii poważnie się nie traktuje, nie mówiąc już o lekcjach na temat praw zwierząt...
Ba, nawet dla Antoniego Gucwińskiego, który wielokrotnie mówił o swojej miłości do zwierząt w przypadku niedźwiedzia Mago były ważniejsze jego możliwości rozrodcze niż wypuszczenie na wybieg wykastrowanego zwierzęcia, więzionego przez prawie 10 lat w betonowym bunkrze. Ale wrocławski sąd przyznał rację byłemu dyrektorowi ZOO.

Etykiety: , , , , ,

14 Comments:

At 29 września, 2008 14:19, Blogger Patrycja said...

Powiem tak: to co stało się w Pieńsku trudno nazwać zwykłym przewinieniem pozbawionego wyobraźni i kręgosłupa aksjologicznego młodego wyrostka. To jest ten moment, kiedy myślę sobie: po człowieku można spodziewać się wszystkiego. Jestem za tym, aby karać surowo i przykładnie "młotków" znęcających się nad zwierzętami. Na przykład - długą i obowiązkową pracą na rzecz opieki nad zwierzętami, choćby w schroniskach, albo "hotelach" dla zwierząt.
A poza wszystkim - osioł to moje ulubione zwierzątko - mądre, bystre i wbrew obiegowej opinii wcale nie uparte i tępe. Tym bardziej żal mi Elvisa, a szczególnie tego, że zginął z ręki kogoś tak banalnie głupiego.

 
At 29 września, 2008 15:27, Anonymous tolep said...

To już jest szaleństwo przekraczające wszelkie granice rozsądku.

Mówię nie o tych świrach których opisujesz, tylko o Twojej notce. To ma być "zbrodnia"?? Więzienie za coś takiego?

Wysoka grzywna lub ograniczenie wolności to jest max tego, co mogę zaakceptować w szczególnie drastycznych przypadkach.

 
At 29 września, 2008 15:33, Blogger pinio said...

tolep:
szaleństwo to jest wieszanie zwierzaka na lince stalowej i podciąganie go do góry. takiego wiszącego osła mogły na następny dzień zobaczyć kilkuletnie dzieci.
A wysoka grzywna w przypadku 17 latka w kogo uderzy? W niego czy w jego rodziców? Jeżeli wg Ciebie nie jest to drastyczny przypadek to gratuluję wrażliwości.

 
At 29 września, 2008 15:46, Blogger Patrycja said...

Tak jest to zbrodnia. To w jaki sposób potraktowano osiołka z Pieńska nie można nazwać inaczej. Wszak zwierzę nie zaatakowało 17-latka, nie było agresywne, nie przeszkadzało. Więc jak to nazwać? Podciąganie na stalowej lince, duszenie...zabicie dla pożywienia...zabicie przez hm przypadek? Incydent?

 
At 29 września, 2008 15:47, Blogger Patrycja said...

...i jeszcze. Uważam, że ktoś kto jest w stanie zrobić coś takiego zwierzęciu to może uczynić to i człowiekowi - też dla "fanu", albo żeby zobaczyć "jak to jest".

 
At 29 września, 2008 15:53, Anonymous tolep said...

Cztery słowa na temat zacierania róznic między zwierzętami i ludźmi:

"Po wegetarianach przychodzą kanibale."
(Ernest Junger)

 
At 29 września, 2008 16:35, Blogger Patrycja said...

hm, nie rozmawiamy o wegetarianizmie (Pinio jest, ja już nie - choć nie ma czym się chwalić) tylko o brutalnych aktach przemocy. Po co mieszać porządki.

 
At 29 września, 2008 16:50, Anonymous tolep said...

hm, Patrycjo, o kanibalizmie też nie rozmawiamy. Usiłujesz udawać, że nie dostrzegasz, o co w tym aforyźmie chodzi (mimo podpowiedzi z mojej strony)?

Ja tylko pytam, dokąd to Wasze szaleństwo ("zbrodnia", bożesztymój...) poprowadzi?

Następnym razem napiszesz "kto jest zdolny do wystawienia za szafą pułapki na myszy (fajny filmik można byłoby nakręcić ukrytą kamerą, jak się domyślam), ten jest zdolny do wszystkiego. I co, do kryminału wsadzić takich czy prewencyjnie do psychuszki?

A co z lepem na muchy? OK, powiesz, wydziwiam, mucha to nie ssak tylko robal. Ale czyż różnica między muchą a myszą jest większa niż między myszą a człowiekiem?

 
At 29 września, 2008 19:09, Blogger Patrycja said...

Gosh! Twoja interpretacja wychodzi za daleko - to raz.
A dwa: nadal podtrzymuję - rozmawiamy o konkretnym przypadku w konkretnym ujęciu, a nie o pesymistyczno-futurystycznym scenariuszu z "piekła rodem".

 
At 30 września, 2008 16:14, Anonymous Anonimowy said...

Wszystko pięknie, ale piszecie to z perspektywy wykształconych osób mieszkających w wielkim mieście. A na wsi myśli się po prostu inaczej, tam tradycja topienia małych kociąt albo uczenia dzieci ucinania głów kogutom na rosół jest wciąż żywa. Po prostu tak się robiło zawsze i już. Nawet kilkanaście kilometrów od Wrocławia zdarza się Polska B, a nawet C lub D, gdzie pewnych wartości nikt nawet nie próbuje zrozumieć, więc gadanie o zbrodni jest nieporozumieniem. Od tych samych ludzi kupujecie jajka i warzywa i jeszcze się cieszycie, że są zdrowe i ekologiczne.

 
At 30 września, 2008 16:25, Blogger pinio said...

Niewątpliwie trochę racji masz. Mentalność ludzi ze wsi jest inna. I to, że podchodza instrumentalnie do zwierząt. Ale mój wpis bardziej był związany z brutalnym zabijaniem zwierząt, tak jak ten przypadek osiołka z Pieńska. Bezmyślne, okrutne działanie. To nei to samo ejdnak co zabijanie zwierząt dla mięsa. Choć jako wegetarianin jestem temu przeciwny to rozumiem, że walka z tym byłaby walką z wiatrakami. Każdy do tego musi dojśc w swoim serduszku 8-)

 
At 01 października, 2008 10:24, Anonymous Anonimowy said...

"ucinania głów kogutom na rosół jest wciąż żywa. Po prostu tak się robiło zawsze i już"

prrrr. żeby mieć rosół z kury, trzeba zazwyczaj mieć kurę. Żeby jej nie gotować na żywca, trzeba ją w jakiś sposób uśmiercić. Im szybciej tym lepiej. Czyli ciach siekierą po szyi i już. A ze wyperfumowanym tudzież wykształconym rączkom z wielkich miast się to w głowie nie mieści - cóż... a rosołek jak zżerali, tak zżerają.

 
At 01 października, 2008 13:12, Blogger Patrycja said...

Ha, jak to zawsze określenie "pozory mylą" bywa adekwatne do niektórych sytuacji, albo dyskusji.
Ano tak się składa, że może właśnie mamy takie, a nie inne poglądy bo sporo się naoglądaliśmy tej właśnie "innej rzeczywistości" - jak to ujął anonimowy "rosołkowej" i nie dotyczy to tylko Polski - żeby była jasność. Dość, jak sobie przypominam "ulubiony sport" bułgarskich kierowców, czyli przejeżdżanie psa łącznie z wcześniejszym polowaniem, albo tłuczenie do krwi osiołków trzcinką. I do takiego czegoś mam awersję, niezależnie gdzie i dlaczego tak się dzieje.
A co ma z tym przysłowiowa (teoretyczna:) eko żywność wspólnego? Że co - że tak tam robią jak z osiołkiem z Pieńska? Bo jakoś nie zauważyłam w relacji Pinia, aby sprawca tłumaczył, że powiesił osiołka bo nie miał co jeść, albo salami mu się marzyła. Z tego co wiem - to zrobił to zupełnie bez powodu.

 
At 31 października, 2009 23:43, Anonymous Anonimowy said...

szkoda że ten śmierdziel co zabił tego osiołka sam nie zdechł wieszając się na linie to by była "niska szkodliwość społeczna".

 

Prześlij komentarz

<< Home