16.7.09

Nazistowskie pamiątki w polskim sklepie internetowym

Niemcy założyli sobie sklepik z nazistowskimi pamiątkami na polskim portalu. O portalu catalogue.lap.pl napisał jakiś czas temu jako pierwszy Marcin Rybak z Polski Gazety Wrocławskiej.
Od tego czasu czekałem na rozwój wydarzeń. Czy ktoś będzie interweniował i sklepik zniknie z sieci. Można w nim kupić na przykład sztandary ze swastykami, złoty posążek Adolfa Hitlera (na zdjęciu), a także medale, odznaczenia, mundury, noże itd. Wiadomo, że klientami sklepiku są Niemcy bo w ich kraju sprzedaż nazipamiątek (ale i ich posiadanie) jest zabronione. A w Polsce nie. Niedawno prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie produkcji tego typu pamiątek we Wrocławiu (czytaj tutaj). Ale podczas śledztwa ABW wpadła na trop sklepiku. To właśnie od wrocławskiego producenta pochodziła część wystawianych tam towarów. Sprawą natychmiast zainteresowały się niemieckie organa ścigania. Ale efektów ich pracy jeszcze nie widać.

Tymczasem Sejm pracuje nad wprowadzaniem zakazu produkcji i sprzedaży w Polsce tego typu materiałów. Projekt przygotowała była wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa. Ciekawe jak na to zareagują miłośnicy militarów, zbieracze pamiątek i historycy.

Etykiety: , , , , , , ,

5.6.09

Jak kandydatka do PE przelicytowała

Lidia Geringer de Oedenberg najprawdopodobniej nie miała pomysłu na efektowne zakończenie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Być może dlatego zdecydowała się na wytoczenie procesu Radiu Maryja.
Poszło o leksykon Jerzego Roberta Nowaka, w którym opisuje on kandydatów do PE. O kandydatce SLD-UP felietonista napisał m.in. :
"Na pierwszym miejscu z listy SLD-UP w okręgu nr 12 (dolnośląskie, opolskie) figuruje Lidia Geringer de Odenberg, posłanka nieraz krytykowana za skrajną proniemieckość (m.in. wsławiła się zachętami do szerszego używania nazwy "Breslau")(...)Nie wyróżniała się tam niczym szczególnym, poza tym, że zarzucano jej lekkomyślne i kategoryczne zabieranie głosu w sprawach, na których się nie zna. We wrocławskich kręgach naukowych i technicznych bardzo źle przyjęto lekceważące słowa Lidii Geringer de Oedenberg, o rzekomych "nikłych" szansach Wrocławia na ulokowanie tam Europejskiego Instytutu Technologicznego".

Lidia Geringer de Oedenberg złożyła wniosek do sądu, a ten błyskawicznie wyznaczył rozprawę (błyskawiczny tryb wyborczy to swoją drogą temat na zupełnie inny wpis).
Dzisiaj Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił pozew. Sędzia Sławomir Urbaniak stwierdził, że pozew nie ma charakteru wyborczego bo ani Jerzy Robert Nowak ani Radio Maryja nie są kandydatami do PE, nie tworzą też komitetu wyborczego, ich materiału nie można więc uznać za agitację wyborczą.
Dodatkowo sędzia rozpatrzył merytorycznie wniosek i uznał, że nie ma w nich nieprawdziwych informacji, a większość dotyczy oceny pani poseł, a to jest dozwolone.
Zresztą, w dyskusji na argumenty prawne, trzeba przyznać (bliżej mi nie znana prawniczka kandydatki) nie miała żadnych szans ze świetnie przygotowaną adwokat Krystyną Kosińską, która reprezentuje Radio Maryja, Telewizję Trwam czy Lux Veritatis.
Poseł nie zgodziła się jednak z decyzją sądu. Lidia Geringer de Oedenberg zapowiedziała zaraz po procesie, że będzie apelacja. Jednak prawniczka reprezentująca poseł, cztery godziny później w rozmowie ze mną zapytała: "kiedy miała napisać odwołanie?".
Hmm, ja przy takim procesie miałbym ją napisaną od razu...

Jeśli ostatecznie apelacja wpłynie, to zostanie rozpatrzona w czasie ciszy wyborczej i żadne z mediów nie poinformuje o tym.

Swoją drogą ciekawe, że w bardzo podobnej sprawie poznański sąd uznał, że Radio Maryja ma przeprosić Tadeusza Zwiefkę, kandydata PO.

I jeszcze jeden wyborczy incydent. W ostatnich dniach w desperacki sposób ktoś próbuje zepsuć opinię o kandydacie PO Jacku Protasiewiczu (zdecydowany faworyt tych wyborów). Na jego plakatach pojawiły się plakaciki, które podważają jego wiarygodność. Nikt się jednak pod nimi nie podpisał.
Tymczasem Protasiewicz dzisiaj podsumowywał swoją kampanię: 70 spotkań z wyborcami w ponad 40 miejscowościach, udział w 12 debatach wyborczych i 30 konferencji prasowych.

Z kolei PiS pluje sobie chyba w brodę, że na pierwszym miejscu swojej listy umieścił we Wrocławiu profesora Ryszarda Legutkę (chciałem Was odesłać na jego stronę, ale hmm - mój antywirus sygnalizuje ryzyko ataku trojanem!). Kto wie czy nie wyprzedzi go w ostatniej chwili była wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa, którą popiera Zbigniew Ziobro (niektórzy uznają to jednak za "pocałunek śmierci").

I przy tym wszystkim szkoda, że kompletnie kampanię "położył" Józef Pinior. W tych wyborach jego legenda może już nie pomóc w zwycięstwie...

Etykiety: , , , , , , , , , ,

23.1.09

Czy były prokurator krajowy złamał prawo?

Dwoje wrocławskich prokuratorów złożyło zawiadomienie o przestępstwie, którego miała się dopuścić ich przełożona - szefowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. To prawdopodobnie pierwszy taki przypadek w Polsce.

Sprawa dotyczy śledztwa o charakterze gospodarczym, które toczyło się w Prokuraturze Rejonowej Wrocław Stare Miasto. Dotyczyło rozliczeń między znanym wrocławskim biznesmenem Lechem Poniżnikiem-Kunkelem pewnym zagranicznym funduszem inwestycyjnym i sporu o 6 milionów euro. Prowadząca śledztwo Małgorzata Kalecińska umorzyła je uznając, że nie ma podstaw do stawiania zarzutów.
Z zawiadomienia o przestępstwie, do którego dotarłem wspólnie z Marcinem Rybakiem z Polski Gazety Wrocławskiej (tutaj czytaj jego artykuł) - naciskać na ponowne wznowienie śledztwa miała telefonicznie szefowa prokuratury okręgowej Katarzyna Boć - Orzechowska. Prokurator, która umorzyła postępowanie i jej mąż Piotr Kaleciński, wówczas naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu postanowili złożyć zawiadomienie o przestępstwie. "Doszliśmy do wniosku, że nie pozostało nam nic innego bo to co się stało wskazuje na podejrzenie zaistnienia przestępstwa" - opowiada Piotr Kaleciński. Trzeba przyznać, że to wyjątkowo desperacka decyzja.
Zawiadomienie o przestępstwie trafiło do ówczesnego prokuratora krajowego Marka Staszaka. Ten zwrócił je do Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu jako skargę (sic!). Tymczasem karniści z którymi rozmawiałem: profesorowie Jan Filar, Jan Widacki i Piotr Kruszyński twierdzą, że nie mógł tak zrobić. Powinien pismo potraktować jako zawiadomienie o przestępstwie. Profesor Kruszyński i była wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa twierdzą nawet, że prokuratura powinna sprawdzić czy Marek Staszak nie złamał prawa. Rzecznik prasowy ówczesnego prokuratora krajowego, odwołanego kilka dni temu, stwierdziła, że Marek Staszak konsultował swoją decyzję z ministrem sprawiedliwości.
Ostatecznie pismo Kalecińskich trafiło do Wrocławia, tym samym stracili oni element zaskoczenia - w środowisku rozeszła się wiadomość o treści zawiadomienia. Trudno uwierzyć, że nie dotarły te informacje do osób zainteresowanych. Piotr Kaleciński został zdymisjonowany ze stanowiska naczelnika, a jego żonę przesunięto z wydziału śledczego "rejonówki" do dochodzeniowego.

Ostatecznie po interwencji w kancelarii premiera zawiadomienie trafiło do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu i tam trwa postępowanie sprawdzające.

Prokurator Katarzyna Boć Orzechowska, zapewnia, że nie naciskała na decyzje w sprawie wznowienia śledztwa. Wyjaśnia, że szef Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu Dariusz Szyperski po oficjalnym spotkaniu z prawnikiem spółki, której dotyczyło śledztwo, polecił sprawdzenie czy jest ono prowadzone prawidłowo i czy wszystkie czynności zostały wykonane. Prokurator Boć Orzechowska poinformowała o tym wiceszefową Prokuratury na Starym Mieście. Czy w tej rozmowie pojawiły się naciski ? Być może wyjaśni to poznańska prokuratura. Ostatecznie śledztwo gospodarcze zostało wznowione i toczy się dalej, ale już w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu.

Tymczasem po złożeniu zawiadomienia o przestępstwie sytuacja prokuratorów Kalecińskich zmieniła się na gorsze. Piotr Kaleciński twierdzi, że jest szykanowany, docierają do niego też pogłoski, że są szukane na nich haki. Prokurator Boć Orzechowska wyjaśnia, że Piotr Kaleciński został zdymisjonowany bo stwierdzono błędy merytoryczne w prowadzonych przez niego śledztwach i uchybienia organizacyjne w pracy podległego mu wówczas wydziału. Zapewnia też, że nic nie wiedziała o jakichkolwiek szykanach wobec prokuratorów, a tym bardziej szukania na nich haków.

Mam nadzieje, że na te wszystkie pytania odpowie poznańska prokuratura...

(czytaj też na ten temat na portalu Radia Wrocław)
(przeczytaj co na ten temat sądzi Sylwester Latkowski)


Etykiety: , , , , , , , , , ,