16.7.09

Niemiec w opałach

Dietmar Loildolt jest emerytowanym niemieckim nauczycielem historii. Ma 70 lat. Od wielu lat przyjeżdża do Polski. Od dwóch lat mniej chętnie. Musi bowiem uczestniczyć w swoim procesie.

Kłopoty Niemca związane są z wydarzeniami z maja 2007 roku. Dietmar Loildolt przeprowadzał się wówczas z Lubeki do Wiednia. Ponieważ miał bardzo duży księgozbiór książki woził na raty. W jego samochodzie mieściło się zwykle 450 tomów. Tak też było 21 maja 2007 roku gdy z Lubeki wyruszył do Wiednia przez Polskę, gdzie zamierzał odwiedzić znajomych. Oprócz książek wziął obraz, który kupił za 1100 euro. Niemiecki nauczyciel najpierw pojechał do znajomej do wsi Kaczory koło Piły. Później udał się w odwiedziny do znajomych na wrocławskim Biskupinie. Z Wrocławia 23 maja postanowił jechać do Wiednia, gdzie jego 60 letni brat obchodził urodziny. Kłopoty zaczęły się na polsko - czeskim przejściu granicznym w Boboszowie. Strażnik graniczny uznał, że Dietmar Loildolt przewozi zabytkowe przedmioty bez pozwolenia. Jak opisuje sam Niemiec, strażnik, za pośrednictwem tłumaczki, powiedział, że po wpłaceniu tysiąca złotych będzie mógł pojechać dalej. "Nie miał żadnego formularza. Zamarłem. Byłbym nawet gotów dać 100 euro, ale nie tysiąc złotych. Nie wiedziałem, że potrzebuję jakiegokolwiek pozwolenia" - opowiadał emerytowany nauczyciel. Dodawał, że pierwszy raz w życiu przytrafiła mu sie taka kontrola graniczna. Niemiec trafił na 48 godzin do izby zatrzymań. Szybko usłyszał zarzuty przewożenia zabytków bez pozwolenia. Wartość 450 książek oszacowano na 750 złotych (sic!), a obrazu na 18 tysięcy. Pierwszy proces w tej sprawie został umorzony, po uchyleniu wyroku, w czwartek drugi rozpoczął się na nowo.

Sytuacja jest kompletnie absurdalna. Nie trudno odnieść wrażenie, że Niemiec był przetrzymywany za kratkami przez 48 godzin bo po prostu odmówił wręczenia łapówki. On sam powiedział, że potraktował to jako propozycję korupcyjną. Jego adwokat Alexander Ilgman tłumaczył mi, że Niemiec nie złożył zawiadomienia o przestępstwie bo nie było w tej sprawie 100 procentowych dowodów. Inaczej jednak uważa prokuratura. Już zapowiedziała, że spróbuję tę sprawę wyjaśnić. Z kolei znajomi Dietmara Loildolta są zdumieni tak otwartą propozycją korupcyjną ze strony urzędnika państwowego. Czy utwierdzi ich to w przekonaniu, że Polska to kraj korupcji?

Mecenas Alexander Ilgman tłumaczył też, że powodem problemów Niemca jest niedoskonała ustawa o ochronie zabytków. W czwartek tymczasem Sejm zajął się jej nowelizacją. Przypadek Dietmara Loildolta nie jest bowiem jedynym, we Wrocławiu od czterech lat wyjaśniana jest sprawa Niemca, który przewoził swoją kolekcję znaczków. Także i on usłyszał prokuratorskie zarzuty...

Etykiety: , , , , , , , , , , ,

24.2.09

Polskapresse likwiduje dodatki lokalne

Od marca zniknie dziewięć z osiemnastu regionalnych wydań dziennika "Polska" - podała PAP. Zarząd Polskapresse poinformował, że w związku z kryzysem na rynku wydawniczym reorganizuje działalność, a likwidowane tytuły będą się ukazywać w internecie.

W papierowym wydaniu znikną: "Polska Białystok", "Polska Gazeta Opolska", "Polska Kielce", "Polska Koszalin", "Polska Kujawy", "Polska Lubuskie", "Polska Olsztyn", "Polska Rzeszów", "Polska Szczecin". Ponadto zamknięte zostaną tygodniki mazowieckie "Nasze Miasto". Zarząd Polskapresse zapowiada, że likwidacja tytułów pociągnie za sobą redukcję zatrudnienia na Mazowszu, w Opolu, w Lubuskiem oraz w Warszawie.

"Finansowanie projektów, które nie dają szans na osiągnięcie rentowności w perspektywie tego i przyszłego roku, jest obarczone ogromnym ryzykiem. Jednocześnie obserwowany jest wyjątkowo stabilny mimo kryzysu rozwój przedsięwzięć internetowych" - argumentuje Polskapresse w komunikacie przesłanym PAP. Zarząd Polskapresse podkreśla ponadto, że "ponoszenie dodatkowych wydatków związanych z funkcjonowaniem +Polski+ w obecnej formule w obliczu pogarszającej się sytuacji gospodarczej w kraju nie leży w interesie spółki".

Pap przytacza dane Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, według którego zamykane tytuły "Polski" miały w grudniu 2008 r. najgorsze wyniki sprzedaży spośród wszystkich tytułów projektu. Wszystkie likwidowane gazety notowały sprzedaż ogółem (w kioskach i prenumeracie) poniżej dwóch tysięcy egzemplarzy. Najgorzej sprzedawały się: "Polska Koszalin" (552 egzemplarze), "Polska Olsztyn" (622), "Polska Białystok" (690), "Polska Kielce" (821).

To kolejny etap likwidacji regionalnych gazet. Jak to wieszczy od jakiegoś czasu Łukasz - spowoduje to silny rozwój dziennikarstwa internetowego. Na pewno jednak uderzy w starszych mieszkańców małych miejscowości, którzy przyzwyczajeni są do papierowych gazet. We Wrocławiu z trzech gazet (Słowa Polskiego, Wieczoru Wrocławia i Gazety Wrocławskiej) stworzono jedną, a i ta jest teraz zagrożona likwidacją. Nie ma bowiem gwarancji, że koncern ograniczy się do likwidacji połowy oddziałów! Czy to szansa dla małych, lokalnych gazet, które nie wpadły w ręce "sieciówek" czy wielkich koncernów? Oby. Bo inaczej w przyszłości o życiu w regionie będziemy czytać w materiałach pisanych przez dziennikarzy z Warszawy.

Etykiety: , , ,

20.11.08

Unijna biblioteka cyfrowa w internecie

Rozpoczyna działalność pierwsza, unijna biblioteka cyfrowa. Na stronie www.europeana.eu znalazły się zeskanowane książki, manuskrypty, mapy, fotografie, arcydzieła europejskiego malarstwa, oraz archiwalne filmy. Na początek 2 miliony takich plików z całej Unii, z Polski niewiele.

Jak podaje IAR - na portalu można znaleźć m.in. Angielską Wielką Kartę Swobód, dzieła Picassa, "Boską komedię" Dantego i filmy dokumentalne z najważniejszych wydarzeń XX wieku. Zgromadzono w niej zbiory z prawie tysiąca organizacji kulturalnych z całej Europy.
Największy wkład w utworzenie Europeany miała Francja, skąd pochodzi ponad połowa zarchiwizowanych w sieci pozycji. Polska zaoferowała między innymi rękopisy Chopina, ale na razie jej udział jest skromny - zaledwie 0,1% wszystkich zbiorów. Zasoby unijnej biblioteki cyfrowej to na razie 2 miliony dzieł i każdy będzie miał do nich swobodny dostęp. Do 2010 roku ma być 10 milionów zbiorów w sieci.

Dzisiaj rano strona już działała, ale chodziła bardzo wolno. Dlugo trzeba czekać na odnalezienie wyszukiwanego słowa.

Etykiety: , , , , , , ,

4.11.08

Lato nie czeka

Grzegorz Lato był zawodnikiem surowym technicznie, silnym, o żelaznych płucach, atomowym strzale. Nie pamiętam żeby, choć był bramkostrzelnym napastnikiem, kiwnął więcej niż jednego obrońcę na raz.

Kiedy trafił do reprezentacji młodzieżowej i strzelił Albanii dwie bramki ( dzięki niemu Polska wygrała 2:1) „Sport” pytała sceptycznie pod kątem jego gry w reprezentacji: „Po co nam jednonożny Lato?”. Ale „jednonożny” miał fart: reprezentacja Górskiego po wygraniu z Anglia 2:0 w Chorzowie (jedyny dotąd raz wygraliśmy z „Angolami”) pojechała w 1973 roku na rekreacyjne amerykańskie tournee i wróciła w wakacyjnej formie. Dodatkowo świetny prawoskrzydłowy Górnika Zabrze Jan Banaś (wychowanek Polonii Bytom), współautor (razem z Gadochą) pierwszej bramki z Anglią odniósł kontuzję, która –jak się potem okazało– załamała jego karierę piłkarską. A w powrotnej drodze czekał towarzyski mecz z Bułgarią w na wyjeździe. Ściągnięty w trybie awaryjnym z kraju Lato strzelił Bułgarom dwie bramki, Polska wygrała 2:0. Potem sprawdził się z Walią, a na Wembley z Anglią (słynne 1:1) Mc Farland musiał go złapać za koszulkę, żeby nie strzelił dla Polski drugiej bramki.
Król strzelców mistrzostw świata miał niesamowity instynkt pod bramka, a nerwy nie odmawiały mu posłuszeństwa: wielokrotnie strzelał decydujące bramki gdy miał dobry dzień, a honorowe w słabych. Z czasem przestał być biegaczem (w Stali Mielec razem drugim skrzydłowym Gąsiorem mieli „ksywę” „Bolek i Lolek”). Został przesunięty do pomocy, a przez lata nie tracił szybkości. Była jedynym zawodnikiem, który pozostał podstawowym graczem obu polskich drużyn, które zajęły na mistrzostwach świata trzecie miejsca: tej z 1974 i tej z 1982 roku.

W pamiętnikach świetnego polskiego skrzydłowego Stanisława Terleckiego Lato jest pokazany jako facet, który podpuszcza kolegów do zgrywy, a potem napawa się tym, że podpadli. Dziennikarze sejmowi zapamiętali go jako człowieka, który brał w bufecie tanie potrawy i dużo chleba, który był za darmo. Nasz najlepszy w historii bramkarz, kolega Laty z reprezentacji Jan Tomaszewski kpił, że „Grzesiu” nie powinien być szefem PZPN, bo nie wiadomo, czy umie się dobrze podpisać.

Podobnie jak wielu innych sportowców, choćby kolarz Jaskuła czy sprinter Woroninposzedł w SLD”. Został nawet senatorem.

Nikt nie wie, co będzie w PZPN za Laty, tak jak nikt nie wie co będzie ze Stanami Zjednoczonymi za Barracka Obamy.

Lato nie jest wielkim mówca. Lato jest tym człowiekiem, który strzelił jedyna bramkę w jednym dotąd wygranym przez Polskę meczu z Brazylia (o trzecie miejsce na mistrzostwach świata w 1974 roku w RFN). Dostał podanie, naciskany widział, że niedoświadczony Kapka wychodzi do podania na pozycję spalona. Kopnął piłkę do przodu ile mógł i pobiegł za nią. Brazylijski obrońca nie nadążył za nim, a Lato łapiąc bramkarza „na wykroku” na zimno puścił piłkę koło jego nogi. Sam sobie podał, doszedł do podania i strzelił swojego siódmego gola na mistrzostwach.

Taki jest do dziś.

Leszek Budrewicz

Etykiety: , , , , , , , , , , , , , , , ,

12.8.08

"Kaczor" - mąż stanu, Donald - ciepła kluska

Wspólna podróż prezydentów Polski, Litwy i Ukrainy oraz premierzy Łotwy i Estonii do Tibilisi jest nie tylko odważnym gestem, ale najlepszym, co można było w tej sytuacji zrobić. Lech Kaczyński zachowuje się tym razem jak mąż stanu, Donald Tusk jak polityk.

Różne rzeczy można powiedzieć o byłym prezydencie Francji, nieżyjącym już Francois Mitterandzie, ale na pewno trzeba przyznać, że jego lądowanie w oblężonym Sarajewie, praktycznie pod ostrzałem, było aktem godnym męża stanu, który chciał naprawdę powstrzymać masakrę miasta. Nie możemy do Gruzji posłać wojska, trzeba tam wysłać tyle pomocy humanitaranej i logistycznej, ile się da. Natomiast trudno sobie wyobrazić bardziej czytelny sygnał dla Rosji, niż przylot głów państw do Tbilisi w momencie, kiedy część światowych agencji podaje wiadomości, że Gruzini szykują się do obrony miasta przed nadciągającymi Rosjanami.

Prezydent Kaczyński oczywiwiście prowadzi przy okazji swoją politykę zagraniczną, nie od wczoraj wspiera Gruzję i chce sformować koalicję krajów obciążonych obawą przed Rosją (rząd i MSZ woli raczej postępowac nogę w nogę z Zachodem w tych sprawach). Rząd, choć generalnie zaregował dobrze, nie chce wychodzić przed szereg i zamierza prawdopodobnie zrobić tyle, ile sojusznicy z NATO i UE, nie więcej. Dla Gruzinów oznacza to na razie jednak nic konkretnego, co Rosja "jasno czyta". Tarcza z prezydentów może obronić Tbilisi, któremu Amerykanie na razie zaproponowali tarczę z "papierowych rakiet".

Leszek Budrewicz

Etykiety: , , , , , , , , , , , , , , , ,

8.8.08

Rosja bombarduje Gruzję (?) a świat ogląda igrzyska olimpijskie

Kiedyś czas igrzysk olimpijskich to był czas pokoju. Zawieszano konflikty, a wszyscy skupiali się na zmaganiach sportowych. Dziś w dniu otwarcia igrzysk w Pekinie Rosja wysyła swoje bombowce na Gruzję.

Oczywiście nie wysyła ich ot tak sobie. Gruzińskie wojska wkraczają bowiem do Osetii Południowej. Czy może to doprowadzić do działań wojennych na szeroką skalę ? Miejmy nadzieję, że nie. Potencjał militarny Moskwy pozwoliłby zniszczyć Gruzję w ciągu kilku - kilkunastu dni. Pytanie jak wówczas zachowałoby się NATO czy sama Polska ? Nie dziwię się Gruzji, że walczy o terytoria, które uważa za swoje. Dziwi natomiast sytuacja, że Rosja broni Osetii jakby zapominając o tym jak zdeptała prawa do niepodległości Czeczenii.

Wojenka, wojenką, a igrzyska będą się toczyć. Kto by się tam martwił o Gruzinów, Rosjan czy Osetię (ilu wie w ogóle, że taki kraj istnieje...)

Etykiety: , , , , , ,