17.10.09

IPN: Rok Kultury Niezależnej we Wrocławiu

Przed nami kolejne wydarzenie z cyklu "Rok Kultury Niezależnej we Wrocławiu". Całość rozpocznie się 21 października i potrwa do 23. To jedna z ciekawszych inicjatyw z jakimi mamy do czynienia we Wrocławiu.

"Kontrkultura. Graffiti - Happening" - to wystawa, która rozpocznie zaplanowany cykl. Można ją będzie zobaczyć już 21 października od godziny 13.12 we wrocławskim Rynku, tuż obok pręgierza.
Ekspozycja składa się z dwóch części: 12-metrowego muru, którego jedna strona będzie pokryta graffiti oraz z 7 paneli - na nich zostaną umieszczone teksty i ikonografia. Zaplanowano także happening (od 12.00) podczas którego malowane będą graffiti zarówno na murze jak i na koszulkach. Swoje stanowisko będzie miała także Fundacja Ekorozwoju. Ekspozycję będzie otwarta do 14 listopada.

"Od kontrkultury do New Age" - to konferencja naukowa zaplanowana od 22 do 23 października we wrocławskim Ossolineum. Tematem przewodnim będą wydarzenia z lat 80. (działania Pomarańczowej Alternatywy, represje PRL-owskiego państwa wobec subkultur i osób związanych z kontrkulturą)

"Nigdy w historii tak niewielu nie zrobiło tak wiele, nie wiadomo dlaczego..." - to panel dyskusyjny zaplanowany na 22 października z udziałem Leszka Budrewicza i Agaty Saraczyńskiej oraz Ewy Stewart, Aleksandra Gleichgewichta, Pawła Jarodzkiego i Marka Krukowskiego.

Interesująco zapowiada się także odczyt Łukasza Sołtysika "Punk rock jako zjawisko kontrkulturowe w PRL" (23 paździenika w panelu między 9.00 a 11.15).

A oto cały program:

22.10.2009

9.00-10.40
1. Prof. Waldemar Kuligowski – Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu
Kultura, kontrkultura, antykultura. Zakresy znaczeniowe pojęć i ich zastosowanie wobec sytuacji w PRL
2. Dr Leszek Kleszcz – Uniwersytet Wrocławski
Filozofia i kontrkultura – ludzie, idee, ideologie
3. Bogusław Tracz – IPN Katowice
„Zdemoralizowane brudasy”. Instytucje wychowawcze i represyjne państwa wobec początków subkultury hipisów w PRL

10.40-11.10 – przerwa

11.10-12.30
1. Prof. Michał Kosma Jędrzejewski – ASP Wrocław
Sensiblizm i wczesne akcje happeningowe we Wrocławiu.
2. Dr Krzysztof Albin
Kontrkultura w PRL. Autentyzm czy adaptacja? Studium Pomarańczowej Alternatywy i Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego.
3. Joanna Dardzińska – IPN Wrocław
Pomarańczowa Alternatywa w świetle materiałów operacyjnych SB.

12.30-13.00 – przerwa

13.00-14.20
1. Piotr Antoniewicz – Uniwersytet Wrocławski
Ruch ekologiczny w Polsce lat 80. Idee – źródła – działania.
2. Dr Grzegorz Waligóra – IPN Wrocław
Ekologia jako forma działalności opozycyjnej w PRL na przykładzie Ruchu Wolność i Pokój.
3. Anna Wiśniewska – Bałtycka Wyższa Szkoła Humanistyczna w Koszalinie
Kolorowe paciorki w szarej codzienności. Geneza i działalność Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian.

14.20-14.50 – dyskusja
15.00-16.00 – przerwa

16.00-18.00 – panel dyskusyjny
„Nigdy w historii tak niewielu nie zrobiło tak wiele, nie wiadomo dlaczego…”
Prowadzenie: Leszek Budrewicz
Uczestnicy: Agata Saraczyńska, Ewa Stewart (Kapała), Aleksander Gleichgewicht, Paweł Jarodzki, Marek Krukowski

23.10.2009

9.00-11.15
1. Prof. Paweł Jarodzki – ASP Wrocław
Sztuka – narzędzie demokracji
2. Grzegorz Kmita – Poznań
Graffiti w PRL jako zjawisko społeczne.
3. Dr Aleksandra Szlagowska (etnolog) – Akademia Medyczna we Wrocławiu Konflikty w polskich subkulturach w latach 80
4. Łukasz Sołtysik – IPN Wrocław
Punk-rock jako zjawisko kontrkulturowe w PRL
5. Dr Piotr Stasiewicz – Uniwersytet Białostocki
Polska fantastyka okresu PRL jako kontrkultura

11.15-11.45 – przerwa

11.45-13.30
1. Dr Grzegorz Skrukwa – Uniwersytet Szczeciński
Tzw. „harcerska alternatywa” - wokół tygodnika „Na Przełaj” w latach 80. XX w. pytania i hipotezy.
2. Dr Sławomir Barć – Uniwersytet Wrocławski
Miejsce buddyzmu w polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej
3. Dr Joanna Żak-Bucholc
Prekursorzy Nowej Ery na przykładzie Akademii Życia
4. Dr Dorota Hall – PAN Warszawa
Od kontrkultury do New Age? Źródła i konteksty nowej duchowości w Polsce

13.30-13.50 – dyskusja

Etykiety: ,

10.9.09

Sąd Najwyższy: Braun musi przeprosić! Braun: nie przeproszę!

To był kwiecień 2007 roku. Grzegorz Braun uczestniczył w porannym programie publicystycznym Kontra z Leszkiem Budrewiczem w Polskim Radiu Wrocław. Pamiętam to jak dziś. Miałem wtedy dyżur dziennikowy...

Tuż przed 8.00, gdy program już się kończył Grzegorz Braun - wrocławski publicysta, reżyser i dokumentalista - rzucił do mikrofonu, że profesor Jan Miodek był w latach 80. "informatorem policji politycznej" i wybiegł ze studia. Zaskoczony Budrewicz i prowadzący program Filip Marczyński zamarli. Nikt nawet nie zdążył zadać Braunowi pytania. Nie udało się go też dogonić na radiowym korytarzu. W naszym newsroomie zawrzało. Wycięty dźwięk czekał na emisję w serwisie o 8.00. W czasie dziennika błyskawiczne ustalenia. Decyzja - nie puszczamy. Czekamy na komentarz Jana Miodka i komentarz szefa wrocławskiego IPN Włodzimierza Suleji. Ale po kilku, kilkunastu minutach dzwonią przedstawiciele wszystkich wrocławskich mediów. Pytają czy to prawda. Potwierdzamy. Zapada decyzja - publikujemy o 9.00. W tym czasie nasza reporterka Ewa Waplak już szuka profesora i nagrywa z nim poruszającą rozmowę. "Rewelacją" żyje już cała Polska.
Robi się jednak coraz większy "kwas". Grzegorz Braun nie chce ujawnić swojego źródła. Ostatecznie Polskie Radio Wrocław zawiesza z publicystą współpracę (czytaj tutaj). Trzeba pamiętać, że to były czasy kiedy sensacje lustracyjne niemal co tydzień wybuchały w różnych mediach.

Grzegorz Braun po kilkunastu dniach Łukaszowi Medekszy mówi: "Jestem posłańcem złej nowiny" (czytaj tutaj)!. Zaraz potem sprawa trafia do sądu (czytaj tutaj). Jesienią 2007 roku Grzegorz Braun nazwany "lustratorem numer 1 we Wrocławiu" (ujawniał też informacje o współpracy z SB Wojciecha Dzieduszyckiego i Henryka Tomaszewskiego) zostaje kandydatem UPR do Senatu (czytaj tutaj), jednak nie wystartował w wyborach z powodu błędów proceduralnych.

Rok po wypowiedzi o profesorze Miodku publicysta znowu oskarża. Tym razem we wrocławskim sądzie Lecha Wałęsę i Grzegorza Schetynę (więcej tutaj), później zresztą z byłym prezydentem spotyka się w sądzie. W lipcu 2008 roku Grzegorz Braun przegrywa proces z Janem Miodkiem (czytaj więcej tutaj), a w październiku tego samego roku wyrok się uprawomocnia (więcej tutaj). W tak zwanym międzyczasie Braun ma kolejne kłopoty - prokuratura oskarża go o poturbowanie policjanta podczas nacjonalistycznego wiecu we Wrocławiu (czytaj tutaj) - proces trwa do tej pory.

Dzisiaj Sąd Najwyższy zajął się kasacją Grzegorza Brauna. Została ona odrzucona. Jedyne co zmieniono to liczbę mediów, w których publicysta musi przeprosić Jana Miodka. Z długiej listy ostały się jedynie Radio Wrocław i Gazeta Wyborcza Wrocław. Zaraz po ogłoszeniu wyroku Grzegorz Braun ogłosił, że nie przeprosi. Czy Jan Miodek zdecyduje się na zamieszczenie przeprosin na koszt Brauna i komornicze dochodzenie zwrotu kosztów? Tego jeszcze nie wiemy.

I jeszcze jedno. Nawet jeżeli Grzegorz Braun miał rację ws. Jana Miodka (bo tego nie możemy wykluczyć) to i tak sposób w jaki poinformował o rzekomej współpracy naraziły go na utratę wiarygodności. Odmówił bowiem ujawnienia swojego źródła... A to zapewne musiało pochodzić ze ściśle tajnego zbioru dokumentów IPN...

p/s Łukasz znalazł w Youtubie zapis spotkania z Grzegorzem Braunem, w którym publicysta mówi gdzie znajdują się informacje o Janie Miodku. W pierwszej części nagrania temat językoznawcy rozpoczyna się po 6 minucie.



Etykiety: , , , , , , , , , , ,

19.5.09

Superwizjer TVN: niechlubna przeszłość Edwarda Zalewskiego?

Superwizjer TVN (tu zapowiedź programu) pokazał wczoraj program dotyczący prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego (tu pisałem o jego nominacji). Wytyka mu przeszłość prokuratorską w czasach PRL.

O tym, że dziennikarze Superwizjera kręcą materiał na temat Edwarda Zalewskiego wiadomo było od kilku tygodni. Pojawili się wówczas w Legnicy i wypytywali o obecnego prokuratora krajowego. W programie wytknęli m.in., że wydał zgodę na widzenie funkcjonariusza SB (czy jak podają media na przesłuchanie) ze Stanisławem Śniegiem - znanym wówczas opozycjonistą z Lubina. To jedyny dowód jaki znaleźli na ten temat. Cóż trudno było się spodziewać, że prokurator pracujący w tamtych czasach nie maczał w niczym rąk, a mało było takich ludzi jak wrocławski prokurator Janusz Jaroch, który odszedł z pracy (o ile się nie mylę)14 grudnia 1981 roku. Ale to tylko jeden dokument.

Ale nie o tym chciałem. Edward Zalewski od początku lat 90. prowadził śledztwo w sprawie pacyfikacji manifestacji lubińskiej w 1982 roku (pisałem o tym kilka razy). Jeżeli przez te kilkanaście lat, które doprowadziły do oskarżenia i skazania trzech ówczesnych oficerów MO i ZOMO, nikt nie wyciągnął nic poważnego na tego prokuratora, to może po prosty nic takiego nie było? Ludzie z regionu legnickiego znali go bardzo dobrze. Był szefem legnickiej prokuratury okręgowej.

Druga rzecz- z programu nie wynika czy agenci ABW byli we wrocławskim IPN i u Stanisława Śniega przed nominacją czy po (chyba, że przegapiłem tę informacje). Czy -w domyśle- Zalewski ich wysłał (i po co?), czy może też sprawdzali go jako przyszłego ważnego urzędnika państwowego.

I trzecia sprawa, która się nasuwa. Skoro zniszczono akta w prokuraturze, to czemu nie sprawdzono czy nie ma ich w sądach, gdzie także powinny trafić?

Choć oczywiście to wszystko co pokazał Superwizjer robi wrażenie. Ale tylko początkowo. Później analiza programu trochę jego treść weryfikuje. Choć oczywiście kompromitująca była dla Edwarda Zalewskiego sprawa nominacji prokuratora Leszka Pruskiego do ministerstwa sprawiedliwości (oskarżał w dwóch procesach opozycjonistów z lat 80.) Pojawił się też dziwny ministerialny awans prokuratora Andrzeja Kaucza z Wrocławia, który także oskarżał opozycjonistów w latach 80. (no ale tego broni nawet Władysław Frasyniuk). Do tej pory nie słychać też aby prokurator Zalewski zabrał głos w sprawie dwóch wrocławskich prokuratorów, którzy złożyli zawiadomienie o przestępstwie na swoją przełożoną (tu pisałem o tym).

I żeby nie było wątpliwości. Nie mam żadnych powodów by bronić Edwarda Zalewskiego. Zawodowo nasz kontakt urwał się jak wyjechał z Wrocławia do Warszawy, a umówiony wywiad przesunęła jego rzecznik o miesiąc...

p/s refleksje o programie naszły mnie po rozmowie z Marcinem Rybakiem z Polski - Gazety Wrocławskiej (tu jego blog). Warto przeczytać jego artykuł na ten temat.

Etykiety: , , , , , , , , , , ,

24.4.09

IPN wydaje książkę o blogerze 5 Władzy

Leszek Budrewicz doczekał się wydania swoich wspomnień z czasów gdy działał w opozycji. Oto fragment wstępu Grzegorza Waligóry do wydawnictwa IPN:

"Urodzony we Wrocławiu w 1956 r. Leszek Budrewicz to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych postaci wrocławskiej opozycji, w szeregach której spędził blisko trzynaście lat: od Wydarzeń Czerwcowych 1976 r. i włączenia się w akcji zbierania pieniędzy dla represjonowanych robotników Radomia i Ursusa, aż do wyborów do Sejmu kontraktowego z 4 i 18 czerwca 1989 r., będących początkiem upadku rządów komunistycznych w Polsce. Aktywność polityczna Budrewicza obejmuje więc najważniejszy okres funkcjonowania zorganizowanej opozycji w Polsce. Na przykładzie jego losów prześledzić można zarówno ewolucję chylącego się ku upadkowi systemu komunistycznego, jak i złożoną historię różnorodnych środowisk opozycyjnych. (…)
Prezentowane poniżej wspomnienia Leszka Budrewicza stanowią zapis zredagowanego i autoryzowanego wywiadu udzielonego Monice Kała. ZawDementarte w tekście poglądy i oceny związane z funkcjonowaniem środowisk opozycji w latach 1976-1989 odzwierciedlają jedynie poglądy autora wspomnień. Przypisy biograficzne, zamieszczone w części zawierającej wspomnienia Leszka Budrewicza mają wyłącznie charakter wyjaśniający i uzupełniający oraz znajdują się przy pierwszym występowaniu danego nazwiska. Szczególną uwagę zwrócono w nich na działalność opozycyjną do 1989 r. Informacje o aktywności poszczególnych osób po 1989 r. dotyczą przede wszystkim okresów zasiadania w parlamencie i pełnienia wysokich urzędów państwowych.
Wykorzystane ilustracje pochodzą ze zbiorów Niezależnej Agencji Fotograficznej "Dementi", Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu, Zakładu Narodowego im. Ossolińskich oraz prywatnych zbiorów Leszka Budrewicza".

Promocja książki o Leszku Budrewiczu 27 kwietnia o godz. 16.00 we wrocławskim Ossolineum.

Etykiety: , , , , , , , ,

6.4.09

Wojciech Jankowski: Smutek pustoszejących piedestałów

Zabicie posłańca, który przyniósł złe wieści, to prymitywny odruch bezmyślnej wściekłości wyładowanej na tym, kto w chwili wybuchu furii znalazł się pod ręką. Anachroniczny w dzisiejszych oświeconych czasach. A może jednak nie?
*
Ksiądz Jankowski był zarejestrowany jako źródło informacji SB, Krzysztof Zanussi jako tajny współpracownik. Wcześniej Herbert i Kapuściński. Co jakiś czas dostajemy kolejną rewelację o kolejnym wielkim człowieku, który okazał się tajnym współpracownikiem SB. Wszystkie te doniesienia wywołują podobną reakcję: zlikwidować IPN albo przynajmniej tak zakneblować, żeby nie wychodziły stamtąd takie nieprzyjemne informacje. Zabić posłańca albo chociaż mocno dać mu po łbie.
"Lech Wałęsa. Idea i historia" Pawła Zyzaka oraz żenujące dąsy bohatera po opublikowaniu książki wywołały mocniejsze niż dotąd żądania likwidacji albo przynajmniej zakneblowania IPN-u. Nie przeszkodziło nawet to, że opracowanie powstało poza Instytutem i wydane zostało gdzie indziej.
Książka o Wałęsie jest tylko pretekstem. Archiwów zamknąć się wprawdzie nie da, ale można zastraszyć historyków i publicystów, żeby siedzieli cicho. Część zwolnić z pracy, a dla pozostałych powołać nowego szefa, który przypilnuje, żeby nikt się nie wychylał. Bo lepiej nie znać złych wieści.
*
Każdy, kto w Peerelu robił więcej niż przychodzenie do pracy i branie wypłaty narażał się na wezwania, inwigilację, nękanie i próby zwerbowania. Każdym, kto wyjeżdżał za granicę – jeśli pominąć wczasy w Bułgarii czy Rumunii – interesowało się SB. To esbek wydawał paszport i esbekowi trzeba było go zwrócić zaraz po powrocie. To w zakładowej czy uczelnianej komórce SB przetrzymywane były służbowe paszporty.
Można było nie wyjeżdżać, ale oznaczało to rezygnację z zawodowych szans. Kapuściński mógł odmówić rozmów z SB, nie dostałby paszportu i pisywałby reportaże z polskich miasteczek czy wsi albo nie pisałby nic. Herbert nie napisałby „Barbarzyńcy w ogrodzie”.
I jeden, i drugi zdecydowali się podjąć grę z SB, żeby jednak wyjechać. Zostali zarejestrowani jako TW i to było ceną, którą zapłacili. Za siebie, autorów i za nas, czytelników.
Spośród tych, co chcieli wyjechać dziesiątki tysięcy ludzi podejmowało takie same decyzje i takie same gry. Dziesiątki tysięcy innych ludzi zrezygnowało z wyjazdów, bo nie chciało w to grać. Ci ostatni tracili szanse na sukces zawodowy, na zobaczenie świata. I jedni, i drudzy wiedzieli, co robią.
Ci, co zdecydowali się na grę z SB w zamian za zawodowe czy życiowe szanse chętnie zapomnieliby o tym, że kiedyś zrobili coś, o czym lepiej nie pamiętać. I zapomnieliby, gdyby nie archiwa i historycy, co w nich grzebią.
A to oni zajmują kluczowe pozycje w nauce, kulturze, gospodarce. Naturalną koleją rzeczy, są w odpowiednim wieku, a podjęcie gier z SB dało im przewagę nad tymi, co grać nie chcieli, więc zaszli wyżej. IPN-owskie archiwa i historycy pracujący w Instytucie mają przeciwników silnych i możnych.
Niemiło dowiadywać się, że ktoś, kogośmy wynieśli na piedestał albo kto sam mozolnie tam się wdrapał okazuje się nie taki czysty i pomnikowy. Szczególnie niemiło tym, co na piedestałach i piedestalikach wygodnie sobie stoją, ale lękają się, że ktoś im coś niechlubnego przypomni.

Wojciech Jankowski

Etykiety: , , , , , , , ,

31.3.09

Leszek Budrewicz: Wałęsa jako lotniskowiec

Nasz noblista jest jedynym człowiekiem, który zdołał poskromić Ojca Rydzyka. W jego przypadku badania opinii publicznej wskazują, że "źle czy dobrze, byle po nazwisku". Im więcej był atakowany, tym bardziej Polki i Polacy uważali go z autorytet.
Sam Wałęsa grożąc emigracją, czyli wyjazdem tam, gdzie jest od lat bardziej popularny niż w kraju, nie dopowiedział, czy zabierze też ze sobą noszące jego imię gdańskie lotnisko.

Książka młodego historyka żmudnie dekomponującego legendę Lecha została skrytykowana nawet przez część historyków z IPN. Sam Tusk chce likwidować IPN jeśli nie będzie grzeczny: a może PAN, jeśli się nie będą zgadzały równania w Instytucie Matematyki? Wszystko dzieje się w momencie, kiedy "wyłazi", że agentami mogli być dwaj ważni biskupi i pracownik kancelarii prezydenta. Ksiądz Czajkowski utrzymuje, że donosił, ale nie na księdza Popiełuszkę. Na końcu ważny historyk z IPN odkrywa, że ksiądz Jankowski mógł być TW, choć o tym nie wiedział.

Jestem za lustracją, ale może nie powinna ona zależeć od tego, czy ktoś coś, jak Handzlik, prezydentowi powiedział, czy nie. A na pewno stwierdzenie, ze można było być TW o tym nie wiedząc, choć dotyczy duchownego, jest w myśleniu o lustracji przewrotem kopernikańskim. jakie w tej sytuacji znaczenie może mieć książka historyka z "pokolenia wnuków"?

Leszek Budrewicz

Etykiety: , , , , , ,