5.6.09

Jak kandydatka do PE przelicytowała

Lidia Geringer de Oedenberg najprawdopodobniej nie miała pomysłu na efektowne zakończenie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Być może dlatego zdecydowała się na wytoczenie procesu Radiu Maryja.
Poszło o leksykon Jerzego Roberta Nowaka, w którym opisuje on kandydatów do PE. O kandydatce SLD-UP felietonista napisał m.in. :
"Na pierwszym miejscu z listy SLD-UP w okręgu nr 12 (dolnośląskie, opolskie) figuruje Lidia Geringer de Odenberg, posłanka nieraz krytykowana za skrajną proniemieckość (m.in. wsławiła się zachętami do szerszego używania nazwy "Breslau")(...)Nie wyróżniała się tam niczym szczególnym, poza tym, że zarzucano jej lekkomyślne i kategoryczne zabieranie głosu w sprawach, na których się nie zna. We wrocławskich kręgach naukowych i technicznych bardzo źle przyjęto lekceważące słowa Lidii Geringer de Oedenberg, o rzekomych "nikłych" szansach Wrocławia na ulokowanie tam Europejskiego Instytutu Technologicznego".

Lidia Geringer de Oedenberg złożyła wniosek do sądu, a ten błyskawicznie wyznaczył rozprawę (błyskawiczny tryb wyborczy to swoją drogą temat na zupełnie inny wpis).
Dzisiaj Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił pozew. Sędzia Sławomir Urbaniak stwierdził, że pozew nie ma charakteru wyborczego bo ani Jerzy Robert Nowak ani Radio Maryja nie są kandydatami do PE, nie tworzą też komitetu wyborczego, ich materiału nie można więc uznać za agitację wyborczą.
Dodatkowo sędzia rozpatrzył merytorycznie wniosek i uznał, że nie ma w nich nieprawdziwych informacji, a większość dotyczy oceny pani poseł, a to jest dozwolone.
Zresztą, w dyskusji na argumenty prawne, trzeba przyznać (bliżej mi nie znana prawniczka kandydatki) nie miała żadnych szans ze świetnie przygotowaną adwokat Krystyną Kosińską, która reprezentuje Radio Maryja, Telewizję Trwam czy Lux Veritatis.
Poseł nie zgodziła się jednak z decyzją sądu. Lidia Geringer de Oedenberg zapowiedziała zaraz po procesie, że będzie apelacja. Jednak prawniczka reprezentująca poseł, cztery godziny później w rozmowie ze mną zapytała: "kiedy miała napisać odwołanie?".
Hmm, ja przy takim procesie miałbym ją napisaną od razu...

Jeśli ostatecznie apelacja wpłynie, to zostanie rozpatrzona w czasie ciszy wyborczej i żadne z mediów nie poinformuje o tym.

Swoją drogą ciekawe, że w bardzo podobnej sprawie poznański sąd uznał, że Radio Maryja ma przeprosić Tadeusza Zwiefkę, kandydata PO.

I jeszcze jeden wyborczy incydent. W ostatnich dniach w desperacki sposób ktoś próbuje zepsuć opinię o kandydacie PO Jacku Protasiewiczu (zdecydowany faworyt tych wyborów). Na jego plakatach pojawiły się plakaciki, które podważają jego wiarygodność. Nikt się jednak pod nimi nie podpisał.
Tymczasem Protasiewicz dzisiaj podsumowywał swoją kampanię: 70 spotkań z wyborcami w ponad 40 miejscowościach, udział w 12 debatach wyborczych i 30 konferencji prasowych.

Z kolei PiS pluje sobie chyba w brodę, że na pierwszym miejscu swojej listy umieścił we Wrocławiu profesora Ryszarda Legutkę (chciałem Was odesłać na jego stronę, ale hmm - mój antywirus sygnalizuje ryzyko ataku trojanem!). Kto wie czy nie wyprzedzi go w ostatniej chwili była wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa, którą popiera Zbigniew Ziobro (niektórzy uznają to jednak za "pocałunek śmierci").

I przy tym wszystkim szkoda, że kompletnie kampanię "położył" Józef Pinior. W tych wyborach jego legenda może już nie pomóc w zwycięstwie...

Etykiety: , , , , , , , , , ,

18.5.09

Wojciech Jankowski: Symbol

Dzięki Lechowi Wałęsie partia Libertas zyskała parę procent zwolenników wśród Polaków, twierdzą spece od politycznego marketingu, w Polsce uchodzący za politycznych publicystów i analityków. Skoro tak twierdzą, raczej się nie mylą, bo słupki poparcia to właśnie ich specjalność.

Nowopozyskani zwolennicy Libertasu nie zaczęli popierać tej partii w wyniku analiz jej programów, ale dlatego, że dzięki Wałęsie zaczęło się o niej mówić w telewizji. Za tydzień usłyszą o czymś innym i na to przerzucą poparcie, ale Libertas zostanie w ich świadomości.

Polityczni marketingowcy nie mają dziś wątpliwości, że właśnie te doraźne sympatie zrodzone przed telewizorem między gwiazdami tańczącymi na lodzie a sześćset osiemdziesiątym siódmym odcinkiem serialu są kluczowe dla wszelkich wyborów. Partie mają swych mniej lub bardziej stałych sympatyków, ale o wynikach głosowań przesadzają ci, co polityczne – przepraszam za wyrażenie – preferencje przenoszą doraźnie z ugrupowania na ugrupowanie, zależnie od tego, co lub kto im się akurat spodoba albo nie.

Na przyrost zwolenników Libertasu nie miała wpływu zmasowana kampania nienawiści wszczęta w mediach przez dyżurnych Demokratów i Europejczycy, którzy usiłowali zajazgotać Libertas, tak samo, jak PiS albo Radio Maryja. (Tu muszę wyznać dla uprzedzenia jazgotu, że anim zwolennikiem Libertasu czy PiS-u, anim słuchaczem Radia Maryja, ja po prostu próbuję opisać kawałek naszego świata swoimi słowami.)

Niedawni obrońcy Lecha Wałęsy przed nazbyt dociekliwymi historykami, dziś z kwaśnymi minami, półgębkiem krytykują symbol „Solidarności” nie skrywając zawodu, bo Libertas to przecież (to można sobie wpisać dowolną obelgę). A tymczasem Lech Wałęsa wykonujący kolejną woltę, jawi się jako symbol jeszcze bardziej symboliczny niż dotąd. Bo taki, jakimi jesteśmy my: w nader rzadkich chwilach zdolni do wspięcia się ponad siebie samych, ale normalnie zadreptani wokół własnych drobnych, szmatławych sprawek i interesików.

Wojciech Jankowski

Etykiety: , , , , ,

6.1.09

Ojciec Rydzyk spokojnie spać nie może

Na początku listopada Puls Biznesu napisał o dwóch Fundacjach Tadeusza Rydzyka: Lux Veritatis (czytaj o niej więcej tutaj) i Nasza Przyszłość. Gazeta twierdziła, że zamiast prowadzić działalność statutową skupiły się interesach, a od zarobionych pieniędzy nie płacą podatków. Dziś (wtorek) wrocławska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie uznając, że nie ma dowodów na złamanie prawa.

Puls Biznesu napisał m.in., że Lux Veritatis i Nasza Przyszłość od lat większość pieniędzy wydają nie na szlachetne cele, zapisane w statucie, ale na robienie interesów. I tak Lux Veritatis w latach 2006-07 na działalność gospodarczą wydała 12,9 mln. zł. i 9,1 mln. zł., czyli odpowiednio aż 82,3 proc. i 76,9 proc. wszystkich kosztów. Natomiast Nasza Przyszłość w 2 ostatnich latach na robienie interesów przeznaczyła 6,1 mln zł. i 5,3 mln zł., czyli odpowiednio aż 91,5 proc. i 86,3 proc. wszystkich wydatków.

Tymczasem statutowo fundacje powinny zajmować się zupełnie czymś innym (za Wprost).
Lux Veritatis propagowaniem zasad moralnych opartych na Dekalogu w środkach społecznej komunikacji, krzewieniem w społeczeństwie kultury polskiej związanej z chrześcijaństwem, integrowaniem środowisk naukowych, twórczych i dziennikarskich w duchu wartości chrześcijańskich. Prowadzi też Telewizję Trwam.
Z kolei Nasza Przyszłość za podstawowy cel przyjęła prowadzenie działalności naukowej i kulturalnej, a szczególnie promowanie książek opartych na tradycyjnym systemie wartości chrześcijańskich. Przy fundacji działa m.in. wydawnictwo, które ma w swej ofercie kilkadziesiąt wydanych książek o tematyce religijnej i humanistycznej.

Po artykule w Pulsie Biznesu, przeprowadzenie postępowania sprawdzającego, minister sprawiedliwości, zlecił wrocławskiej prokuraturze. Śledczy wystąpili m.in. do urzędów skarbowych i Ministerstwa Kultury z pytaniami czy w fundacjach przeprowadzano kontrolę. Okazało się, że US kontrolowały fundacje i nie wykazały poważniejszych nieprawidłowości, z kolei resort nie występował ( a ma takie prawo) do sądu o zbadanie działalności Lux Veritatis i Naszej Przyszłości. Dlatego prokuratura wystąpiła do Ministerstwa Kultury o zlecenie takiej kontroli i do Urzędu Kontroli Skarbowej o sprawdzenie działalności obu podmiotów.
Czyli mimo odmowy wszczęcia śledztwa ojciec Rydzyk nie może spać spokojnie.

O interesach zakonnika jest głośno od wielu lat.
Ojciec Rydzyk chce inwestować w geotermie. Szuka gorących źródeł by ogrzać swoją Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej. Ponieważ nie dostał obiecanej dotacji unijnej chciał zorganizować ogólnopolską zbiórkę. Na taką inicjatywę z kolei nie zgodziło się MSWiA (czytaj więcej tutaj). Ojciec Rydzyk planuje też zainwestowanie w telefonię komórkową. Z zysków ma być sfinansowane szukanie gorących źródeł. Pamiętna jest także słynna sprzedaż cegiełek na ratowanie Stoczni Gdańskiej, z której redemptorysta nie rozliczył się do dzisiaj.

Trzeba jednak przyznać, że do tej pory nikt zakonnikowi nie udowodnił złamania prawa, nawet w takich sprawach jak szerzenie antysemityzmu w Radiu Maryja czy podczas wykładu na jego uczelni. Co prawda raz Telewizja Trwam przegrała proces z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka, ale do tej pory za film o Przystanku Woodstock nie przeprosiła (czytaj więcej tutaj). I nikt też za bardzo nie wie jak przeprosiny wyegzekwować...

Etykiety: , , , , , , , ,