Dwoje wrocławskich prokuratorów złożyło zawiadomienie o przestępstwie, którego miała się dopuścić ich przełożona - szefowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. To prawdopodobnie pierwszy taki przypadek w Polsce.
Sprawa dotyczy śledztwa o charakterze gospodarczym, które toczyło się w Prokuraturze Rejonowej Wrocław Stare Miasto. Dotyczyło rozliczeń między znanym wrocławskim biznesmenem Lechem Poniżnikiem-Kunkelem pewnym zagranicznym funduszem inwestycyjnym i sporu o 6 milionów euro. Prowadząca śledztwo Małgorzata Kalecińska umorzyła je uznając, że nie ma podstaw do stawiania zarzutów.
Z zawiadomienia o przestępstwie, do którego dotarłem wspólnie z Marcinem Rybakiem z Polski Gazety Wrocławskiej (tutaj czytaj jego artykuł) - naciskać na ponowne wznowienie śledztwa miała telefonicznie szefowa prokuratury okręgowej Katarzyna Boć - Orzechowska. Prokurator, która umorzyła postępowanie i jej mąż Piotr Kaleciński, wówczas naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu postanowili złożyć zawiadomienie o przestępstwie. "Doszliśmy do wniosku, że nie pozostało nam nic innego bo to co się stało wskazuje na podejrzenie zaistnienia przestępstwa" - opowiada Piotr Kaleciński. Trzeba przyznać, że to wyjątkowo desperacka decyzja.
Zawiadomienie o przestępstwie trafiło do ówczesnego prokuratora krajowego Marka Staszaka. Ten zwrócił je do Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu jako skargę (sic!). Tymczasem karniści z którymi rozmawiałem: profesorowie Jan Filar, Jan Widacki i Piotr Kruszyński twierdzą, że nie mógł tak zrobić. Powinien pismo potraktować jako zawiadomienie o przestępstwie. Profesor Kruszyński i była wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa twierdzą nawet, że prokuratura powinna sprawdzić czy Marek Staszak nie złamał prawa. Rzecznik prasowy ówczesnego prokuratora krajowego, odwołanego kilka dni temu, stwierdziła, że Marek Staszak konsultował swoją decyzję z ministrem sprawiedliwości.
Ostatecznie pismo Kalecińskich trafiło do Wrocławia, tym samym stracili oni element zaskoczenia - w środowisku rozeszła się wiadomość o treści zawiadomienia. Trudno uwierzyć, że nie dotarły te informacje do osób zainteresowanych. Piotr Kaleciński został zdymisjonowany ze stanowiska naczelnika, a jego żonę przesunięto z wydziału śledczego "rejonówki" do dochodzeniowego.
Ostatecznie po interwencji w kancelarii premiera zawiadomienie trafiło do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu i tam trwa postępowanie sprawdzające.
Prokurator Katarzyna Boć Orzechowska, zapewnia, że nie naciskała na decyzje w sprawie wznowienia śledztwa. Wyjaśnia, że szef Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu Dariusz Szyperski po oficjalnym spotkaniu z prawnikiem spółki, której dotyczyło śledztwo, polecił sprawdzenie czy jest ono prowadzone prawidłowo i czy wszystkie czynności zostały wykonane. Prokurator Boć Orzechowska poinformowała o tym wiceszefową Prokuratury na Starym Mieście. Czy w tej rozmowie pojawiły się naciski ? Być może wyjaśni to poznańska prokuratura. Ostatecznie śledztwo gospodarcze zostało wznowione i toczy się dalej, ale już w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu.
Tymczasem po złożeniu zawiadomienia o przestępstwie sytuacja prokuratorów Kalecińskich zmieniła się na gorsze. Piotr Kaleciński twierdzi, że jest szykanowany, docierają do niego też pogłoski, że są szukane na nich haki. Prokurator Boć Orzechowska wyjaśnia, że Piotr Kaleciński został zdymisjonowany bo stwierdzono błędy merytoryczne w prowadzonych przez niego śledztwach i uchybienia organizacyjne w pracy podległego mu wówczas wydziału. Zapewnia też, że nic nie wiedziała o jakichkolwiek szykanach wobec prokuratorów, a tym bardziej szukania na nich haków.
Mam nadzieje, że na te wszystkie pytania odpowie poznańska prokuratura...
(czytaj też na ten temat na portalu
Radia Wrocław)
(
przeczytaj co na ten temat sądzi
Sylwester Latkowski)
Etykiety: Beata Kempa, Dariusz Szyperski, Jan Filar, Jan Widacki, Katarzyna Boć Orzechowska, Lech Poniżnik-Kunkel, Małgorzata Kalecińska, Marcin Rybak, Marek Staszak, Piotr Kaleciński, Piotr Kruszyński