24.2.09

Adam Szynol: Kryzysowy listek figowy

Specjalnie dla 5W komentarz medioznawcy z Uniwersytetu Wrocławskiego. Doktor Adam Szynol pisze o likwidacji przez Polskapresse połowy swoich regionalnych oddziałów.

Bez cienia satysfakcji przeczytałem informację o tym, że Polskapresse likwiduje połowę regionalnych wydań gazety "Polska The Times". Choć od początku, czyli od 15. października 2007 roku, nie wróżyłem temu projektowi sukcesu, to jednak zapowiedź redukcji tytułów prasowych i zwolnień wśród dziennikarzy zawsze przyjmuję ze smutkiem i ubolewaniem. O tym, że projekt ogólnopolskiej gazety, opartej głównie na sześciu silnych gazetach regionalnych (okrzepłych na rynku), kupionym "Kurierze Lubelskim" i jedenastu utworzonych ad-hoc minigazetkach, nie wypalił, wiadomo było już jesienią ubiegłego roku, kiedy słowo "kryzys" nie rozpoczynało jeszcze większości dzienników telewizyjnych. We wrześniu 2008 r. zwolniono z Polskapresse jednego z głównych pomysłodawców "Polski" - Tomasza Wróblewskiego, wiceprezesa koncernu. Było więc jasne, że projekt albo trzeba będzie zawiesić, albo mocno zmodyfikować.

Cyfry są bezlitosne
Kolejnym argumentem, z którym trudno polemizować, są dane sprzedaży "Polski", zwłaszcza w tych regionach, gdzie Passauer był wcześniej nieobecny i gdzie najczęściej sporym powodzeniem cieszą się dzienniki konkurencyjnej spółki - Media Regionalne (skupiającej byłe tytuły Orkli). Gdy przyjrzymy się tym danym z uzupełnieniem wielkości nakładów (podaję za ZKDP), sprawa
wyda się oczywista. Projekt w obecnym kształcie nie przetrwałby nawet w czasach prosperity! W grudniu 2008 roku "Polska Gazeta Opolska" sprzedała 1756 egzemplarzy (przy nakładzie 8623!), "Polska Lubuskie" 1265 (nakład 4174), "Polska Rzeszów" 1236 (3242), "Polska Kujawy" 1231 (3348), "Polska Szczecin" 1003 (2991), "Polska Kielce" 821 (2306), "Polska Białystok" 690 (2104), "Polska Olsztyn" 622 (1982), a "Polska Koszalin" zaledwie 552 sprzedane egzemplarze (przy nakładzie 1875). Nakład był więc od 2,6 do 4,9 razy większy niż sprzedaż. Żaden wydawca nie jest w stanie utrzymać takiej produkcji makulatury na dłuższą metę.

Chybiony cel
Kiedy Polskapresse wprowadzała "Polskę" na rynek zapowiadano, że walczyć będzie przede wszystkim z "Gazetą Wyborczą" i jej lokalnymi dodatkami. Sukcesem miała być łączna sprzedaż wszystkich 18 tytułów wyższa choćby o jeden egzemplarz od wyniku "Wyborczej". I może raz czy dwa ta sztuka się powiodła. Ale po zakończeniu kampanii reklamowej i wykorzystaniu efektu nowości, sprzedaż spadła i co gorsza miało to charakter stałego trendu.
Rywalizacja z Agorą była, moim zdaniem, porywaniem się z motyką na słońce. Mając silną reprezentację tylko w sześciu regionach, nie można było liczyć na to, że media planerzy potraktują "Polskę" jako równoprawnego gracza na rynku reklamy z "Gazetą Wyborczą". Dla czytelnika niejasnym było przesłanie kampanii, w której "myślisz globalnie, żyjesz lokalnie". Co więcej, pozyskanie do współpracy marki "The Times" też chyba było czynione bardziej
z myślą o reklamodawcach niż czytelnikach. Wreszcie, niełatwym jest wejście na rynek w regionach, gdzie od kilkudziesięciu lat istnieją regionalne tytuły prasowe, przejęte w latach 90-tych przez Orklę, a w 2006 roku przez Mecom, w imieniu którego zarządzają nimi Media Regionalne (np. "Gazeta Lubuska", "Nowa Trybuna Opolska", czy "Gazeta Olsztyńska").

Wyjść z twarzą, ale bez klasy
Na odsiecz zarządowi Polskapresse przyszedł ... kryzys. Wcale nie żartuję. Skoro od pół roku istniała konieczność zamknięcia części najsłabszych tytułów "Polski", to znakomitą okazją do tego jest panujący obecnie kryzys. W powodzi informacji o zamykanych przedsiębiorstwach, zwalnianych pracownikach w niemal wszystkich branżach, zapowiedź Polskapresse wydaje się
czymś normalnym. Dzięki temu nikt z szefów Polskapresse nie poczuwa się do odpowiedzialności podobnej do tej, którą poniósł Tomasz Wróblewski. Dla środowiska dziennikarskiego jest to bardzo zły sygnał, który świadczy o braku klasy wśród zarządzających koncernem.

Nadzieja w internecie, płonna
Z zapowiedzi Polskapresse wynika, że likwidowane tytuły będą się ukazywać w internecie. Jak jednak pogodzić to z faktem, że będą zwolnienia wśród dziennikarzy. To kto będzie redagował artykuły zamiast nich? Nie mam złudzeń, że najczęściej będzie to działalność nie dziennikarska, lecz edytorska, polegająca na przeredagowaniu informacji pozyskanych z innych źródeł, np. tygodników lokalnych, stron internetowych regionalnych rozgłośni radiowych czy telewizyjnych. Może też zdarzyć się, że o tym, co dzieje się w danym regionie pisać będą - a i owszem dziennikarze, ale ... w Warszawie.

Przyszłość - stare po nowemu
Po zrealizowaniu zapowiadanych oszczędności Polskapresse zapewne wróci na z góry upatrzone pozycje, czyli do wzmocnienia dzienników regionalnych istniejących od lat. Dlatego na razie nie obawiałbym się o los "Gazety Wrocławskiej". Obecna kiepska sytuacja gospodarcza nie pozwoli na razie na spektakularne kampanie w regionach, ale gdy tylko odbijemy się od giełdowego dna, takie działania będą możliwe i niezbędne. W szczególności dlatego, że czytelnictwo prasy będzie się stale osłabiać. Koniecznym jest zatem już dziś łączenie wydań drukowanych z silną reprezentacją w internecie, bądź też próba pozyskania czytelnika w niekonwencjonalny sposób, jak czynią to np. Media Regionalne poprzez multimedialne wiaty przystankowe. Dzięki temu część ich tytułów nie odnotowuje tak znaczących spadków jak dzienniki Polskapresse. Może nadszedł czas, aby zmiany w Polskapresse zacząć nie od
regionów, ale od centrali.

dr Adam Szynol

Etykiety: , , , , , , , , ,

Dziennik uderza w Gazetę Wyborczą. Gazeta odpowiada

Tak jak zapowiadaliśmy piszemy o sobotnim wywiadzie z Michałem Cichym, opublikowanym w Dzienniku. W poniedziałek napisała o nim Gazeta Wyborcza, a we wtorek odpowiedział jej Dziennik!

(Pat)
Zacznijmy tak: to nie jest pierwsza dyskusja o Gazecie Wyborczej, jej dziennikarzach czy szefach. Jednak wywiad Cezarego Michalskiego z Michałem Cichym w dziennikowym dodatku Europa jest pewnego rodzaju wisienką na torcie interpretacji i analiz środowiska "Wyborczej" z jakimi mamy do czynienia mniej więcej od "Afery Rywina", a w sumie i wcześniejszych. To, że będzie z tego "bomba" można było się spodziewać. Choć, akurat dość stereotypowa reakcja Jarosława Kurskiego w stylu: podłość atakuje wielką redakcję, szlachetność i Helenkę naszą kochaną - nieco rozczarowuje (czekałam na zdystansowaną i chłodną replikę).
Podobnie dziwne są sugestie o antysemickim wydźwięku niektórych fragmentów rozmowy z Michałem Cichym. W tym kontekście "diagnoza" Jarosława Kurskiego na temat wyżej wymienionego:
Perwersja tego wywiadu polega na tym, że został przeprowadzony z osobą, której - co w środowisku dziennikarskim nie jest tajemnicą - nie można obciążać odpowiedzialnością za słowa i czyny. Polemika z opiniami tej osoby byłaby czymś niestosownym.
(Podłość, Jarosław Kurski, Gazeta Wyborcza 2009/02/23)

...jest ryzykownym zagraniem (chyba, że istnieją jakieś prawno-medyczne podstawy do takiego stwierdzenia, ale nic takiego z wypowiedzi Kurskiego nie wynika).
W sumie na tym tle fragment o oksymoronach opisujących Adama Michnika z czołowym "tłustym dietetykiem" wypada jak literacka dyskusja kontekstowa w stylu Party pod wojennym niebem, które powstało na bazie zapisków jakie sporządził Elias Canetti.

(Pinio)
Dzisiaj Jarosławowi Kurskiemu odpowiada na łamach Dziennika autor wywiadu. Nie ma co ukrywać, to już wojna na całego. Ale w tej wojnie to nie Cezary Michalski reaguje emocjonalnie. On spokojnie odpiera argumenty wicenaczelnego Gazety: "(...) Tekst Kurskiego nie jest polemiką z wywiadem, ale próbą jego zdezawuowania. Cichy zostaje zdezawuowany, tezy wywiadu przekręcone, a czytelnicy "Gazety Wyborczej" nawet się nie dowiedzą, jak ta rozmowa wyglądała naprawdę".
Historia zażartego sporu między tymi gazetami trwa już od wielu miesięcy. Dochodzi już do tak kuriozalnych sytuacji, że Wyborcza zamieszcza sprostowania do artykułów zamieszczonych w Dzienniku, a których ten z kolei nie chce opublikować. Cóż. Wywiad z Michałem Cichym dla miłośników gazety Adama Michnika (do których przez wiele lat się zaliczałem) może być porażający. Po raz pierwszy ktoś z samego środka Wyborczej ujawnia takie informacje, to już nie są wypowiedzi kogoś z zewnątrz, to człowiek, który siedział w tej redakcji od samego początku.
Wśród tzw. "cyngli" Cichy wymienia Agnieszkę Kublik. Ciekawe. Dlaczego o tym piszę i ją wymieniam? Bo już od jakiegoś czasu moi znajomi zwracają uwagę na jej teksty dotyczące mediów publicznych. Pisane niemal codziennie. Stawiające media państwowe niemal zawsze w negatywnym świetle. W kontekście tego, że Agora ma swoje własne stacje radiowe, naprawdę jest to sytuacja dwuznaczna.
Oczywiście miłośników Gazety Wyborczej ten wywiad nie zmieni - bo to nie oni są jego adresatami. To kolejny kamyczek wrzucony do ogródka dziennikarzy, którym "nie jest wszystko jedno"...

(Pat)
Czytałam w weekend cały numer "Europy" - swoją drogą jeden z lepszych w ostatnich tygodniach. Trochę nawet szkoda, że rozmowa Michalski-Cichy przyćmi inne materiały, na przykład wywiad z Agatą Bielik-Robson czy Tadeuszem Bartosiem o "zimie" w polskim Kościele. Jednak widać - "kwestia Wyborczej" bardziej elektryzuje. Tylko kogo? Czy sprawa "demaskacji" Gazety jest jeszcze jakimś novum? Czy kolejne pisanie Kurskiego "atakują, mają obsesję, zbliżają się antysemityzmu" jest klarownym i nowym argumentem? Jak dla mnie nie. Choć - oczywiście wywiad z Cichym przeczytałam z ciekawością i dobrze, że powstał (podobnie jak dobrze się działo, że Gazeta często podejmowała tematy, które najchętniej zamieciono by pod dywan).
Gazeta Wyborcza "płaci rachunek" za coś w rodzaju pychy bycia jedynym słusznym głosem współczesnej, nowoczesnej Polski. Nie pamiętam dokładnie kiedy odechciało się mi "czytać Gazetę" i w którym momencie przestałam traktować ex cathedra pewne myśli i wnioski pojawiające się na łamach wydawnictwa Agory. Na szczęście publicystyka i informacja są na tyle pluralistyczne (ha, niegdyś to słowo robiło karierę:-), że nie trzeba być skazanym na wybór jednej określonej opcji, interpretacji czy po prostu stylu pisania i redagowania. Z przyjemnością wspominam stare wydania Magazynu GW, obszerne i pełne ciekawych reportaży, wywiadów i zdjęć. Ale to już przeszłość. I tyle.
Dość kąśliwie (z perspektywy niechęci do Wyborczej) na temat całej sprawy napisał na swojej stronie Szczepan Twardoch:

Strasznie dużo satysfakcji przynoszą mi czasy, w których trudno się już bać Michnika z przydupasami, natomiast bardzo łatwo się z nich śmiać. A wywiad Michalskiego z Cichym bardzo fajny, parę scenek rodzajowych z dużym potencjałem literackim.

(Autoparodia, Szczepan Twardoch)

Nic to. Czasy się zmieniają. Imperia upadają. Idee umierają:-) Choć dziwi tak wielkie zafiksowanie, że należy się jakiejś grupy bać.
Sumując, w niedzielny poranek siedziałam z przyjaciółką na kawie i nomen omen zagaiłyśmy między sobą taki dialog:
Ona: A czytałaś Baumana w Dużym Formacie? Fantastyczny!
Ja: No nieeee. Wiesz, że nie czytam Wyborczej (z przymrużeniem oka:-). Ale przyślij mi koniecznie na maila!!!
Ona: Jasne! Polecam.
Ja: A, by the way gazet, czytałaś Bielik-Robson w Europie? Niezłe.
Ona: No jak? Przecież nie czytam Dziennika!!! :-)
Ja: To też ci wrzucę na skrzyneczkę...

END

P.S. (Łukasz)

Atak "Dziennika" na "GW" nie jest ani czymś nowym, ani skutecznym.

Nie jest nowy - no bo "to wszystko już było". "GW" jest atakowana od kilkunastu lat, a argumenty są zawsze te same: rzekoma monopolizacja tzw. dyskursu publicznego, blatowanie się z komunistami, "samouwłaszczenie" twórców gazety, agresja wobec oponentów itd. itp. To wszystko czytaliśmy już w gazetach konkurencyjnych wobec "GW", czy choćby w książce Stanisława Remuszki. Środowisko "Gazety" słusznie ripostuje, że jej oponenci mieli dziesiątki okazji, by stworzyć realną, silną konkurencję dla niej. I z jakiegoś powodu zawsze przegrywali.

Nie jest skuteczny - no bo czytelnicy "GW" nie zwrócą uwagi na ten atak. Wręcz dziwię się, że Jarosław Kurski wszedł w otwarte starcie z "Dziennikiem". Gdyby nie odniósł się do wywiadu Michalskiego z Cichym - znakomita większość fanów "GW" zapewne nawet nie wiedziałaby, że coś się stało.

Nie przeczę, że rozmowa z Cichym jest ciekawa. Czyta się ją znakomicie. Ale to raczej tylko przyczynek do analiz życia wewnętrznego polskich mediów. A więc coś, co "kręci" wąskie grono koneserów i ekspertów.

Obawiam się, że z punktu widzenia tzw. zwykłego czytelnika wojna prowadzona przez "Dziennik" przeciwko "GW" jest niezrozumiała. I może w tym tkwi jedna z przyczyn słabej sprzedaży tego tytułu.

A szkoda, bo to naprawdę znakomita gazeta. Zaś "Europę" uważam od lat za najlepszy taki dodatek w polskiej prasie.

I jeszcze jedno. Biorąc pod uwagę kryzys prasy i rosnącą rolę internetu - publiczne nawalanki Michalskiego z Kurskim wydają się coraz bardziej anachroniczne.

Etykiety: , , , , , , , , , , ,

12.9.08

GIODO: Na Naszej Klasie nie ma danych osobowych !

Na Naszej Klasie nie ma żadnych danych osobowych. Taką "rewelacyjną" informację cichaczem opublikował Główny Inspektor Danych Osobowych. Ponad pół roku temu Gazeta Wyborcza alarmowała, że dane osobowe zamieszczane przez użytkowników na najpopularniejszym portalu społecznościowym nie są bezpieczne. Na przełomie roku dziennik Agory negatywnie pisał o wrocławskim serwisie wiele razy. Tyle, że jak wiadomo, wydawca GW sam pracował nad swoim portalem społecznościowym.

Nad tym komu przeszkadza Nasza Klasa zastanawiał się w styczniu Łukasz:
„(...) w czasie, gdy Nasza Klasa tak imponująco kwitnie, w internecie mnożą się krytyczne teksty na temat tego serwisu. Celuje w tym choćby Gazeta.pl, która chętnie nagłaśnia informacje w rodzaju "Nasza-klasa.pl wśród najgorszych stron www" czy "Nasza-klasa.pl ma problemy z prywatnością". Dzięki tego typu tekstom mogliśmy dowiedzieć się, że Nasza Klasa właściwie nie działa, a gdy działa to jest jeszcze gorzej, bo buszują w niej przestępcy.
Ten trend osiągnął apogeum w środę rano, gdy Nasza Klasa
trafiła na czołówkę "Gazety Wyborczej" - papierowej "starszej siostry" portalu Gazeta.pl. Czytelnik owego tekstu w "GW" może się naprawdę przestraszyć: oto dane, które zamieszczamy na swój temat w Naszej Klasie nie są bezpieczne. Mogą dostać się w ręce złych ludzi. Dlatego do akcji wkracza Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, który sprawdzi stan bezpieczeństwa informacji publikowanych w Naszej Klasie. Tekstowi towarzyszy sugestywny nadtytuł: "Dobrze, że nie zdążyłam zamieścić zdjęcia córki"(...)”.
Cały komentarz możecie przeczytać tutaj.

Kilka dni później po doniesieniach Wyborczej Główny Inspektor Danych Osobowych ogłosił, że wchodzi do Naszej Klasy: „Lekkomyślność, z jaką publikujemy w internecie informacje o sobie, jest zatrważająca"- powiedział Michał Serzycki zapowiadając kontrolę portalu. Dwa tygodnie później (luty 2008) pojawiła się kolejna informacja. Rzecznik Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych Małgorzata Jasak-Kałużyńska powiedziała PAP, że po kontroli inspektorzy stwierdzili, że obecnie funkcjonujące mechanizmy zabezpieczające dane na tym portalu "nie są wystarczające i wymagają uzupełnienia". Kolejne kilka dni i kolejna konferencja prasowa. Generalny Inspektor Michał Sarzycki stwierdza, że Nasza Klasa spełnia wymogi dotyczące bezpieczeństwa danych.

Od tego czasu minęło siedem miesięcy. W serwisie Vagla.pl Piotra Waglowskiego pojawia się informacja: "imię, nazwisko, zdjęcie, szkoła, klasa i rocznik - łącznie - nie są danymi osobowymi...".
Szczegóły decyzji i komentarz możecie przeczytać tutaj.

O decyzji GIODO dowiedziałem się z zaprzyjaźnionego z 5W blogu Lege Artis Olgierda Rudaka. Pisze on w swoim komentarzu:
„(...) nie sądziłem, że ten organ (GIODO – dopisek 5W) może zabrnąć aż tak głęboko w absurd. Dziś dochodzę do przekonania, że dla zatuszowania jednego błędu organ ten jest w stanie dopuścić się błędu kolejnego(...)".

Ciekawe, że cała ta historia nie zaszkodziła Naszej Klasie. Jak już pisaliśmy (nie tylko my:) portal bije rekordy, a administratorzy serwisu wzięli się za ściganie spamerów - o czym również niedawno informowaliśmy.

„Dział Bezpieczeństwa Naszej Klasy Sp. z o.o. współpracując z Komendami Wojewódzkimi Policji w Katowicach i Łodzi pomógł w ujęciu przestępców zajmujących się rozsyłaniem niezamówionej informacji handlowej. Zarzuty przedstawiono 4 osobom. Przestępcom może grozić nawet do 10 lat więzienia. Nasza-klasa.pl w trosce o Wasze bezpieczeństwo i komfort korzystania z serwisu, nie będzie tolerować tego typu działalności.zespół nasza-klasa.pl"
Straty spowodowane atakami spamerów obliczono na 60 mln. zł.!!! O szczegółach poczytajcie tutaj.

Etykiety: , , , , , , , , ,