25.2.09

Szef radiowej Trójki odwołany!

Ciąg dalszy trzęsienia ziemi w mediach publicznych. Wieczorem Krzysztof Skowroński został odwołany ze stanowiska dyrektora radiowej Trójki.

Oczywiście zmiany personalne w mediach publicznych w Warszawie są teraz na porządku dnia. Tabuny wszechpolaków zajmują stanowiska w Telewizji Polskiej (pisałem o tym tutaj). Oczywiście o ile nikt nie będzie żałował ludzi typu Targalski, to jednak Krzysztof Skowroński reaktywował tak naprawdę lubianą przez wielu Trójkę. Przyznają to nawet jego wrogowie. Kłopoty Skowrońskiego rozpoczęły się po artykule w Gazecie Wyborczej o audycie w Polskim Radiu:
"Audytorzy zwracają uwagę na nieprawidłowości przy wypłacie honorariów dziennikarskich dla Skowrońskiego. Z raportu wynika, że osobiście zatwierdzał sobie wypłatę honorariów (np. za przeprowadzony wywiad), choć mógł to zrobić tylko prezes zarządu".

Już wówczas pełniący obowiązki prezesa PR Robert Wijas zapowiadał, że jeżeli rzeczywiście szef trójki podpisywał własne honoraria to zostanie zwolniony. Skowroński zarzuty odpierał, a pod listem w jego obronie podpisało się wielu znanych dziennikarzy, publicystów i artystów, m.in. Marcin Meller, Piotr Adamczyk, Piotr Legutko, Paweł Fąfara, Filip Łobodziński, Janina Jankowska Mirosław Pęczak, Bogdan Rymanowski czy Ernest Skalski:
"Z niepokojem przyjmujemy informacje o działaniach, które wydają nam się poszukiwaniem formalnych pretekstów do zwolnienia dyrektora radiowej Trójki Krzysztofa Skowrońskiego".

Broniących pouczył (czytaj tutaj) natychmiast Piotr Stasiński z Gazety Wyborczej:
"(...) Obrona Krzysztofa Skowrońskiego nie powinna zaś odbywać się na oślep, zanim rzecz nie zostanie wyjaśniona".

Najwyraźniej dzisiaj sprawa została wyjaśniona i Krzysztofa Skowrońskiego odwołano. Zastąpiła go Magda Jethon, związana z Trójką od wielu lat. "Uznaliśmy, że Magda Jethon będzie lepszym dyrektorem na te trudne czasy" - powiedział PAP p.o. prezes zarządu Polskiego Radia Robert Wijas. A ja jednak chciałbym się dowiedzieć czy szefa Trójki odwołano ze względu na wyniki audytu czy dlatego, że Magda Jethon ma być lepszym dyrektorem...

Etykiety: , , , , , , ,

24.2.09

Dziennik uderza w Gazetę Wyborczą. Gazeta odpowiada

Tak jak zapowiadaliśmy piszemy o sobotnim wywiadzie z Michałem Cichym, opublikowanym w Dzienniku. W poniedziałek napisała o nim Gazeta Wyborcza, a we wtorek odpowiedział jej Dziennik!

(Pat)
Zacznijmy tak: to nie jest pierwsza dyskusja o Gazecie Wyborczej, jej dziennikarzach czy szefach. Jednak wywiad Cezarego Michalskiego z Michałem Cichym w dziennikowym dodatku Europa jest pewnego rodzaju wisienką na torcie interpretacji i analiz środowiska "Wyborczej" z jakimi mamy do czynienia mniej więcej od "Afery Rywina", a w sumie i wcześniejszych. To, że będzie z tego "bomba" można było się spodziewać. Choć, akurat dość stereotypowa reakcja Jarosława Kurskiego w stylu: podłość atakuje wielką redakcję, szlachetność i Helenkę naszą kochaną - nieco rozczarowuje (czekałam na zdystansowaną i chłodną replikę).
Podobnie dziwne są sugestie o antysemickim wydźwięku niektórych fragmentów rozmowy z Michałem Cichym. W tym kontekście "diagnoza" Jarosława Kurskiego na temat wyżej wymienionego:
Perwersja tego wywiadu polega na tym, że został przeprowadzony z osobą, której - co w środowisku dziennikarskim nie jest tajemnicą - nie można obciążać odpowiedzialnością za słowa i czyny. Polemika z opiniami tej osoby byłaby czymś niestosownym.
(Podłość, Jarosław Kurski, Gazeta Wyborcza 2009/02/23)

...jest ryzykownym zagraniem (chyba, że istnieją jakieś prawno-medyczne podstawy do takiego stwierdzenia, ale nic takiego z wypowiedzi Kurskiego nie wynika).
W sumie na tym tle fragment o oksymoronach opisujących Adama Michnika z czołowym "tłustym dietetykiem" wypada jak literacka dyskusja kontekstowa w stylu Party pod wojennym niebem, które powstało na bazie zapisków jakie sporządził Elias Canetti.

(Pinio)
Dzisiaj Jarosławowi Kurskiemu odpowiada na łamach Dziennika autor wywiadu. Nie ma co ukrywać, to już wojna na całego. Ale w tej wojnie to nie Cezary Michalski reaguje emocjonalnie. On spokojnie odpiera argumenty wicenaczelnego Gazety: "(...) Tekst Kurskiego nie jest polemiką z wywiadem, ale próbą jego zdezawuowania. Cichy zostaje zdezawuowany, tezy wywiadu przekręcone, a czytelnicy "Gazety Wyborczej" nawet się nie dowiedzą, jak ta rozmowa wyglądała naprawdę".
Historia zażartego sporu między tymi gazetami trwa już od wielu miesięcy. Dochodzi już do tak kuriozalnych sytuacji, że Wyborcza zamieszcza sprostowania do artykułów zamieszczonych w Dzienniku, a których ten z kolei nie chce opublikować. Cóż. Wywiad z Michałem Cichym dla miłośników gazety Adama Michnika (do których przez wiele lat się zaliczałem) może być porażający. Po raz pierwszy ktoś z samego środka Wyborczej ujawnia takie informacje, to już nie są wypowiedzi kogoś z zewnątrz, to człowiek, który siedział w tej redakcji od samego początku.
Wśród tzw. "cyngli" Cichy wymienia Agnieszkę Kublik. Ciekawe. Dlaczego o tym piszę i ją wymieniam? Bo już od jakiegoś czasu moi znajomi zwracają uwagę na jej teksty dotyczące mediów publicznych. Pisane niemal codziennie. Stawiające media państwowe niemal zawsze w negatywnym świetle. W kontekście tego, że Agora ma swoje własne stacje radiowe, naprawdę jest to sytuacja dwuznaczna.
Oczywiście miłośników Gazety Wyborczej ten wywiad nie zmieni - bo to nie oni są jego adresatami. To kolejny kamyczek wrzucony do ogródka dziennikarzy, którym "nie jest wszystko jedno"...

(Pat)
Czytałam w weekend cały numer "Europy" - swoją drogą jeden z lepszych w ostatnich tygodniach. Trochę nawet szkoda, że rozmowa Michalski-Cichy przyćmi inne materiały, na przykład wywiad z Agatą Bielik-Robson czy Tadeuszem Bartosiem o "zimie" w polskim Kościele. Jednak widać - "kwestia Wyborczej" bardziej elektryzuje. Tylko kogo? Czy sprawa "demaskacji" Gazety jest jeszcze jakimś novum? Czy kolejne pisanie Kurskiego "atakują, mają obsesję, zbliżają się antysemityzmu" jest klarownym i nowym argumentem? Jak dla mnie nie. Choć - oczywiście wywiad z Cichym przeczytałam z ciekawością i dobrze, że powstał (podobnie jak dobrze się działo, że Gazeta często podejmowała tematy, które najchętniej zamieciono by pod dywan).
Gazeta Wyborcza "płaci rachunek" za coś w rodzaju pychy bycia jedynym słusznym głosem współczesnej, nowoczesnej Polski. Nie pamiętam dokładnie kiedy odechciało się mi "czytać Gazetę" i w którym momencie przestałam traktować ex cathedra pewne myśli i wnioski pojawiające się na łamach wydawnictwa Agory. Na szczęście publicystyka i informacja są na tyle pluralistyczne (ha, niegdyś to słowo robiło karierę:-), że nie trzeba być skazanym na wybór jednej określonej opcji, interpretacji czy po prostu stylu pisania i redagowania. Z przyjemnością wspominam stare wydania Magazynu GW, obszerne i pełne ciekawych reportaży, wywiadów i zdjęć. Ale to już przeszłość. I tyle.
Dość kąśliwie (z perspektywy niechęci do Wyborczej) na temat całej sprawy napisał na swojej stronie Szczepan Twardoch:

Strasznie dużo satysfakcji przynoszą mi czasy, w których trudno się już bać Michnika z przydupasami, natomiast bardzo łatwo się z nich śmiać. A wywiad Michalskiego z Cichym bardzo fajny, parę scenek rodzajowych z dużym potencjałem literackim.

(Autoparodia, Szczepan Twardoch)

Nic to. Czasy się zmieniają. Imperia upadają. Idee umierają:-) Choć dziwi tak wielkie zafiksowanie, że należy się jakiejś grupy bać.
Sumując, w niedzielny poranek siedziałam z przyjaciółką na kawie i nomen omen zagaiłyśmy między sobą taki dialog:
Ona: A czytałaś Baumana w Dużym Formacie? Fantastyczny!
Ja: No nieeee. Wiesz, że nie czytam Wyborczej (z przymrużeniem oka:-). Ale przyślij mi koniecznie na maila!!!
Ona: Jasne! Polecam.
Ja: A, by the way gazet, czytałaś Bielik-Robson w Europie? Niezłe.
Ona: No jak? Przecież nie czytam Dziennika!!! :-)
Ja: To też ci wrzucę na skrzyneczkę...

END

P.S. (Łukasz)

Atak "Dziennika" na "GW" nie jest ani czymś nowym, ani skutecznym.

Nie jest nowy - no bo "to wszystko już było". "GW" jest atakowana od kilkunastu lat, a argumenty są zawsze te same: rzekoma monopolizacja tzw. dyskursu publicznego, blatowanie się z komunistami, "samouwłaszczenie" twórców gazety, agresja wobec oponentów itd. itp. To wszystko czytaliśmy już w gazetach konkurencyjnych wobec "GW", czy choćby w książce Stanisława Remuszki. Środowisko "Gazety" słusznie ripostuje, że jej oponenci mieli dziesiątki okazji, by stworzyć realną, silną konkurencję dla niej. I z jakiegoś powodu zawsze przegrywali.

Nie jest skuteczny - no bo czytelnicy "GW" nie zwrócą uwagi na ten atak. Wręcz dziwię się, że Jarosław Kurski wszedł w otwarte starcie z "Dziennikiem". Gdyby nie odniósł się do wywiadu Michalskiego z Cichym - znakomita większość fanów "GW" zapewne nawet nie wiedziałaby, że coś się stało.

Nie przeczę, że rozmowa z Cichym jest ciekawa. Czyta się ją znakomicie. Ale to raczej tylko przyczynek do analiz życia wewnętrznego polskich mediów. A więc coś, co "kręci" wąskie grono koneserów i ekspertów.

Obawiam się, że z punktu widzenia tzw. zwykłego czytelnika wojna prowadzona przez "Dziennik" przeciwko "GW" jest niezrozumiała. I może w tym tkwi jedna z przyczyn słabej sprzedaży tego tytułu.

A szkoda, bo to naprawdę znakomita gazeta. Zaś "Europę" uważam od lat za najlepszy taki dodatek w polskiej prasie.

I jeszcze jedno. Biorąc pod uwagę kryzys prasy i rosnącą rolę internetu - publiczne nawalanki Michalskiego z Kurskim wydają się coraz bardziej anachroniczne.

Etykiety: , , , , , , , , , , ,