18.5.09

Leszek Budrewicz: Krawaciarze i stoczniowcy

Donald Tusk spotykając się ze stoczniowcami przywołuje w Trójmieście i nie tylko tam pamięć niefortunnego spotkania komunistycznego wicepremiera Rakowskiego z załogą ówczesnej Stoczni im.Lenina.

Był rok 1983, papież dopiero co wyjechał. Jego wizyta nie wywołała narodowego powstania, mimo, że generał Jaruzelski witając go na Okęciu dostała widocznego dla wszystkich drżenia całej twarzy. Spotkanie transmitowała komunistyczna telewizja.
Był wrzesień 1983. Na historyczna sale BHP przyprowadzono tak zwany partyjny aktyw, ale grupie stoczniowców wraz z Wałęsa udało się wedrzeć na salę. Cała Polska zobaczyła miotającego się Rakowskiego, pod adresem którego z głębi sali krzyczano nie bardzo wiadomo w tym momencie co. W każdym razie tracił on panowanie nad sobą coraz bardziej, wykrzykując pod adresem robotników, że gdyby nie PRL, to by "krówki pasali". Potem dopuszczono do głosu Wałęsę, który w kolorowej koszuli a la "Gipsy Kings" przeczytał swoje oświadczenie.
Następnego dnia cała rządowa prasa wydrukowała oświadczenie Jaruzelskiego i ... replikę Wałęsy, który podpisał się swoim stopniem kaprala z czasów służby w wojsku. Prasa podziemna i Radio Wolna Europa opowiedziały całość spotkania uzupełniając o szczegóły, których nie było widać w TV.
W każdym wrocławskim robotniczym domu pojawiła się szybko broszura napisana przez marksistowskiego krytyka ekipy Jaruzelskiego, związanego z "Solidarnością" profesora Leszka Nowaka z Poznania pod tytułem "Anty-Rakowski - czyli co wygwizdali robotnicy Stoczni Gdańskiej". W kluczowej scenie starcia ze stoczniowcami Rakowski zdjął marynarkę i rozwiązał krawat. Bo jeszcze w czasie strajków 1988 roku właśnie po marynarce i krawacie można było rozpoznać, kto nie jest za strajkującymi.
Donald Tusk chodził tak ubrany jeszcze w 1981 roku, już wtedy głosząc neoliberalne poglądy pisał w dodatku "Samorządność" ówczesnego "Głosu Wybrzeża" lub "Dziennika Bałtyckiego". Stoczniowcy wyraźnie tym razem unikają starcia z premierem, bo oni sami chodzą dziś w "gajerach" i to będzie widać w TV. To oczywiście żart, ale też przenośnia.
Stocznia Gdańska jest symboliczna, tak samo jak w latach 80. - choć w innym sensie. Idąc z nią na konfrontację nie może wygrać czegoś dla Polski. Ale Roman Gałęzewski, szef stoczniowej "S" (bo chyba na Guzikiewicza nie ma co liczyć), chyba rozumie, że robotnikom nie jest po drodze z jakąkolwiek partia z tych, które są dziś w parlamencie.
Bo znowu białe koszule, to czarne dusze.

Leszek Budrewicz

Etykiety: , , , , , , , , , , ,

16.3.09

Leszek Budrewicz: Zanussiego barwy ochronne

Znany polski reżyser i scenarzysta Krzysztof Zanussi został zarejestrowany przez SB jako TW "Aktor" - ujawnia Gazeta Polska (publikacja w środowym numerze).
Reżyser zaprzecza, aby kiedykolwiek współpracował z bezpieką. Akta SB na temat Krzysztofa Zanussiego - publikuje portal Niezalezna.pl.

Zawsze był to reżyser, który dywagacje moralne ze swoich filmów godził z praktycznym cynizmem. Chciał jeździć po świecie i robił to, chwaląc się jeszcze w czasach PRL swoimi zdolnościami łączenia promocji różnych linii lotniczych.
W tak zwanych najcięższych czasach lat 80. jeździł do Moskwy na festiwal filmowy. Gdy go o to zapytałem w wywiadzie stwierdził, że ci, którzy oskarżają go o oportunizm i blokowanie młodym drogi do ekranu (były lata 90.), sami mając takie możliwości sprzedali by własną skórę za sukces.
W wielu jego filmach moralny fundamentalizm ściera się beznadziejnie z cynizmem, często w sytuacjach ostatecznych: sam Zanussi daje przeważnie zwyciężać cynikom, ale widz odnosi wrażenie, że jego sympatia jest po stronie przegrywającego dobra. Mimo to i mimo nagrody na najważniejszym polskim festiwalu filmowym za "Barwy ochronne", w odróżnieniu od Wajdy nie przyjął na siebie oczekiwanej przez publiczność roli ludowego trybuna.

W tym sensie publikacja "Gazety Polskiej" pokazuje, że przesłanie "Życia jako choroby przekazywanej drogą płciową", "Cwału", "Struktury kryształu" czy filmu "Constans" to ekranowe "łzy krokodyla". Zanussi prowadził - jeśli sądzić z tego co wiemy z publikacji "Gazety" - tak samo cyniczną grę z bezpieką, co z publicznością. W swoim zadufaniu uważał pewnie - nie on jeden przecież - że to, co opowiada, utoruje mu drogę do kariery, jednocześnie niszcząc innych w sposób umiarkowany. Zanussi niczym któryś bohater jednego z jego filmów jest na poły systemu ofiarą, na pół współwinnym. Choć jednak korzyść z jego rozmów z SB była dla niego natychmiastowa, strata, jak widać, dość w czasie odłożona.

Podobny problem pozostawili po sobie - choć w różnym stopniu - i Kapuściński i Herbert. Chcieli coś zrobić, musieli iść na kompromisy, granica między "kiwaniem" przeciwnika, a pomaganiem mu nie była narysowana na boisku jasno. Albo po prostu oni nie chcieli jej widzieć, jak wielu ich czytelników czy widzów, którzy szli na kompromis, żeby dostać przydział na niedostępną pralkę.

Wydaje się, że Zanussi, przepraszam - domniemany TW "Aktor", jedną przynajmniej stopą przekroczył - na stronę ciemności. "Wielki" krok małego człowieka, niewielki krok w historii ludzkości.
Leszek Budrewicz

Etykiety: , , , , , , , , , , ,

20 lat zmian: konferencja z lewicowym zacięciem we Wrocławiu

Do dyskusji na ten temat na 5W szykujemy się już od dawna. Tym razem temat 20. lecia przemian z jakimi mamy do czynienia od 1989 roku w ujęciu socjologów i lewicowców. Od 20 do 21 marca będzie można sprawdzić czy przeciętny Polak jest z nich zadowolony, czy trafiając na bezrobocie zatęskni za tzw. PRL-em.

Konferencję "Podziały klasowe i nierówności społeczne - refleksje społeczne 20 lat po zmianie systemowej" zaplanowano na 20-21 marca we wrocławskim Ossolineum.
Szykują się dwa dni prelekcji na temat zmian jakie nastąpiły w Polsce oraz kondycji życia społecznego z jakim mamy do czynienia na przestrzeni tych dwóch dekad.

Z listy tematów można wywnioskować, że nie będą to same pozytywne refleksje. Jedne z bardziej znanych wrocławskich filozofów Leszek Koczanowicz wygłosi odczyt "Co się z nami stało, czyli powstanie post-post-komunizmu". Z kolei Adam Leszczyński przygotował wystąpienie pod hasłem "Paradoks współczucia. Bieda i podziały klasowe w oczach dziennikarzy".
Zapowiada się ciekawie.
Jeśli inne środowiska/opcje zdecydują się na takie podsumowanie interesującym przedsięwzięciem byłaby synteza wszystkich wniosków i próba analizy. Bo raczej wspólnej konferencji nie przewidujemy:-)

Etykiety: , , , ,

29.10.08

Grzegorz Braun ostatecznie przegrywa z Janem Miodkiem

O tej sprawie piszemy od ponad roku. W kwietniu ubiegłego roku znany publicysta Grzegorz Braun (czytaj rozmowę Łukasza z dziennikarzem) powiedział o profesorze Janie Miodku, że był on informatorem policji politycznej PRL.

Językoznawca wytoczył proces dziennikarzowi. W lipcu tego roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu nakazał Braunowi przeprosić Jana Miodka i wpłacić 20 tysięcy złotych na cele społeczne (czytaj więcej tutaj). Dzisiaj odwołaniem dziennikarza zajął się Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Wyrok był niekorzystny dla Grzegorza Brauna, który już zapowiedział złożenie kasacji do Sądu Najwyższego. Ten jednak może uchylić orzeczenie tylko wtedy gdy uzna, że podczas procesów popełniono błędy proceduralne. Grzegorz Braun był zaskoczony , że dzisiejszy proces odwoławczy był tak szybki, a wyrok został ogłoszony błyskawicznie.

Grzegorz Braun ma jeszcze na głowie proces cywilny z Lechem Wałęsą i karny ws. awantury z policjantami podczas manifestacji NOP i ONR we Wrocławiu (więcej czytaj tutaj).

Etykiety: , , , , , ,